Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Igor Kolaković: Polska jest najlepszym miejscem na świecie, żeby pracować przy siatkówce

- Nie ma w tej chwili lepszego miejsca, żeby grać w siatkówkę, być częścią siatkarskiego środowiska. Może we Włoszech jest więcej gwiazd i płacą więcej. Ale to u was jest najlepiej - mówi Igor Kolaković, trener Aluronu CMC Warty Zawiercie.
Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
Igor Kolaković Getty Images / Lukasz Laskowski / PressFocus / Na zdjęciu: Igor Kolaković

Grzegorz Wojnarowski, WP SportoweFakty: Jak to się stało, że były selekcjoner potężnych reprezentacji Serbii i Iranu przyszedł do klubu z małego polskiego miasta?

Igor Kolaković, trener Aluronu CMC Warty Zawiercie, były selekcjoner reprezentacji Serbii oraz Iranu: Złożyło się na to kilka rzeczy: Dobrze poukładany klub, wysoka jakość sportowa i organizacyjna PlusLigi i moja chęć powrotu do pracy z drużyną klubową. Najlepiej w Polsce, ona była dla mnie priorytetem. Nie mówię tak dlatego, że teraz jestem w Zawierciu. Zawsze szanowałem te rozgrywki, poziom sportowy i organizacyjny od lat jest u was bardzo wysoki. Mój agent powiedział, że ma dla mnie propozycję z Zawiercia i bardzo zachwalał to miejsce. Umówiliśmy się na rozmowę z prezesem Baranem. Przedstawiłem mu swoją wizję zespołu, jemu się ta wizja spodobała. Z kolei mi spodobało się jego podejście. Jest realistą, nie oczekuje błyskawicznego sukcesu, bo zdaje sobie sprawę, że w PlusLidze żaden klub nie jest pewniakiem do medalu, a jest kilka bogatszych ekip, z większymi gwiazdami. Chce iść do przodu krok po kroku i takie myślenie mi odpowiada.

Długoterminowe plany Zawiercia oznaczają, że jeśli wyniki zespołu będą co najmniej przyzwoite, zostanie pan w Polsce na kilka lat.
Kontrakt mam na dwa sezony. Mam nadzieję, że wypełnię go w całości. Wszędzie gdzie do tej pory pracowałem przyjmowałem nastawienie, że zostanę tam do końca życia. To sprawia, że angażuję się bardziej, niż gdybym zakładał, że popracuję rok czy dwa i wrócię do domu. O Zawierciu myślę tak samo, że to mój projekt na lata.

Kadrę Iranu, z którą pracował pan przed Zawierciem, prowadził pan przez trzy sezony. Zdążył pan dobrze się przekonać o tym, że relacje między irańskimi i polskimi siatkarzami bywają napięte.

Ha! Tak rzeczywiście bywało. Ludzie lubią pamiętać takie rzeczy, media piszą o nich chętniej, niż o samych meczach. A przecież większość spotkań tych dwóch ekip przebiegała całkiem normalnie. Tak na Pucharze Świata w Japonii, kiedy te dwie ekipy spotkały się po raz ostatni. Przegraliśmy 0:3, uścisnęliśmy dłonie Polakom i tyle. Przed jednym z meczów z Polską rozmawiałem ze swoimi graczami o tych wojenkach. Powiedzieli mi, żebym się nie martwił, że to przeszłość. Tak naprawdę ostatnia większa sprzeczka Irańczyków i Polaków miała miejsce cztery lata temu na igrzyskach w Rio. Nerwowo było też w czasie mistrzostw świata w Bułgarii, ale to nie ten sam kaliber. Wydaje mi się, że siatkarze z Iranu są w waszym kraju szanowani, i chyba też lubiani. Milad Ebadipour ma u was świetną renomę, dobrze grał u was Seyed, był też Fayazi. Mam nadzieję, że w przyszłości więcej Irańczyków trafi do PlusLigi.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: oświadczyny na mistrzostwach Polski. Powiedziała "tak"!


Jak wspomina pan czas spędzony w Iranie?

Bardzo miło. Miałem tam świetny sztab, nigdy wcześniej nie czułem, jakby zawodnicy, asystenci, sztab medyczny, kierownik drużyny, byli dla mnie bardziej rodziną, niż współpracownikami. Poznałem wielu świetnych ludzi, nową kulturę, zwyczaje, styl życia. Podobało mi się tam. Ludzie są bardzo przyjaźni. Siatkarze też, choć może ze względu na kłótnie z Polakami macie o nich inne wyobrażenie. Ale to dobre chłopaki, a do tego świetni sportowcy. A relacja reprezentacji Iranu i Polski w mojej opinii też oparta jest przede wszystkim na walce sportowej, a nie na jakichś nieprzyjemnych, pozasportowych urazach. Kiedy te dwie drużyny ze sobą grają, zawsze jest dobre widowisko.

Na domowych meczach Irańczyków gorąco jest nie tylko na boisku. Choćby tak jak w zeszłym roku w czasie meczów Ligi Narodów w Urmii.

To prawda, wtedy działy się dziwne rzeczy. Po jednym ze spotkań z Polską wracaliśmy do naszego hotelu dwie godziny. Szybciej się nie dało, bo na ulice wyszło mnóstwo ludzi. Świętowali, cieszyli się, stukali w autokar. Polakom mogło się to wydać dziwne, ale zapewniam, że nie było w tym wrogości. Irańczycy są pełni energii i temperamentu, tak zareagowali na zwycięstwo swojego zespołu w dyscyplinie, którą bardzo lubią.

Michałowi Kubiakowi chyba by pan jednak odradzał wakacje w Iranie?

Nie chcę go pouczać. Powiem tak: byłem w Iranie, żyłem między tymi ludźmi i wiem, że to co Kubiak o nich powiedział nie jest prawdą. Gdyby tak jak ja spędził tam trochę więcej czasu, na pewno zmieniłby zdanie. Tak samo jak w każdym innym miejscu na świecie są tam zarówno wspaniali, dobrzy ludzie, jak i tacy, których nie chcesz spotkać na swojej drodze. Jednak ja spotykałem głównie tych pierwszych. Myślę sobie, że być może są najbardziej gościnnym narodem na świecie. Dlatego czuję się zobowiązany bronić ich wizerunku oraz wizerunku miejsca, w którym czułem się dobrze. Tak samo zrobię, jeśli za kilka lat ktoś będzie się źle wyrażał o Zawierciu, a ja będę uważał, że nie ma racji.

Vital Heynen przyznał, że nigdy nie dostał w czasie spaceru tylu propozycji podwiezienia, co w Urmii.

O tym właśnie mówią. Irańczycy bardzo chętnie pomagają innym, a już zwłaszcza obcokrajowcom. W bloku, w którym mieszkałem, wiele razy się zdarzało, że jeden z sąsiadów stawał w moich drzwiach z torbą z supermarketu i mówił, że to dla mnie. Ogromna gościnność i chęć pomocy jest mocno zakorzeniona w irańskiej kulturze.

Wychwala pan irańską kulturę, ale z tego co wiem o polskiej też ma pan bardzo dobre zdanie. Zwłaszcza o tej siatkarskiej.

Ktoś może pomyśleć, że skoro tutaj jestem, to będę mówił miłe rzeczy o Polsce, żeby się wam przypodobać. Ale ja od wielu lat mam dla polskiej siatkówki wielki szacunek. Pamiętam jeden mecz z waszą reprezentacją, kiedy byłem asystentem Ljubomira Travicy, wtedy selekcjonera reprezentacji Serbii i Czarnogóry. To był 2003 rok, przegraliśmy z Polakami na mistrzostwach Europy 2:3 w ostatnim spotkaniu fazy grupowej. Rozmawialiśmy po tym meczu o waszej siatkówce. Powiedziałem wtedy, że Polska zasługuje na sukcesy, bo dużo inwestuje, żeby je osiągać i się nie zniechęca. Trzy lata później zdobyliście wicemistrzostwo świata. Dwie ostatnie edycje mistrzostw świata wygraliście.

Uważam, że nie ma w tej chwili lepszego miejsca, żeby grać w siatkówkę, być częścią siatkarskiego środowiska. Może we Włoszech płacą więcej, może w tamtejszej lidze gra więcej gwiazd. Jednak jeśli chodzi o całokształt, to u was jest najlepiej. Jestem pod ogromnym wrażeniem zachowania polskich kibiców, szacunku, jaki okazują wszystkim drużynom. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek źle się zachowali wobec drużyn, które prowadziłem, a przyjeżdżałem tu zarówno jako selekcjoner kadry Serbii, jak i Iranu. Tutaj przeciwnik Polaków czuje się ważny. We Włoszech liczy się tylko zespół gospodarzy, ten drugi jest nieistotny. U was jest inaczej. I dlatego uważam, że wasza siatkówka, wasza siatkarska kultura, jest numerem jeden na świecie. Powtórzę, że nie mówię tego, ponieważ pracuję teraz w Polsce. Jest inaczej - dlatego, że tak o was myślę, przyjechałem tutaj pracować. Chciałbym stać się częścią tej społeczności, dlatego zamierzam się przyłożyć do nauki polskiego.

Co byłoby dla pana satysfakcjonującym wynikiem w pierwszym roku tej pracy? Zawiercie może i jest małym miastem, ale ambicje klubu są duże.

Musimy być realistami. W Bełchatowie, Kędzierzynie-Koźlu, Rzeszowie, Warszawie mają większe budżety i na papierze wyglądają na mocniejsze ekipy. Ale papier to jedno, a boisko drugie. Przed rokiem Resovia też wydawała się mocna, a skończyła na dole tabeli. Z kolei Trefl Gdańsk, drużyna złożona z mało znanych graczy, skończyła ligę na dobrym piątym miejscu. Nikomu nie odpuścimy. Mamy swoje marzenia, ale na razie nie będziemy głośno o nich mówić.

Czytaj także:
Małgorzata Glinka-Mogentale szczerze o zakończeniu kariery. "Myślę, że byłam w depresji"
Zawodnik z polskimi korzeniami chce podbić rozgrywki: "Jestem podekscytowany grą w Polsce"

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0):
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×