Bliscy zawodnika od dwóch dni ukrywają się w piwnicy. Trener przyjął pod dach osiem osób

Zdjęcie okładkowe artykułu: Newspix / Lukasz Laskowski / Na zdjęciu: Witalij Nat
Newspix / Lukasz Laskowski / Na zdjęciu: Witalij Nat
zdjęcie autora artykułu

Od wybuchu wojny piłkarz ręczny Chrobrego Głogów Anton Derewiankin i jego trener Witalij Nat śpią po cztery godzinny dziennie. Obaj uczestniczą w treningach i meczach drużyny, ale myślami są zupełnie gdzie indziej. Ich rodziny przeżywają horror.

- Dzwonię do rodziców codziennie i na szczęście jeszcze nie zdarzyło się, by nie odebrali. Ostatnio jednak telefon mojego wujka milczał przez dwa dni i byłem przekonany, że jest już po nim. Przez głowę przychodziły mi najgorsze myśli, bo wujek mieszka w okolicach Kijowa, gdzie od ponad tygodnia toczą się najbardziej zaciekłe walki. Chwili wytchnienia nie mają też moi rodzice, którzy mieszkają w Donbasie - mówi nam bramkarz Chrobrego Głogów, Anton Derewiankin.

W sobotę jego zespół przegrał wyraźnie z Łomża Vive Kielce 23:43. Obecnie zespół zajmuje 10. miejsce w tabeli PGNIG Superligi, ale to nie jest teraz najważniejsze, bo od końcówki lutego wszyscy pracownicy klubu bardzo mocno żyją tym, co dzieje się za wschodnią granicą Polski. Nie może być zresztą inaczej, bo trenerem zespołu jest Ukrainiec z Zaporoża Witalij Nat, a bramkarzem Anton Derewiankin.

- Jestem trenerem, więc przychodzę na wszystkie zajęcia zespołu, ale przyznam szczerze, że nie jestem w stanie skupić się na ich prowadzeniu. Moi asystenci widzą, co się dzieje, dlatego przejęli większość obowiązków. Od wybuchu wojny jestem z drużyną tylko ciałem - przyznaje szczerze Nat.

ZOBACZ WIDEO: Poruszające sceny z kijowskiego metra. Ukraińców odwiedził mer miasta

Szkoleniowiec nie siedzi jednak z założonymi rękami i bardzo mocno angażuje się w pomoc swoim rodakom. Obecnie w jego mieszkaniu przebywa aż ośmiu Ukraińców, którzy uciekli z miast pogrążonych w wojnie.

Przygarnął ośmiu uchodźców do własnego domu

To właśnie w takich warunkach trener szykował się do sobotniego starcia z Vive.

- Mam czteropokojowe mieszkanie, więc nie jest źle. Oczywiście o komforcie możemy zapomnieć, ale nie to jest teraz najważniejsze. Pomagamy, jak tylko możemy i nie odmawiamy nikomu. Początkowo przebywało u nas pięć osób z Ukrainy, ale w czwartek córka zadzwoniła, że trzeba pomóc jeszcze trójce. Nie wyobrażam sobie, bym mógł komuś odmówić schronienia - przyznaje Nat.

W pomoc trenerowi i jego ukraińskim gościom już zaangażowały się władze klubu, a także przedstawiciele miasta. Politycy już teraz zapewnili, że znajdą bezpieczne i wygodne schronienie dla wszystkich gości trenera. To jednak wcale nie koniec.

- Od początku konfliktu praktycznie codziennie jeździmy do Wrocławia, gdzie uczestniczymy w doraźnej pomocy każdemu z uchodźców. Właśnie czekam na kolejny telefon i jak trzeba będzie, to znów wyruszę wieczorem pomagać do Wrocławia - dodaje Derewiankin, który każdą wolną chwilę po treningach spędza właśnie na pomocy potrzebującym.

Bliscy od dwóch dni są uwięzieni w piwnicy

Uczestniczenie w treningach i pomaganie uchodźcom sprawiają, że udaje się odciągnąć myśli od tego, co dzieje się właśnie w Ukrainie. W szczególnym niebezpieczeństwie są bliscy Derewiankina, którzy przebywają tuż przy linii frontu.

- Bardzo mocno namawiałem rodziców na wyjazd do Polski, ale oni nie chcą opuszczać swojego domu. Sytuacja w Donbasie od ośmiu lat jest bardzo trudna, ale teraz działania wojenne są mocniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Jeszcze niedawno rodzice schodzili do piwnicy tylko, gdy usłyszeli syreny alarmowe, ale teraz doszło do tego, że przez dwa ostatnie dni w ogóle nie mogli opuszczać piwnicy i siedzieli tam wraz z moją siostrą i jej dzieckiem. Boję się w ogóle pomyśleć, co będzie, jeśli któregoś dnia nie będę mógł się do nich dodzwonić. Mój wujek z kolei mieszka w okolicach Kijowa, a tam praktycznie co chwilę latają bomby, słychać wybuchy i przeloty myśliwców. Myślę o tym cały czas - dodaje Derewiankin.

Bramkarz Chrobrego jest w stałym kontakcie nie tylko z bliskimi, którzy chowają się przed bombami, ale także znajomymi, którzy dzień w dzień walczą z Rosjanami.

- Mnóstwo ich wstąpiło do armii i staram się wysyłać z nimi codziennie jakieś wiadomości. Zapewniają, że na razie wszystko jest pod kontrolą, a sytuacja wojenna jest dobra. Nie brakuje im ani jedzenia, ani broni, a nastawienie jest bardzo bojowe. Wszyscy wierzymy, że uda się obronić nasz kraj - dodaje.

Tylko nieco spokojniejszy o swoją rodzinę może być trener Nat, którego bliscy przebywają w Krzywym Rogu i Zaporożu.

- W Krzywym Rogu na początku wojny spadło kilka bomb i został ostrzelany most, ale później było już spokojniej. Gorzej jest w Zaporożu, gdzie przebywają rodzice mojej żony. Tam codziennie wyją syreny i sytuacja robi się coraz poważniejsza. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Najlepiej byłoby mieć ich wszystkich przy sobie, ale nie wszyscy chcą opuszczać Ukrainę - dodaje Nat.

Nie mają żalu do Rosjanina

Co ciekawe, w drużynie Chrobrego Głogów obok Ukraińców jest także jeden Rosjanin, Anton Otrezow. Ostatnie dni były trudne także dla niego.

- On doskonale widzi, co się dzieje i jest mu wstyd za swój kraj. Rozmawiając z nim, widzę jego wzrok i wiem, że chce mnie za wszystko przeprosić. Na słowach i gestach się jednak nie kończy, bo dostajemy od niego duże wsparcie. Anton mocno zaangażował się w pomoc i mam gwarancję, że gdy tylko będzie taka potrzeba, to chętnie przyjmie pod swój dach gości z Ukrainy. Niemal codziennie dopytuje o nowe wieści i garnie się do pomocy - opowiada Nat.

- W takich sytuacjach trzeba oddzielić wielką politykę od normalnego życia. Otrezow nie ma wpływu na rząd swojego kraju i ma sprecyzowany pogląd na temat działań Rosji. Mówi się, że Rosjanie mieliby otrzymać zakaz występów w polskiej lidze, ale ja jestem temu przeciwny. Dlaczego normalni Rosjanie mieliby ponosić odpowiedzialność za to, że urodził się akurat w takim kraju? Wykluczenie ich z rozgrywek niczego nie zmieni, a wspólnie możemy zrobić wiele dobrych rzeczy. W naszych relacjach z Antonem, od wybuchu wojny nic się nie zmieniło - zdradza Derewiankin.

Czytaj także: Węgrzy szukają selekcjonera Przebudzenie Jędrzeja Zieniewicza

Źródło artykułu: