Po wypadku stracił czucie w nogach. W tenisie stołowym odnalazł sens życia

Czternaście lat temu uległ wypadkowi samochodowemu, wskutek którego został sparaliżowany i nie może chodzić. Ratunkiem dla Rafała Czupera okazał się tenis stołowy.

MK
Rafał Czuper Materiały prasowe / Archiwum zawodnika / Rafał Czuper
Redakcja PZTS: W tenisie stołowym dla osób niepełnosprawnych Polacy z każdych igrzysk paraolimpijskich przywożą po kilka medali. Kto razem z biało-czerwonymi należy do światowych potęg?

Rafał Czuper: Niezmiennie od wielu lat w sporcie osób z niepełnosprawnościami, nie tylko w tenisie stołowym, największą potęgą są Chiny. Ale to Polska jest najbliżej doścignięcia Chińczyków! Bardzo mocnymi reprezentacjami są także Korea Południowa, Francja i Ukraina. Ostatni wymienieni od czasu wojny w swoim państwie, uczestniczą w naszych zgrupowaniach.

Czy jest podział na kraje specjalizujące się w rywalizacji tenisistów stołowych na wózkach i w konkurencjach stojących?

Tak jak wspomniałem wcześniej, Chiny specjalizują się w każdej płaszczyźnie. Ale na przykład z naszego kraju są to głównie zawodnicy stojący. Oni należą do globalnej czołówki. Z kolei w kadrze południowokoreańskiej są praktycznie sami zawodnicy grający na wózkach.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: tak się bawili reprezentanci Polski
Jak wygląda pańska codzienna, zwykła praca treningowa? To nie tylko tenis stołowy, także siłownia, gimnastyka?

Pracuję w klubie Start Białystok z trenerem Markiem Iwanickim, przy którym stawiałem pierwsze kroki w tenisie stołowym osób niepełnosprawnych. Główną uwagę skupiam na treningu technicznym na stole. Pozostały trening to tylko niewielki dodatek.

Jak dużo jest zmian regulaminowych dotyczących przepisów gry, np. jeśli chodzi o serwis, punktację itp.?

Jedyna zmiana dotyczy serwisu, a chodzi o to, że piłka musi opuścić stół zawodnika odbierającego serwis przez końcową białą linię. Gdy opuści boczną linią lub zatrzyma się na stole, wtedy serwis jest powtarzany.

Niedawno międzynarodowa federacja wprowadziła grę podwójną i mieszaną. Nie będzie drużynówki, w której w Tokio zdobył pan brązowy medal w duecie z Tomaszem Jakimczukiem?

Niestety, przy zmianie przepisów, a więc obowiązujących w tym momencie, nie będę mógł na igrzyskach grać miksta. Ale jeśli tylko Tomek załapie się na paraolimpiadę w singlu, to na pewno powalczymy w deblu.

Jeśli chodzi o grę pojedynczą, głównym rywalem pozostaje Francuz Fabien Lamirault? Jaki jest na dziś bilans bezpośrednich pojedynków?

Zdecydowanie Lamirault jest moim głównym przeciwnikiem i jednocześnie jedynym zawodnikiem, z którym przegrałem w tym roku. Do tej pory wygrałem z nim dwa z 22 pojedynków, ale ważne, że zwyciężyłem w tym roku, dokładnie pod koniec marca w ITTF Fa20 Costava Brava Spanish Para Open 2022 w Platja d’Aro. W tym roku mistrzostwa świata są też w Hiszpanii, więc jestem dobrej myśli.
Rafał Czuper (fot. archiwum zawodnika) Rafał Czuper (fot. archiwum zawodnika)
Reprezentant Francji ma 42 lata i jest o osiem starszy od pana. Jak długo paratenisiści stołowi mogą grać na wysokim poziomie?

Jeśli chodzi o zawodników długo grających to wygląda tak, że im niższa klasa, tym zawodnik ma większe szanse na występy na wysokim poziomie przez długie lata.

Sześć lat temu w Rio de Janeiro zdobył pan srebro paraolimpijskie w singlu. Sportowo jest pan już bliżej złota? Ale pozostaje wciąż pokonanie Lamirault?

Jestem zdecydowanie lepszym i dużo bardziej dojrzałym tenisistą stołowym. Oczywiście jeszcze nie wybiegam do zawodów w Paryżu w 2024 roku, bo w tym roku mam mistrzostwa świata i właśnie zaczynam ostre przygotowania do październikowego turnieju w Granadzie.

Czas do francuskiej paraolimpiady minie szybko. Między wami znów rozstrzygnie się sprawa złotego krążka?

Bardzo bym chciał, żeby tak się stało. Jednak na horyzoncie jest jeszcze kilku zawodników, którzy mogą sięgnąć po tytuł mistrza igrzysk paraolimpijskich.

Jesienne MŚ poprzedziły kwalifikacje. Jakie były wymogi w singlu, deblu i mikście?

Szczerze to sam nie wiem, jak wyglądają kwalifikacje w grach podwójnych, bowiem docierają do nas sprzeczne informacje. Jeśli chodzi o kwalifikacje indywidualne, spokojnie się załapałem mając drugie miejsce w rankingu światowym klasy 2.

Wracając do "długowieczności", nie brakuje faktycznie doświadczonych zawodników, ale w polskiej kadrze jest też młodzież. Zresztą funkcjonuje dla niepełnosprawnych Centrum Szkolenia Polskiego Związku Tenisa Stołowego w Krakowie.

W kwestii młodych martwi mnie fakt, że od kiedy ja gram w kadrze narodowej, a to już ponad 10 lat, nie pojawiła się ani jedna osoba na wózku, która mogłaby rywalizować na zawodach międzynarodowych.

Przez dekadę musiały być próby wśród młodzieży. Z jakiego powodu rezygnowali?

Myślę, że tenis stołowy jest jeszcze słabo popularny wśród osób niepełnosprawnych, a poza tym w grze na wózku nie ma szans na szybkie rezultaty. Wielu zawodników szybko się zniechęca wybierając inne, łatwiejsze technicznie dyscypliny sportu.

Od kiedy gra pan w tenisa stołowego? W rodzinnych Raczkach koło Suwałk była możliwość trenowania w klubie?

Tak, jako młody, pełnosprawny chłopak grałem w ping-ponga w szkole podstawowej i w gimnazjum w Raczkach. Tenis dla niepełnosprawnych zacząłem trenować w Białymstoku i cały czas jestem w Podlaskim Stowarzyszeniu Sportowym Osób Niepełnosprawnych Start.

We wrześniu minie 14 lat od wypadku samochodowego, po którym został pan sparaliżowany i nie może chodzić. To czas dużych sukcesów sportowych w paratenisie stołowym, ale i możliwość zobaczenia "kawałka" świata.

Zwiedziłem sporo krajów jeżdżąc na turnieje. Z pewnością Tokio jest tym miejscem, do którego kiedyś wrócę. Chciałbym zobaczyć japońską stolicę w całej okazałości bez ograniczeń covidovych. Ale nie myślę o zmianie miejsca zamieszkania. Jest mi dobrze zarówno w Białymstoku, jak i w Raczkach.

Kto na co dzień pana wspiera w dążeniu do realizacji planów sportowych, ale i w codziennym życiu?

Mogę liczyć na rodzinę i moją dziewczynę Magdę, także trenera klubowego, z którym mamy bardzo koleżeńskie relacje.

Często zdarza się, że jest pan zapraszany, by opowiedzieć swoją historię. By pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych i nie można się poddawać?

Swego czasu byłem w zakładzie karnym w Białymstoku. Spotkałem się ze skazanymi w ramach stworzonego dla nich programu readaptacyjnego "Tacy sami-za kratami". To było ciekawe przeżycie, a więźniowie pytali dosłownie o wszystko, od życia codziennego po sprawy typowo sportowe.

Czytaj także:
Dartom Bogoria i Dekorglass zagrają w Lidze Mistrzów
Pięciokrotny mistrz Polski dołączył do Dojlidów Białystok

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×