ME 2018: oszukać przeznaczenie. Chorwaci wyszarpali zwycięstwo Białorusinom

Zdjęcie okładkowe artykułu: Getty Images / Martin Rose / Mecz Chorwacja - Białoruś na ME 2018
Getty Images / Martin Rose / Mecz Chorwacja - Białoruś na ME 2018
zdjęcie autora artykułu

Chorwaci nie zachwycili, ale po bardzo nierównym spotkaniu udało im się pokonać reprezentantów Białorusi. Gracze Lino Cervara zwyciężyli 25:23 na początek drugiej rundy zmagań na mistrzostwach Europy.

Gospodarze zaczęli od bardzo mocnego uderzenia. Wszyscy wiedzieli, że porażka ze Szwedami niezwykle skomplikowała ich sytuację i znacznie oddaliła wizję medalu. A to był przecież najważniejszy cel tych mistrzostw - szczypiornistom z Bałkanów w bogatej kolekcji brakuje bowiem tylko złotego krążka zdobytego na czempionacie Starego Kontynentu.

Zanim Białorusini zdążyli się rozbudzić, podopieczni Lino Cervara już prowadzili 5:2. Defensywa naszych wschodnich sąsiadów kompletnie nie potrafiła sobie poradzić ze świetnie spisującym się Żeljko Musą i stąd przewaga gospodarzy.

Chorwaci robili jednak wszystko, by maksymalnie utrudnić sobie sytuację. Spokojne kontrolowanie wyniku? A gdzieżby. Graczom Hrvatskiej brakowało błysku i skutecznego wykończenia. Białorusini może przespali początek meczu, ale szybko przebudził się Artsiom Karalek, a zaraz za nim do gry w fantastyczny sposób włączył się Andrej Jurynok.

Efekt? Prowadzenie bałkańskiego zespołu natychmiast stopniało do jednego trafienia. Gracze Jurija Szewcowa nie potrafili jednak postawić kropki nad "i" i nie udało im się doprowadzić do wyrównania. Znów rywali przełamali za to Chorwaci i ponownie odskoczyli. Tak też wyglądała większość meczu - gospodarze budowali przewagę, a po chwili oddawali inicjatywę w ręce naszych sąsiadów.

ZOBACZ WIDEO PGNiG Superliga: Tomasz Wiśniewski to za mało. Azoty rozstrzelały Stal

Zawodnicy z Bałkanów nie potrafili "dobić" rywali. Robili to za to Białorusini, którzy swoją ambicją i wolą walki momentami wyprowadzali Chorwatów z równowagi. Najbardziej nerwy gospodarzom popsuł jednak Siergiej Szyłowicz, który przy pomocy łokcia sfaulował Lukę Cindricia. Sędziowie skorzystali z wideoweryfikacji, ale wątpliwości nie było - rozgrywającemu należała się czerwona kartka.

Przeciąganie liny trwało do końca pojedynku. Chorwaci ani przez moment nie mogli odetchnąć - Białorusini systematycznie przyciskali i na niespełna pięć minut przed ostatnią syreną znów zmniejszyli swoje straty do jednego trafienia. Wtedy też ze skrzydła nie trafił Manuel Strlek, ale jego koledzy uratowali piłkę i przed szansą stanął Cindrić. On też się jednak pomylił i nagle w doskonałej sytuacji znaleźli się gracze Szewcowa. W zdumienie chorwackich kibiców wprowadził Władisław Kulesz - na tablicy wyników pojawił się remis.

W końcówce zdecydowało jednak doświadczenie. Chorwaci mogli odetchnąć z ulgą dopiero równo z ostatnim gwizdkiem.

Chorwacja - Białoruś 25:23 (15:12) Chorwacja:

Stevanović, Pesić - Marić 1, Stepancić 5, Kopljar 2, Vori, Gojun, Horvat 3, Karacić, Mandalinić, Strlek 2, Cupić, Musa 3, Mamić 5, Cindrić 4 Karne: 0/2 Kary: 2 min. (Mamić) Białoruś:

Sałdacenka - Kulesz 5, Babiczew 1, Szyłowicz 1, Puchowski 5, Rutenka Karwacki 1, Jurynok 6, Baranow, Padszywałow 1, Karalek 4, Titow, Bokhan, Harbuz Karne: 3/4 Kary: 6 min. (Karalek, Babiczew, Karwacki - po 2 min.) Czerwona kartka: Szyłowicz

# Drużyna M Z R P Bramki Punkty
1.
5
5
0
0
156:130
10
2.
5
3
0
2
136:127
6
3.
5
3
0
2
147:138
6
4.
5
3
0
2
152:144
6
5.
5
1
0
4
128:146
2
6.
5
0
0
5
131:165
0
Źródło artykułu: