- To było praktycznie maksimum tego na co nas obecnie stać. Przy tak słabym i okrojonym składzie - przyznał na wstępie.
W ciągu drugich trzydziestu minut elblążanie rzucili tylko 7 bramek. - Od piętnastej minuty drugiej połowy widać było, że zabrakło nam sił. Brak precyzji w czystych przestrzelonych sytuacjach wynikał wtedy ze zmęczenia. Trudno mieć o to jakieś pretensje do moich zawodników - stwierdził.
- Zaprezentowali się w miarę dobrze. Wynik jest może o te dwie, trzy bramki za wysoki, ale z pustego i Salomon nie naleje - dodał.
- Zawodnicy z Puław nie mieli w końcówce meczu problemów ze zdobywaniem bramek, nasze zmęczenie było zbyt duże. Kilka za szybkich akcji, które napędziły Azoty do kontr. W pewnym momencie straciliśmy przez to dwa gole, rzucone do pustej bramki - żałował jeszcze.
ZOBACZ WIDEO #dziejesiewsporcie: Niemiec zapomniał o fair play. Chcieli go zlinczować!
By nie było jednak tak pesymistycznie, trener Będzikowski znalazł kilka pozytywów w grze swojego zespołu przeciwko Azotom. - Praktycznie całą drużynę mógłbym wyróżnić za wolę walki. Było widać, że do pewnego momentu graliśmy zespołowo i znajdowaliśmy sytuacje do rzutów. Zbyt szybkie i nerwowe nagrania do obrotowego sprawiły, że rywale odskoczyli nam na kilka bramek i trudno było myśleć o jakiejś walce i odrobieniu strat. Zabrakło nam trochę paliwa.
Podobnie jak w zeszłym sezonie, tak i w tym, praktycznie od początku Meble Wójcik muszą walczyć z rywalami niemal bez zmian. Już w okresie przygotowawczym ze składu wypadł nowy nabytek - Marcin Miedziński. Obecnie brakuje także między innymi Kamila Netza Marcina Szopy czy Sebastiana Rama.
Były asystent Michaela Bieglera w kadrze Polski z niecierpliwością oczekuje ich powrotu, ale konkretnych terminów jeszcze nie zna. - Sam bym chciał to wiedzieć, ale to kwestia dwóch czy trzech tygodni, by kilku powróciło do składu - powiedział.