Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Skoki

Specjaliści od łamania obietnic. "Robili dodatkowe wrzutki, gdy wszystko było gotowe"

"W tym sporcie etyki nie było, nie ma i nie będzie" - tak zasady rynku transferowego scharakteryzował prezes Wilków Krosno, Grzegorz Leśniak. Gdy w grę wchodzą gigantyczne pieniądze, obietnice tracą wartość. Kibice przekonali się o tym już wiele razy

Mateusz Puka
Mateusz Puka
Greg Hancock (z prawej) w towarzystwie Ireneusza Nawrockiego WP SportoweFakty / Marcin Inglot / Na zdjęciu: Greg Hancock (z prawej) w towarzystwie Ireneusza Nawrockiego
W tym roku żużlowe środowisko wstrząsnęło zachowanie Jasona Doyle'a, który już w czerwcu poinformował o przedłużeniu umowy z Unią Leszno. Zawodnik kilkukrotnie mówił o tym, że w tym klubie czuje się jak w domu (przez rok mieszkał zresztą w domu prezesa), a zespół to dla niego druga rodzina i zamierza tam występować do końca kariery.

To wszystko przestało mieć jednak znaczenie zaledwie kilka miesięcy później, gdy beniaminek zwrócił się do niego z propozycją rekordowego transferu. Były mistrz świata nie zdobył się na odwagę, by swój - były już - klub osobiście poinformować o decyzji. Zamiast tego leszczynianie musieli zadowolić się zdawkowym SMS-em.

Prezes Fogo Unii Leszno, Piotr Rusiecki mówił potem o konieczności solidarności całego środowiska i honorowym zachowaniu. Przedstawiciele innych klubów zarzucają mu, że w czasach prosperity on też patrzył tylko na swój interes. Pokerową zagrywką, zmylił konkurencję w 2014 roku, a dzięki transferowi Emila Sajfutdinowa pięciokrotnie sięgał po złoty medal.

ZOBACZ Prezes Wilków Krosno: W żużlu etyki nie było, nie ma i nie będzie

- W 2014 roku w Zielonej Górze odbyło się nieoficjalne spotkanie przedstawicieli klubów PGE Ekstraligi, na którym zawarliśmy pakt. Nie chcieliśmy wzrostu cen na rynku, więc ustaliliśmy wzajemnie, że nikt z nas nie będzie wysyłał ofert do dwóch najlepszych zawodników z każdej drużyny. Minął jednak tydzień lub dwa, a Emil Sajfutdinow był już w Unii Leszno. Pamiętam, że na tamtym spotkaniu byli także obecni przedstawiciele tego klubu, ale jak widać nie przejęli się tymi ustaleniami - mówi Jacek Gajewski, który w 2014 rok sprawował funkcję wiceprezesa Apatora Toruń i uczestniczył w zebraniach najważniejszych osób w polskim żużlu.

Jego deklarację do dziś można zobaczyć w internecie

Cios zadany przez Unię Leszno Apatorowi, to jednak nic w porównaniu do tego, co podczas tego samego okna transferowego zrobił Leon Madsen. Duńczyk podpisał list intencyjny z GKM-em Grudziądz, a swoją decyzją zdążył się nawet pochwalić w mediach społecznościowych. Po nieco ponad tygodniu musiał jednak kasować wcześniejsze wpisy, bo pod wpływem bajecznej oferty z Unii Tarnów, zdecydował się zmienić decyzję.

Jego zachowanie zszokowało żużlowe środowisko, bo do tamtego momentu wydawało się, że podpisane dokumenty chronią strony i praktycznie przesądzają o transferze. Madsen udowodnił jednak, że nawet wypisanie wszystkich warunków kontraktu i podpis pod listem intencyjnym, nie mają tak naprawdę żadnej wartości.

- Dokonaliśmy wtedy dwóch bardzo ważnych transferów z Unii Tarnów (Artiom Łaguta i Leon Madsen - dop. aut.) i wydawało nam się, że wszystko jest już rozstrzygnięte. Chwilę później okazało się jednak, że Madsen dostał lepszą propozycję z Tarnowa i to tam podpisał ostateczny kontrakt. Zostaliśmy więc z listem intencyjnym, który okazał się być wart mniej więcej tyle, ile kartka papieru, na której został sporządzony. Nie było tam zastrzeżonych żadnych kar, więc nie mieliśmy podstaw, by ubiegać się o odszkodowanie - wspomina ówczesny prezes grudziądzkiego klubu, Zbigniew Fiałkowski.

Do dziś zresztą w internecie można znaleźć zdjęcie tego najsłynniejszego listu intencyjnego w polskim żużlu. Zachowanie Madsena sprawiło z kolei, że w kolejnych latach wycofano się z listów intencyjnych jako formy „zabezpieczenia”, a na decyzje zawodników postanowiono wpływać nieco innymi metodami (chociażby wysyłanymi zaliczkami w formie pożyczek). Do dziś jednak większość umów przedwstępnych jest zawieranych w formie ustnej, lub - tak jak w przypadku Doyle i Unii - na kartce papieru z ręcznie wpisanymi kwotami na przygotowanie do sezonu i każdy punkt.

Jedyną konsekwencją dla Duńczyka z całej sytuacji był fakt, że od tamtej pory ani razu nie otrzymał on oferty z grudziądzkiego klubu. Nic sobie jednak z tego nie robi, bo wciąż jest jednym z najlepiej zarabiających zawodników w PGE Ekstralidze.

Negocjacje z nim nigdy nie były przyjemnością

W zupełnie inny sposób negocjacje prowadził Greg Hancock, który w trakcie okresów transferowych wyprowadził z równowagi działaczy przynajmniej dwóch klubów. Najbardziej spektakularna była jego zmiana decyzji w sprawie transferu do Motoru Lublin. Amerykanin ustalił już wtedy warunki kontraktu z pierwszoligowym klubem, ale w ostatnim momencie zdecydował się zawrzeć długoletnie porozumienie z drugoligową Stalą Rzeszów. Władze Motoru były tak wzburzone stylem negocjacyjnym czterokrotnego mistrza świata, że prezes Jakub Kępa oświadczył, że już nigdy nie wróci do rozmów z tym zawodnikiem.

Działacz miał prawo czuć się oszukany, bo zaledwie kilka dni wcześniej przyjechał specjalnie do Warszawy, by na lotnisku omówić wszystkie szczegóły kontraktu z legendarnym zawodnikiem. Spotkanie zakończyło się kompromisem i uściskiem dłoni, który miał zapowiadać owocną współpracę. Wszystko skończyłoby się fatalnie, gdyby nie czujność władz Motoru, które w odpowiednim momencie zorientowały się, że coś jest nie tak i rozpoczęły rozmowy z Andreasem Jonssonem. Hancock nie zamierzał poinformować ich o swojej decyzji, a niepewność w sprawie tego transferu trwała aż do momentu, gdy Amerykanin przyleciał do Polski i wsiadł do samochodu jadącego do Rzeszowa.

Lubił robić wrzutki

Choć uśmiechnięty Amerykanin znany jest z ugodowego charakteru, to jednak negocjacje kontraktowe z nim były drogą przez mękę. Przekonał się o tym także Apator, który w 2016 roku, do ostatniego dnia okna nie mógł być pewny przedłużenia kontraktu z gwiazdorem.

- Od początku byłem przekonany, że Greg ostatecznie podpisze z nami kontrakt, ale faktycznie kilka osób w klubie już traciło nadzieję i było zbulwersowanych jego zachowaniem. Niecierpliwili się także kibice. Gdy wydawało się, że wszystko jest już na ostatniej prostej, to Hancock lubił robić kolejną wrzutkę i stawiać nowe warunki. Z pozoru były to drobne sprawy, ale potrafiły wprowadzić spore zamieszanie. Chodziło choćby o zadbanie o dodatkowe rzeczy, jak choćby zakwaterowanie dla mechaników, transport z lotniska, czy warsztat na stadionie - przyznaje Gajewski, z którego w tamtym czasie śmiano się, że aby dopiąć sprawy transferowe z Hancockiem, musiał wybrać się aż do Walencji, by podczas odbywającego się tam MotoGP, zadbać o podpis na kontrakcie lidera swojego zespołu.

- Wiele osób łączyło wtedy te fakty, ale nasza obecność w Walencji była zupełnie przypadkowa i nawet nie mieliśmy okazji się zobaczyć. Ja byłem tam prywatnie i przyjechałem w dzień wyścigu, a Hancock przez kilka dni przed wyścigiem realizował tam zobowiązania reklamowe dla sponsorów. Prawdą było jedynie to, że Amerykanin faktycznie kontrakt z Apatorem podpisał zaledwie kilka godzin przed zamknięciem okna transferowego. Ja byłem jednak o niego spokojny - wspomina Gajewski.

Najpierw go bronili, a później nazwali ruską świnią

Z kolei, gdyby chcieć wymienić wszystkich zawodników, którzy mieli już dogadane wszystkie warunki kontraktu, ale ostatecznie nie trafili do danego klubu, to lista byłaby bardzo długa, a otwierałby ją zapewne Tomasz Gollob, który przez kilka lat był łączony z Marmą Rzeszów, ale ostatecznie nigdy nie trafił do tego klubu. Prezes Stali Gorzów Władysław Komarnicki lubi się chwalić, jak zatrzymał zawodnika w drodze do Rzeszowa i przekonał do transferu do Gorzowa.

W ostatniej chwili decyzje zmieniali także Ryan Sullivan czy Grigorij Łaguta. Rosjanin najpierw był zaciekle broniony przez ROW Rybnik w sprawie przed POLADA, ale gdy ostatecznie wrócił na tor w barwach Motoru, został nazwany przez prezesa ROW Krzysztofa Mrozka "perfidną ruską świnią”. Działacz musiał się potem ze swoich słów tłumaczyć w sądzie.

Czytaj więcej:
Uratowali ukraińską rodzinę przed wojną
Wilki komplikują sytuację Stali

Aktualne składy drużyn: PGE Ekstraliga | eWinner 1. Liga | 2. Liga Żużlowa

Kup bilet na 2023 PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland. Kliknij tutaj i przejdź na stronę sprzedażową! -->>

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (46)
  • Krakowska1949 Zgłoś komentarz
    Krosno z Kasprzakiem i Doylem to żaadne wzmocnienie
    • Frank F Zgłoś komentarz
      Nie ma możliwości podpisania umowy przed oknem transferowym. Dopiero od 1 listopada 2022 roku wejdzie odpowiedni druk, zgodny z regulaminem (zmieniany co sezon). Czy wy tego nie pojmujecie?
      • tompa Zgłoś komentarz
        Tam jest jedna gigantyczna fikcja, jakis fikcyjny sezon transferowy. Ale przed sezonem wiekszosc zawodnikow juz popodpisywalo umowy... totalna sciema . Sami wala lewizne zalatwiajac kontrakty
        Czytaj całość
        przed tym niby sezonem transferowym ,a potem placza ze ktos inny im podkupil zawodnika -----"juz bylismy ugadani ,jak on nam to zrobil".Przeciez wszystkie kontakty z zawodnikami przed tym niby sezonem powinny byc karalne,a tu juz wszystko ugadane ---sezonu tr. nie ma a juz wszyscy wiedza ze zmarzlik w lublinie....
        • 1.MOTOR LUBLIN Zgłoś komentarz
          @pacanowy leb; Stolec tfu...
          • Pacanowy łeb Zgłoś komentarz
            Kobyłka dajesz radę ,z tymi jajami !? Bo byl taki Lump lao to jemu jaja urwało XDD
            • Kobyle jaja Zgłoś komentarz
              Media od wielu lat informują o "negatywnym" zachowaniu zawodników. Z reguły informacje te pochodzą od tz działaczy klubowych gdzie nie radzą z prowadzeniem klubu. Z reguły
              Czytaj całość
              słyszymy tu o braku przywiązania do klubu, regionu czy kibiców. Często podkreślają, że odchodzą z klubów z brakiem klasy, że to zwykli najemnicy co klub traktują jak bankomat. Takie praktyki z reguły mają "pozytywne" zastosowanie wobec zawodników młodych bez doświadczenia życiowego. Potrafią z tak "nawiniętym makaronem" namieszać nieźle w głowie Ale doświadczony zawodnik wie, że mając przysłowiowe 5 minut musi je wykorzystać, sytuacja może się nie powtórzyć. Plany te pokrzyżować może zły los w każdym wyścigu. Więc niema tu sentymentów, wybierają klub gdzie jest większa kasa, proste ?.
              • tomas68 Zgłoś komentarz
                Sam niewinne barany ?
                • TomBDG Zgłoś komentarz
                  Jedni (zawodnicy) drugich (prezesi) warci tzn. nic nie warci.
                  • Darszy4 Zgłoś komentarz
                    Ten sport coraz bardziej się rozkłada regulamin słaby, sędziowanie na marnym poziomie, a pieniądze z kosmosu z zawodników zrobiły finansowe sępy. W niedługim czasie padnie to na kolana.
                    Czytaj całość
                    A my kibice naiwni pasjonaci tego sportu tęsknimy, za tym co już nie wróci.
                    • GRYFM Zgłoś komentarz
                      Tylko ludzie bez honoru, charakteru, kręgosłupa moralnego mogą akceptować oszustów, naciągaczy. Rynek żużlowy to nie jest przemysł tutaj wszyscy chcemy czy nie chcemy dokładamy się
                      Czytaj całość
                      do wyśrubowanego kontraktu. Z państwowej czy miejskiej kasy łatwo się wydaje, przebija.
                      • 1.MOTOR LUBLIN Zgłoś komentarz
                        @pacanowy leb&prosto w oczy; Stolec tfu…
                        • AngryWolf Zgłoś komentarz
                          Jeden prezes składa ofertę. Zawodnikowi ona nawet może się podobać , warunki zaakceptuje i tyle. Tydzień później dostaję ofertę od innego prezesa. Zawodnikowi warunki się podobają ,
                          Czytaj całość
                          akceptuje ją i tyle. To jeszcze nie oznacza zawarcia umowy skoro zawrzeć ją można po 1 .11. Przecież Doyle z Wilkami również jeszcze nie zawarł umowy. Nikt Rusieckiemu nie broni dawać propozycji lepszej od Wilków. Prezesi sami wymyślają przepisy , potem ich się nie trzymają próbując wydymać jeden drugiego, inicjują rozmowy z zawodnikiem wywierając na nim presję a potem dziwią się że jak ktoś dostanie propozycje dużo lepszą to oni zmieniają zdanie. Co to znaczy że zawodnik daje słowo że będzie jeździł u danego prezesa. To jest przymuszaniem i wywieraniem presji a jednocześnie próbą obchodzenia przepisów. Sami jesteście sobie winni. Nie przypuszczaliście że taki mały klub będzie dysponował dużym budżetem i myśleliście że jesteście nietykalni. A tu zonk. Wolny rynek. Cała reszta to dopisywanie ideologii.
                          • Pacanowy łeb Zgłoś komentarz
                            Zamiast Ksm (ktory ma wrócić) wprowadzić obowiazek dwóch wychowanków w składzie, zastepowanych tylko rezerwą taktyczna !!! Skonczy sie problem ze szkoleniem .Prezesi zainwestuja w
                            Czytaj całość
                            szkolenie .Otworzy się rynek transferowy. El znajdzie się miejsce dla 10 drużyn!
                            Zobacz więcej komentarzy (18)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×