Wrocławianin do Torunia przyjechał bez towarzyszącej mu atmosfery walki o medal mistrzostw świata. Oczywiście Polak miał szanse na brązowy krążek, ale oprócz swojej własnej dobrej dyspozycji musiał liczyć na gorsze momenty rywali. Te się pojawiły i wszystko zaczęło układać się po myśli Macieja Janowskiego.
Ostatecznie zapewnił on sobie brązowy medal awansując do finału rundy na Motoarenie. To, w jaki sposób tego dokonał, na długo zostanie zapamiętane. Janowski
jeszcze na półtora okrążenia przed końcem półfinału był ostatni, by na metę wjechać jako drugi i móc eksplodować z radości.
Po zawodach w rozmowie z Eurosportem przyznał, że przez całe zawody skupiony był przede wszystkim na tym, aby utrzymać się w czołowej szóstce gwarantującej udział w cyklu na przyszły rok. - Wierzyłem jednak do końca, że siła z góry, która nade mną cały czas czuwa, może mnie ponieść. Warto było - dodał.
Polaka tuż przed decydującym biegiem spotkały nerwowe chwile. Wrocławianin był zmuszony zmienić sprzęt, który przecież tak znakomicie spisywał się w zasadniczej części turnieju. - Ta siła, która czuwa nade mną, pchała mnie do przodu. Wierzyłem do końca, wierzyłem w mój motocykl, bo do półfinału wyjechałem na drugiej maszynie, która była w zapasie. Musiałem to zrobić, ponieważ w motocyklu, na którym jechałem całe zawody, nagle zeszło powietrze w przednim amortyzatorze. Tak miało być - wyjaśnił powody zmiany motocykla Janowski.
Oczywiście nie obyło się bez podziękowań dla osób, które go wspierały i w niego wierzyły. - Mam nadzieję, że to początek i rozpędzamy się po dalsze sukcesy. Już myślę, co by tu zrobić, żeby w przyszłości skończyć wyżej. Gratuluję Bartkowi, Leonowi. Bartek w tym momencie pisze historię. Mówiłem już o tym, ale się powtórzę, że cieszę się, że jeżdżę akurat teraz. Przez to, że gonimy Bartka możemy poprawiać swoje umiejętności. Szykujemy się na kolejny rok i będziemy walczyć. Jestem dobrej myśli - podsumował brązowy medalista IMŚ w roku 2022.
Zobacz również:
- Klasyfikacja końcowa cyklu Grand Prix
- Vaculik ze zwycięstwem na koniec sezonu
ZOBACZ WIDEO Martin Vaculik: To był najdroższy defekt w mojej karierze. Poczułem się znokautowany