Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Tenis. US Open: Bianca Andreescu nową królową Flushing Meadows! Serena Williams znów nie wyrównała rekordu

Bianca Andreescu wygrała US Open w swoim debiucie w nowojorskiej imprezie. W finale Kanadyjka w dwóch setach pokonała Serenę Williams, zdobywczynię 23 wielkoszlemowych tytułów.
Łukasz Iwanek
Łukasz Iwanek
Bianca Andreescu, mistrzyni US Open 2019 PAP/EPA / JUSTIN LANE / Na zdjęciu: Bianca Andreescu, mistrzyni US Open 2019

W wielkim finale US Open 2019 doszło do starcia walczącej o 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny Williams z Bianką Andreescu, dla której jest to pierwszy występ w nowojorskiej imprezie. Amerykanka miała szansę na pierwszy triumf od Australian Open 2017. Po przerwie macierzyńskiej przegrała trzy wielkoszlemowe finały, w tym w ubiegłorocznym US Open z Naomi Osaką. Kanadyjka w obecnym sezonie wywalczyła pierwsze tytuły w głównym cyklu, w Indian Wells i Toronto. W sobotę sięgnęła po triumf w Nowym Jorku po zwycięstwie 6:3, 7:5 nad Williams. Amerykanka drugi rok z rzędu przegrała w finale US Open z młodą mistrzynią turnieju w Indian Wells.

Od początku dominowały nerwy w grze Williams, która w pierwszym gemie oddała podanie robiąc dwa podwójne błędy. Amerykanka miała problemy z trafieniem piłki w kort, nie mogła wydostać się z otchłani lęku. Tymczasem Andreescu prezentowała nieustępliwą i swobodną postawę, świetnie serwowała, bardzo dobrze zmieniała kierunki i operowała solidnym slajsem. W niesłychanie zaciętym siódmym gemie Williams zniwelowała pięć break pointów. Kanadyjka została poddana testowi z odporności i zdała go na szóstkę. Obroniła się przed stratą serwisu asem. W dziewiątym gemie popisała się bekhendem, wolejem i forhendem. Presji nie wytrzymała Williams, która po raz drugi oddała podanie podwójnym błędem i I set dobiegł końca.

Andreescu grała niesłychanie dojrzały i rzetelny tenis. Sprytnie się broniła i błyskotliwie atakowała, nie dając utytułowanej rywalce czasu na wyprowadzanie ataków. Strach zaglądał coraz głębiej w oczy Williams, która nie potrafiła znaleźć żadnego sposobu na skruszenie oporu nie mającej żadnych kompleksów debiutantki. W drugim gemie II partii Amerykanka znów oddała podanie podwójnym błędem. Nawet, gdy wypracowała sobie przewagę w wymianach popełniała błędy, szczególnie z forhendu. Dla Andreescu przyszedł moment największej próby. W trzecim gemie zniwelowała trzy break pointy, ale przy czwartym Williams dopisało szczęście. Forhendem po taśmie reprezentantka gospodarzy uzyskała pierwsze przełamanie. To nie był jednak punkt zwrotny meczu, choć kilka chwil później trybuny Flushing Meadows niemal eksplodowały z emocji, dając swojej idolce natchnienie do odrodzenia.

Zobacz także - Juan Sebastian Cabal i Robert Farah niepokonani. Kolejny wielkoszlemowy triumf Kolumbijczyków 

ZOBACZ WIDEO: Mistrzostwa Europy siatkarek. Turcja - Polska: Zuzanna Efimienko-Młotkowska: To było jak zderzenie ze ścianą

Williams popełniła kolejny podwójny błąd, a Andreescu break pointa na 3:1 wykorzystała głębokim forhendem wymuszającym błąd. Prosta pomyłka sparaliżowanej Amerykanki kosztowała ją stratę podania w szóstym gemie. Po chwili Kanadyjka miała piłkę meczową, ale dwa świetne returny oraz kończące zagrania z bekhendu i forhendu pozwoliły byłej liderce rankingu zaliczyć przełamanie. Wulkan pewności siebie wstąpił w Williams, która zaczęła grać kapitalny tenis. Tymczasem Andreescu ogarnęła niemoc, ale tylko chwilowa. W dziewiątym gemie oddała podanie wyrzucając forhend. Amerykanka z 1:5 wyrównała na 5:5, ale 19-latka z Thornhill nie zamierzała poddać się jej dominacji i znów pokazała niebywałą odporność mentalną. W 12. gemie Kanadyjka dopięła swego i triumf przypieczętowała znakomitym returnem.

W trwającym 99 minut meczu Williams zaserwowała dziewięć asów, ale też popełniła osiem podwójnych błędów. Miało miejsce dziewięć przełamań, z czego sześć dla Andreescu. Amerykanka posłała 33 kończące uderzenia i zanotowano jej 33 niewymuszone błędy. Kanadyjka miała 19 piłek wygranych bezpośrednio i 17 pomyłek. Było to ich drugie spotkanie. Miesiąc temu w finale w Toronto Williams skreczowała po czterech gemach.

Williams po powrocie po przerwie macierzyńskiej przegrała już piąty finał z rzędu. Dwie szanse na 24. wielkoszlemowy triumf miała w Wimbledonie. Przed rokiem uległa Andżelice Kerber, a w tym sezonie nie dała rady Simonie Halep. Amerykanka nie wyrównała rekordu Margaret Smith Court 24 singlowych wiktorii w najważniejszych turniejach. Nie została też samodzielną rekordzistką w liczbie wygranych meczów w Nowym Jorku (zanotowała 101) i zdobytych tytułów (ma ich sześć). Oba współdzieli z Chris Evert.

Andreescu zdobyła wielkoszlemowy tytuł jako pierwsza kanadyjska singlistka. Jako czwarta tenisistka w Erze Otwartej wygrała imprezę tej rangi w debiucie. Dołączyła do Evonne Goolagong (Roland Garros 1971) oraz Barbary Jordan i Moniki Seles (obie Australian Open, odpowiednio 1979 i 1991). Wciąż pozostaje niepokonana w meczach z zawodniczkami z Top 10 rankingu (bilans 8-0). W październiku ubiegłego roku Andreescu znajdowała się na 243. miejscu, a w najbliższy poniedziałek zadebiutuje w czołowej "10". Będzie piątą rakietą globu.

Williams została samodzielną rekordzistką jeśli chodzi o liczbę występów w finale US Open (bilans 6-4). Oprócz Osaki i Andreescu pokonały ją Venus Williams (2001) i Samantha Stosur (2011). W marcu ubiegłego roku Amerykanka była klasyfikowana na 491. miejscu w rankingu, a na początku obecnego sezonu, 18 lutego, wróciła do Top 10. Bilans jej finałów to teraz 72-25, a wielkoszlemowych 23-10.

Andreescu jako 10. tenisistka w Erze Otwartej wygrała Rogers Cup (kanadyjski turniej odbywający się na przemian w Toronto i Montrealu) i US Open w jednym sezonie. Dołączyła do Margaret Smith Court (1970), Chris Evert (1980), Tracy Austin (1981), Martiny Navratilovejj (1983), Steffi Graf (1993), Arantxy Sanchez Vicario (1994), Justine Henin (2003 i 2007), Kim Clijsters (2015) i Sereny Williams (2013). Kanadyjka ma fenomenalny bilans tegorocznych meczów 45-4, w tym 32-4 w głównym cyklu.

Wcześniej jedyną Kanadyjką, która doszła do największego finału na zawodowych kortach była Eugenie Bouchard (Wimbledon 2014). Mając 19 lat i dwa miesiące Andreescu wygrała wielkoszlemowy turniej jako pierwsza nastolatka od czasu Marii Szarapowej. Została też najmłodszą mistrzynią takiej imprezy od czasu Swietłany Kuzniecowej. Obie Rosjanki zwyciężyły w US Open, odpowiednio w 2006 i 2004 roku. W zaledwie czwartym wielkoszlemowym starcie Andreescu sięgnęła po pierwszy tytuł i wyrównała osiągnięcie Moniki Seles, mistrzyni Rolanda Garrosa 1990.

US Open, Nowy Jork (USA)
Wielki Szlem, kort twardy, pula nagród 57 mln dolarów
sobota, 7 września

finał gry pojedynczej kobiet:

Bianca Andreescu (Kanada, 15) - Serena Williams (USA, 8) 6:3, 7:5

Program i wyniki turnieju kobiet

Czy Bianca Andreescu zdobędzie kolejny wielkoszlemowy tytuł?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (30):

  • Tom. Zgłoś komentarz
    Andreescu nawet nie wie, jakie dobroczyństwo wyświadczyła na korzyść WTA! Zapewniła conajmniej jeden sezon dalszej gry dla S. Williams. Przynajmniej S. Williams może nadal gonić rekord
    Czytaj całość
    Margaret Court, nie ma jak porządna motywacja do dalszej gry! ;)))
    • Allez Zgłoś komentarz
      A to dobrze kojarze.. . A przyznanie sie doceniam :)
      • keflawick Zgłoś komentarz
        O jakim upokorzeniu piszecie? W niecałe 38 lat dojść do finału Wielkiego Szlemu? Innym w tym wieku daj Boże być w pierwszej setce.
        • Radva Ninja Zgłoś komentarz
          Tak myślałam, że będzie 2:0, choć nieco się zmartwiłam jak Bianca zaczęła już fetować, chociaż jeszcze nie było po meczu. Ale gdy nadeszły ostrzejsze momenty Kanadyjka
          Czytaj całość
          oprzytomniała i zrobiła co trzeba. Teraz prognozuję, że na AO czy RG Serena nawet nie dojdzie do finału. Ile razy może być taka drabinka, że nie trafi na kogoś mocniejszego? Oczywiście, wciąż na kimś, nawet młodym, może robić wrażenie nazwisko Williams, do tego w środkowych fazach turniejów Serena gra całkiem przyzwoicie i ciężko z nią się mierzyć. Ale wyobraźcie sobie, że trafia na kogoś kto nie boi się Sereny, kto jest twarzą nowego touru jak Bianca. Różnie może się skończyć. Tymczasem rekord Bianci imponuje! 8:0 vs Top10!
          • steffen Zgłoś komentarz
            Wynik w sumie spodziewany, Serena ostatnio regularnie przegrywa finały Szlemów. ;)
            • JS2015 Zgłoś komentarz
              Serena przegrała ten mecz na własne życzenie, zasługi i pomnik za życia nie grają tylko liczy się dyspozycja dnia i konkretny mecz. Miałem wrażenie, że Serena wyszła na kort jak
              Czytaj całość
              pomnik ,tak się poruszała, taka była mowa ciała i pewnie myślała, że mecz sam się wygra. Może Bianca spanikuje i odda mecz za darmo. Nic błędniejszego. Andrescu wypunktowała jak chciała choć w drugim secie niewiele brakowało aby Serena wróciła do meczu i zmieniła jego losy. Wnioski są miażdżące Serenę..być może jest za mało inteligentna i nie potrafi rozpoznać kiedy można pozować i pozorować a kiedy wziąć się solidnie do roboty z pełną koncentracją. O żadnych dolegliwościach nie wspomniała bo takie można było odnieść wrażenie więc przegrała mecz nie dlatego,, że rywalka była wielka a dlatego, że sama nie stanęła na wysokości zadania. Tak czy owak brawo dla Andrescu, z takim wynikiem i kasą(prawie 6 mln dolarów) jest mocno ustawiona i mam tylko nadzieję, że teraz wszystkiego nie odpuści:) lub będzie traktować niezbyt profesjonalnie. W końcu jest młoda a życie to nie tylko tenis. Profesjonalny tenis wymaga niestety ciężkie pracy:)
              • Aces Zgłoś komentarz
                Trzeba niestety tej Biance oddać, że aż do wysokiego prowadzenia 6:3 5:1 i pierwszej piłki meczowej była bezdyskusyjnie lepsza. Rzadko się widzi Serenę, która jest tą stroną goniącą
                Czytaj całość
                i przede wszystkim próbującą nawiązać walkę. Ale tak było na Wimbledonie z Halep i tak nawet jeszcze bardziej było teraz. Bo chociaż może i Simona grała jeszcze lepiej od Bianki i tamten finał całkowicie zdominowała wygrawszy z większą przewagą i sama rozegrała chyba mecz życia, ale Serena obiektywnie grała wtedy sporo słabiej. Teraz Serenie naprawdę niewiele można było zarzucić i widać było, że solidnie przepracowała ten ostatni okres. Próbowała grać swoje. wychodziło jej to lepiej lub gorzej, oczywiście w najlepszej formie może by to wygrała, ale Bianka po prostu była świetnie przygotowana do odpowiadania na wszystkie zagrania Amerykanki i przede wszystkim sama dyktowała warunki, jakby to ona była już tą wielką mistrzynią, która rozegrała w przeszłości wiele takich pojedynków o największą stawkę. I tak jak człowiek już zaczyna unikać patrzenia na nią więcej, niż wymagają tego same wymiany, żeby po prostu być jak najmniej zdegustowanym, mówiąc najogólniej: całą jej mową ciała, to poza tym, że obiektywnie zagrała w sposób robiący wrażenie i w każdym elemencie była co najmniej dobra, jak nie bardzo dobra, to muszę przyznać, że bardzo podobała mi się jej praca na nogach przy oczekiwaniu na serwis Sereny. Tuż przed odbiorem schodziła nisko w kolanach, ciężar nieco przerzucając na palce, będąc tym samym bardzo aktywną, gotową do "wybicia się" w każdym kierunku i przez to ciężko było ją zaskoczyć jakimkolwiek serwisem. Poza tym konsekwencją tego były świetne returny, przez co od razu Serena nie mogła liczyć na jakieś łatwiejsze punkty i była pod ciągłą presją, musząc się chyba trochę czuć, jak wcześniej Switolina z nią. I to był obrazek naprawdę niezwykły, że tak można Serene dominować i naprawdę niewielu zawodniczkom to się kiedykolwiek udawało. I nawet jak Serena wzięła się do odrabiania i prawie że można było nastawiać się na tie break, to nie było widać po Biance, żeby jakaś większa nerwowość zaczęła się wkradać w jej poczynania. Myślę, że ona była bardzo świadoma tego, że nic wielkiego się jeszcze nie dzieje. Ot było wysokie prowadzenie, które Serena zniwelowała, ale ciągle sama nie była z tyłu, popełniła może kilka niepotrzebnych błędów, ale ten drugi set nawet nie musiał się skończyć żadnym tie breakiem. Było widać, że Bianka ani na chwilę nie straciła opanowania i chociaż nie ukrywam, że bardzo chciałem zobaczyć, jak przegrywa (w końcu), to trudno z uznaniem nie mówić teraz o tym, jak zagrała i że naprawdę spektakularny ma ten rok. I jak człowiek widział, jak wyraźnie okazuje się lepsza od Sereny, to żal - było bardzo żal, że w półfinale Belinda tak nie wykorzystała tego wysokiego prowadzenia w drugim secie, nie wygrała go, nie doprowadziła do trzeciego i może nawet całego meczu nie wygrała, bo kto wie, jak potoczyłaby się ta decydująca partia. Grała z Bianką jak równa z równą, a momentami i lepiej i chociaż nie jest powiedziane, że z Sereną tak samo by sobie poradziła, ale gdzieś to jednak kołacze się w głowie, że uciekła jej wielka szansa na pierwszy wielkoszlemowy tytuł i w zupełnie innym nastroju człowiek by to teraz komentował i przede wszystkim się cieszył (choć tak czy inaczej Sereny byłoby żal). Było widać podczas ceremonii, że oczy jej się trochę szkliły i jak twarda by nie była, czwarty przegrany po kolei finał i znowu nie wyrównanie rekordu, na pewno może być podłamujące. A była przez cały turniej naprawdę dobrze przygotowana, nie straciła po drodze zbyt wielu sił, w ćwierćfinale łącznie z półfinałem oddała tylko 5 gemów i fizycznie i mentalnie była gotowa na ten 24. tytuł, który to chyba jednak nie nadejdzie i ewentualny następny finał chyba ponownie okaże się tym jednym meczem za dużo. Bo w tych finał nie ma po prostu przypadkowych zawodniczek i coraz trudniej liczyć, że któraś z nich akurat wtedy zagra dużo słabiej. Trochę pech z jednej strony, ale z drugiej ogólnie dobrze dla widowiska, że te pretendentki do czy to pierwszego tytułu, jak Osaka czy Andreescu, czy do kolejnego, jak Kerber i Halep, nie spalały się psychicznie na samą myśl o starciu z wielką Amerykanką i paradoksalnie, to u Sereny czuć było presję związaną zapewne nie z samym finałem, których rozegrała przecież multum i sama jest zawodniczką chyba jedną z mocniejszych mentalnie w ogóle, ale ten rekord i zapisanie historii, to jednak gdzieś musi siedzieć w głowie i nie pozwala na większą swobodę w grze. Pomimo sporych animozji, brawa dla Bianki, bo poza wszystkim człowiek chce widzieć nowe mistrzynie. Ale bardziej żal mi Sereny i jeśli te kolejne jej próby miałyby się podobnie kończyć, to może lepiej, jakby udała się już na tę zasłużoną sportową emeryturę. Dla wielu kibiców i tak jest największą tenisistką w historii i brak jakiegoś tytuł więcej tego nie zmieni.
                • Arkadiusz Rybicki Zgłoś komentarz
                  Szacun dla Sereny za osiągnięcia. Jej styl jednak ani gry ani zachowań nigdy mi nie odpowiadał. Idzie nowe i bardzo dobrze. Co do zwyciężczyni , doskonale wiedziała jak przeciwstawić
                  Czytaj całość
                  się serwisowi Amerykanki, co więcej grała różnorodnie i kombinacyjnie mając moc w rezerwie. Jak na 19 lat to mega dojrzały tenis. Bałem się że w którymś momencie nie wytrzyma presji i publika łącznie z Sereną zakrzyczą jej grę. Stało się inaczej, przetrwała kryzys i zapisała w historii. Brawo!
                  • keri103 Zgłoś komentarz
                    Komentatorzy mowia o naszej Swiatek, ze mloda itd. Zobaczcie Andreesku. 19 lat i tytul. Nie wspomne juz o Higgins. 17 lat i tytuly wielkoszlemowe.
                    • e2rd0 Zgłoś komentarz
                      serena juz nie te lata ....
                      • kibicka kadry Zgłoś komentarz
                        Wspaniały mecz. Jestem pod ogromnym wrażeniem gry nastoletniej Kanadyjki. Gra sprawia Jej wielką radość. Pięknie się to ogląda.
                        • RedNow Zgłoś komentarz
                          Gratki ogromne dla Andreescu! Z moich prywatnych obliczeń wynika, że Bianca została poczęta mniej więcej w dniu, w którym Serena wygrywała swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Po 20
                          Czytaj całość
                          latach od tego zdarzenia miały szansę ze sobą zagrać w tym samym turnieju. Cóż za historia. Mmm, ciekawe czy rumuńskie media będą miały liczne podniety ze zwycięstwa "ich" zawodniczki, jak to działo się u nas po tryumfach Angie czy Caro :P
                          • Sharapov Zgłoś komentarz
                            Teraz czas na świętowanie
                            Zobacz więcej komentarzy (17)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×