KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Koronawirus. Twarde zasady powrotu Bundesligi. Edward Kowalczuk: Podróże na mecze nawet trzema autokarami

- Jeżeli w jednym zespole będzie powyżej siedmiu zarażonych, rozgrywki mogą zostać ponownie zawieszone - mówi Edward Kowalczuk, trener z Hannoveru 96. Ocenia też zachowanie piłkarza Bundesligi, który został ukarany za nieodpowiedzialne działania.

Mateusz Skwierawski
Mateusz Skwierawski
Edward Kowalczuk Getty Images / Boris Streubel / Na zdjęciu: Edward Kowalczuk
Rozgrywki niemieckiej pierwszej i drugiej Bundesligi startują w przyszłym tygodniu. Obie ligi obowiązują te same przepisy. Edward Kowalczuk, trener przygotowania fizycznego Hannoveru 96, opowiada nam o szczegółach. - Zgrupowanie przed pierwszym meczem potrwa tydzień. Przed następnymi spotkaniami każdy klub będzie skoszarowany w określonym miejscu na 4-5 dni, najpewniej w hotelu. Do dyspozycji zespołu będzie jedno piętro całkowicie odizolowane od gości, w niektórych przypadkach może i cały hotel. Sztab każdego z klubów liczy około 50 osób. Wszyscy będą przechodzili badania na 2-3 dni przed meczem ligowym przed każdą kolejką - opowiada Kowalczuk. Daje to około 20 tysięcy testów, które niemiecka federacja wzięła na siebie. DFL wyłoży na to w sumie 2,5 miliona euro.

Polski trener mówi dalej o logistyce. - Piłkarze mają być dowożeni z hotelu na stadion w mniejszych grupach. W naszym przypadku, na mecze domowe lub treningi, zawodnicy będą dojeżdżali mikrobusami, w odstępie czasowym. Jeżeli chodzi o spotkania wyjazdowe, to zaleca się, aby drużyna przemieszczała się dwoma lub trzema autokarami - opowiada Kowalczuk.

Piłkarze i pracownicy wszystkich 36 zespołów pierwszej i drugiej Bundesligi zostali przebadani w czwartek (30.04) i poniedziałek (4.05). W pierwszej turze wykryto 10 przypadków koronawirusa, w drugiej dwa. Nie wpłynęło to jednak na decyzję rządu. Kanclerz Angela Merkel dała zielone światło na wznowienie sezonu w drugiej połowie maja. Federacja miała jedynie zdecydować, kiedy dokładnie piłkarze wybiegną na boiska. W czwartek DFL postanowił, że już w przyszłym tygodniu - od 15 maja.

ZOBACZ WIDEO: Powrót PKO Ekstraklasy namiastką normalności. "Piłka nożna ma duży oddźwięk w społeczeństwie"

Ryzyko powtórnego zawieszenia 

Już w sobotę izolację w hotelu zaczynają między innymi gracze Bayernu Monachium. Spotkania ligowe będą rozgrywane bez publiczności. Ciekawą akcję wprowadziła Borussia Moenchengladbach - za 19 euro można wykupić miejsce na trybunach jej stadionu, które wypełni kartonowy wizerunek klienta. Klub sprzedał już ponad 12 tysięcy biletów. W ten sposób wspiera fundację i lokalne drukarnie.

Podczas meczu na stadionie może przebywać do 300 osób. - Piłkarze, sztab trenerski, medyczny, czyli ścisła ekipa z klubu, to mniej więcej 40 osób. Dochodzi jeszcze obsługa stadionu, telewizja, dziennikarze - komentuje Kowalczuk.

Dochodzą również inne środki bezpieczeństwa. Każdy członek zespołu ma mieć mierzoną temperaturę przed treningiem. Piłkarze dalej nie mogą się witać, a na mecze nie będą wyprowadzani przez dzieci. W planach jest wydłużenie ławek rezerwowych, aby uzyskać dodatkowe miejsca odstępu. Szatnie i pomieszczenia w Hannoverze są wyposażone w płyny do dezynfekcji. Na stadionie jest specjalne pomieszczenie, w którym zawodnicy przechodzą badania.

Kowalczuk tłumaczy, co stanie się, jeżeli któryś z piłkarzy zarazi się wirusem. - Będzie wykluczony z rozgrywek, zostanie odizolowany od drużyny i poddany kwarantannie - mówi. Pytanie, co jeżeli zachoruje więcej graczy? - Jeżeli dwóch, trzech zawodników, to zespół może dalej grać. Ale przy większej liczbie, powyżej siedmiu, trzeba się liczyć z tym, że drużyna zostanie wykluczona z ligi, albo rozgrywki znowu zostaną zawieszone - uzupełnia.

Na obecność koronawirusa będą również testowani sędziowie główni, asystenci i techniczni. Dodatkowo Bundesliga domaga się zgody od FIFA na możliwość przeprowadzania w meczu pięciu zmian, a nie, jak dotąd, trzech.

Bez trwałego śladu

"Kicker" informował, że przeciwne wznowieniu rozgrywek były między innymi Fortuna Duesseldorf i Werder Brema, którzy walczą o uniknięcie degradacji oraz Norymberga - drużyna z drugiej ligi, której również grozi spadek.

Hannover dostał pozwolenie z miejskiego sanepidu na treningi całym zespołem. Ścisła grupa dwukrotnie przeszła testy na koronawirusa, w obu przypadkach wyniki były negatywne. W drużynie Kowalczuka już wcześniej dwóch piłkarzy przeszło chorobę, to Timo Huebers i Jannes Horn. Po trzech tygodniach mieli kolejne badania i byli już zdrowi. Najpierw trenowali indywidualnie, później w grupie.

- Przeszli koronawirusa bezobjawowo. Wchodzą teraz do treningu z resztą chłopaków, uważam, że są odpowiednio przygotowani i zregenerowani. Timo ma duże szanse, by zagrać w pierwszym meczu z Dynamem Drezno - mówi trener.

Kowalczuka pytamy, czy choroba może odbić się na płucach sportowca w przyszłości. - Lekarze ostrzegają, że wirus osłabia organizm, nerki i płuca, dlatego zalecają łagodne wejście w trening. Dziś nie wiemy, jakie mogą być długotrwałe następstwa, jako że koronawirus jest dla nas wszystkich nowym zjawiskiem. Ale wykluczam, że w organizmie sportowca zostawi trwały ślad. Proces powrotu do maksymalnego wysiłku trwa u piłkarza od 4 do 6 tygodni - tłumaczy trener.

Polak też przechodził testy na koronawirusa. - Wynik był oczywiście negatywny, wszystkie badania są dobre, jestem zdrowy jak ryba - dodaje Kowalczuk.

Ukarany za głupotę

Kilka dni temu Salomon Kalou z Herthy Berlin pokazał w mediach społecznościowych, jak on i koledzy z drużyny łamią zasady izolacji. To wstrząsnęło środowiskiem piłkarskim w Niemczech. Bundesliga jest stawiana za wzór w innych krajach nie tylko pod względem jakości sportowej, ale również twardych zasad i szybkości radzenia sobie z pandemią.

Piłkarz nagrał telefonem, jak witał się z kolegami z drużyny. Okazało się również, że reszta zawodników nie zachowuje odstępów w szatni. Później Kalou tłumaczył, że zrobił to, ponieważ cieszył się z negatywnego wyniku testu. Napastnik został zawieszony przez klub i wyłączony z zajęć, a Hertha ma być dodatkowo kontrolowana. Jeżeli sytuacja się powtórzy, drużynie grozi zawieszenie treningów.

- Tyle mówi się o higienie, zachowaniu reguł, a tak doświadczony piłkarza postąpił skrajnie nieodpowiedzialnie. Powinien być wzorem, zwłaszcza, że wszyscy na niego patrzą. Na szczęście został ukarany, a jego zachowanie nie miało wpływu na decyzję federacji. Dziwi mnie, że Salomon tak zrobił. Poznałem go, to bardzo sympatyczny chłopak, w tej sytuacji nie pomyślał - komentuje Kowalczuk.

Ratunek przed bankructwem

Pierwsze mecze po przerwie odbędą się w przyszły piątek. 15 maja zagrają kluby z 2. Bundesligi: Arminia Bielefeld - Osnabrueck i Greuther Fuerth - HSV. W sobotę rusza niemiecka ekstraklasa. Dyrektor generalny Niemieckiego Związku Piłkarskiego, Christian Seifert, chciałby zakończenia sezonu w ostatnim tygodniu czerwca i rozpoczęcia kolejnego już w sierpniu.

- Każdy klub czekał na tę decyzję, to spełnienie życzeń i marzeń. Cieszę się, że wznawiamy ligę. Niemieckie kluby potrzebują pieniędzy, niektórym są niezbędne, żeby uratować się przed bankructwem - kończy polski trener przygotowania fizycznego Hannoveru 96.

Koronawirus. Białoruś gra mecz ze śmiercią. Ludzie w strachu, prezydent na lodowisku z zarażonym

Koronawirus. Ukraina. Witalij Kliczko i jego walka

Czy niemiecka federacja ryzykuje wznowieniem rozgrywek?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (3)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×