WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Inauguracja Stoczni Szczecin po omacku. Ciemność, chaos i gwizdy

Pojedynek Stoczni Szczecin z Treflem Gdańsk trwał 10 minut i tyle samo akcji. Później zgasło światło i zaczęła się organizacyjna katastrofa.
Sebastian Szczytkowski
Sebastian Szczytkowski
Newspix / Krzysztof Cichomski / W trakcie meczu Stocznia Szczecin - Trefl Gdańsk w hali Netto Arena zgasły światła

4 października 2017 roku Stocznia Szczecin zaczynała swój drugi sezon w PlusLidze w obecności 620 kibiców. Jak się później okazało frekwencja na jej meczu z Cuprum Lubin była najniższa w całej fazie zasadniczej rozgrywek. Minął nieco ponad rok i inaugurację rundy, w tym samym miejscu, chciało zobaczyć na żywo 5027 osób, czyli tyle ile jest w stanie zmieścić Netto Arena. Bilety zostały wyprzedane w niedzielę rano. Gdyby nie pojemność hali pewnie udałoby się pobić liczbę 5514 kibiców, która osiem dni wcześniej obejrzała mecz Pogoni Szczecin z Wisłą Płock w piłkarskiej Lotto Ekstraklasie. Godzinę przed spotkaniem przed drzwiami ustawiła się długa kolejka, trudno było znaleźć miejsce do zaparkowania samochodu. Premiera Stoczni była najmocniej wyczekiwana tej jesieni.

Mecz podopiecznych Michała Gogola z Treflem Gdańsk wystarczyło zareklamować informacjami, jacy siatkarze dołączyli latem do zespołu. Stocznia dokonała 11 wzmocnień, w tym kilku spektakularnych, dzięki którym ma ruszyć w górę tabeli. Dwa poprzednie sezony zakończyła na 12. miejscu i biła się o utrzymanie. Z Bartoszem Kurkiem, Matejem Kazijskim, Łukaszem Żygadłą w składzie myśli o medalach.

Inauguracja na medal nie była na pewno. Była niezwykła, ale ci, którzy mieli błyszczeć na boisku, usunęli się w cień. Dosłownie.

ZOBACZ WIDEO Sektor Gości 92. Fabian Drzyzga: Wilfredo Leon jest niesamowity! To najlepszy siatkarz świata

Sold out i blackout

Festiwal siatkówki w Szczecinie potrwał 10 minut i tyle samo akcji. Janusz Gałązka ładnie zaatakował ze środka, Matej Kazijski popisał się pojedynczym blokiem. Nim pojedynek się rozkręcił, zakończył się. O 15:02 w hali zgasły wszystkie światła poza awaryjnymi. Na godzinę zapadły egipskie ciemności. Było 5:5 w pierwszym secie.

- Mamy pierwszy remis w historii siatkówki - mówi Bartosz Kurek, któremu awaria oświetlenia zepsuła debiut w Stoczni.

Początkowo zaćmienie wyglądało na incydent. W miarę zabawny. Jeden z dziennikarzy radiowych przypuszczał, że jest on zaplanowaną częścią widowiska. Przerwa jednak przedłużała się w nieskończoność. Minęła pierwsza godzina, następnie druga, jeszcze trzecia, a gra nie była kontynuowana. Organizacyjna katastrofa stawała się faktem.

- Po godzinie można było uznać, że meczu nie będzie. Siatkarze byli rozluźnieni, nie było już bojowego nastawienia. Pojedynek po ewentualnym wznowieniu nie byłby na wysokim poziomie - mówi trener Gogol.

Mity i fakty

Według pierwszej wersji zdarzeń za wyłączenie oświetlenia odpowiadał system bezpieczeństwa, który został uruchomiony przez niedogaszonego w toalecie papierosa. Stworzona w pośpiechu historia nie była prawdziwa. Fakt, że zagrożenie pożarowe było, a do Netto Areny przyjechały zastępy straży, ale nie gasić niedopałka, a sprawdzić instalację elektryczną. Komunikatów nietrafionych, na przykład o zbliżającym się wznowieniu meczu, było kilka.

Najbardziej potrzebnymi osobami w hali przestali być siatkarze, a zostali elektrycy. Znalezienie fachowca było skomplikowanym zadaniem. Z czasem do naprawy przystąpiło dwunastu, ale jednego sektora oświetlenia nie udało się im uruchomić. O 17:55 mecz odwołano.

Nasuwało się jeszcze jedno pytanie, dlaczego nie zagrano przy świetle dziennym po odsłonięciu kotar i po uruchomieniu części świateł. To dlatego, że okna w Netto Arenie są po jednej stronie, a boisko musi być oświetlone równomiernie. Nie tylko w imię sportowej sprawiedliwości, ale też jakości transmisji telewizyjnej wariant odrzucono.

Dyrektor od cateringu

Jeden z najbardziej cenionych trenerów na świecie Radostin Stojczew został dyrektorem sportowym Stoczni. W niedzielę zamiast podziwiać stworzony przez siebie zespół zajął się zaopatrzeniem. Przynosił siatkarzom prowiant, kanapki i banany. Najbardziej zainteresowani losem tego meczu przeprowadzili jeszcze dwie rozgrzewki, ale głównie leżakowali na boisku i obserwowali zamieszanie. Najwięcej kilometrów zrobił pewnie Kazijski, który spacerował z jednego miejsca w drugie.

Siatkarze musieli być w hali cztery godziny po przerwaniu konfrontacji. Zapytani podkreślali, że podobne sytuacje już przeżyli, ale awarii na taką skalę nie. - Dla mnie to jest niezrozumiałe - mówi Łukasz Żygadło, kapitan Stoczni.

Decyzję, kiedy będzie drugi termin meczu podejmie najpewniej w tym tygodniu Polska Liga Siatkówki. Najbliższy pojedynek Stoczni w środę również w Netto Arenie. Do tego czasu awaria ma zostać usunięta.

Gwizdy z trybun

Najbardziej poszkodowani w całym zamieszaniu byli kibice. W hali były osoby spoza województwa zachodniopomorskiego, także kibice Trefla Gdańsk. Generalnie wyrozumiali, z czasem byli coraz mniej rozbawieni, a bardziej poirytowani. Na jeden z komunikatów zareagowali mieszanką gwizdów i buczenia. W ciągu trzech godzin halę opuściła większość osób. Najbardziej wytrwali poczekali do końca i niewielką rekompensatą dla nich było spotkanie z zawodnikami Stoczni. Wspólnych zdjęć nie odmawiał także Piotr Nowakowski, złoty medalista mistrzostw świata w barwach Trefla.

- Strasznie żal mi tych ludzi. Możemy tylko razem z zawodnikami przeprosić ich, choć wina nie jest po naszej stronie - mówi Gogol.

W opublikowanym przez klub ze Szczecina oświadczeniu można przeczytać, że bilety zakupione na niedzielny mecz będą ważne także w nowym terminie. Ci, którzy po przejściach zrezygnują z oglądania starcia o panowanie na Pomorzu, mogą zwrócić wejściówki. Szykowane dla rozczarowanych kibiców są "niespodzianki" rzeczowe. Koszt ponownego przyjazdu fanów Trefla pokryje Stocznia.

Operator hali ma wydać oświadczenie w poniedziałek.

Tego jeszcze nie grali

Netto Arena to największa hala sportowa w Szczecinie. Była gospodarzem między innymi meczów reprezentacji Polski w siatkówce i w futsalu. Na czołówki mediów już trafiała, więc w niedzielę nie można było mówić o debiucie. 20 stycznia 2015 roku z jej dziurawego dachu na boisko polała się woda deszczowa, przez co na kilka minut przerwany został pojedynek Chemika Police z Agelem Prościejów w Lidze Mistrzyń. W marcu tego samego roku zrobiło się mokro na parkiecie w czasie derbów województwa w piłce ręcznej kobiet. SPR Pogoń Szczecin grała z Energą AZS Koszalin.

W październiku 2015 roku Giuseppe Cuccarini, trener siatkarek Chemika, prosił dziennikarzy na konferencji prasowej o nagłośnienie faktu, że w hali jest zbyt zimno. Przez otwarte na oścież w nocy drzwi mistrzynie Polski przychodziły na rozruch w kurtkach. Włoch twierdził, że sytuacja powtarzała się. Już w 2018 roku mniej oficjalnie mówił o tym samym kłopocie Michał Gogol, szkoleniowiec Stoczni.

O wszystkich tematach informowały lokalne media. Awarii oświetlenia w czasie meczu jeszcze w Netto Arenie nie było. Wspomnieniami można natomiast cofnąć się do okresu zanim ją wybudowano. W 1986 roku siatkarski pojedynek Stali Stocznia Szczecin z Legią Warszawa dokończono pomimo identycznego problemu. Tym razem się nie udało.

Kąśliwa puenta udała się Pogoni Szczecin, która na spotkanie z Lechem Poznań zaprasza zdjęciem rozświetlonego reflektora. Jej lokalny konkurent w walce o zainteresowanie kibiców zaliczył totalny falstart.

Czy pozostałe mecze Stoczni Szczecin w sezonie odbędą się bez przeszkód?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (8):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • ja33 0
    media w tloku zawsze w szoku czego nie widac po kibicach .zalosny tytul
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Wino1901 0
    To prawda, jednak Espadon to była zupełnie inna drużyna i zupełnie inne aspiracje od Stoczni. Stocznia to nowe miejsce na siatkarskiej mapie Polski, ale już beze mnie. Ja się mocno zawiodłem i nie chodzi mi tylko o organizację.
    Marcin Małecki W roku 2017 klub grał pod nazwą Espadon Szczecin a nie Stocznia Szczecin
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Marcin Małecki 1
    Hala jest własnością miasta niestety. Siatkarze grają tam gościnnie. W ubiegłym roku siatkarki z Polic zrezygnowały z rozgrywania tam meczów więc o czymś to świadczy. Przypomnę że podczas jednego z meczów ligi mistrzyń na parkiet lała się woda z nieszczelnego dachu hali.
    hanna Multum pieniędzy wydano na zawodników, a nie potrafią hali doprowadzić do stanu, na jaki chce preferować zespół.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (8)
Pokaż więcej komentarzy (8)
Pokaż więcej komentarzy (8)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×