Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Skoki

Co dalej z ważną imprezą na PGE Narodowym? Ekspert tonuje nastroje

Fani żużla w ostatnich latach szczelnie wypełniali PGE Narodowy. Wszystko jednak wskazuje na to, że w 2023 roku szykuje się najmniejsza frekwencja od lat. Sprzedaż biletów stanęła i niektórzy eksperci zaczęli panikować. Nastroje tonuje Grzegorz Kita.

Artur Babicz
Artur Babicz
Stadion PGE Narodowy w Warszawie PAP / Rafał Guz / Stadion PGE Narodowy w Warszawie
W ostatnich tygodniach sporo mówi się o żużlowym Grand Prix w Warszawie. Do tej pory sprzedano 28 tys. biletów i jest to najgorszy wynik w historii tej imprezy, od kiedy zagościła ona na PGE Narodowym. W poprzednich lata dynamika sprzedaży była zdecydowanie lepsza, a niejednokrotnie impreza wyprzedawała się już w pierwszych dniach.

Żużel nie jest zieloną wyspą

To wszystko spowodowało, że wielu żużlowych ekspertów zaczęło już wyliczać błędy organizatorów imprezy. Wystarczy chociażby wspomnieć o słowach Marka Cieślaka (więcej TUTAJ) czy Marty Półtorak (więcej TUTAJ). Innego zdania jest Grzegorz Kita, jeden z najbardziej znanych specjalistów ds. marketingu sportowego w Polsce.

- Przede wszystkim nie możemy traktować tego jako problemu tylko żużla i tylko PGE Narodowego. To jest znacznie szersza i głębsza kwestia. Dostrzegalny problem frekwencji na imprezach sportowych jest pochodną tego, jak bardzo pogorszyły się budżety Polaków, w sensie siły nabywczej gospodarstw domowych - tłumaczy Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska.

- Uważam, że to właśnie w tym tkwi odpowiedź dla całej sytuacji. Oczywiście, brakuje też dobrej promocji ale ostatnie lata (m.in. pandemia COVID-19 czy wojna w Ukrainie) wywróciły do góry nogami budżety Polaków oraz ich poczucie stabilności. Wszystko to wpływa na pomniejszoną konsumpcję rozrywki pozadomowej, radykalnie zmniejszoną chęć do wydawania pieniędzy na tego typu wydarzenia czy po prostu bardzo ostrożne wydawanie w ogóle jakichkolwiek pieniędzy. Polaków po prostu na to nie stać. Tu tkwi problem. Żużel nie jest zieloną wyspą w tym kalejdoskopie imprez, nie tylko sportowych, ale i ogólnie wydarzeń rozrywkowych - dodaje Kita.

ZOBACZ Świącik szczerze o Drabiku. "Wykreował swoją osobowość". W tle kulisy transferu do Wrocławia

Zapomnijmy o minionych latach

Fani żużla przyzwyczaili się do wypełnionego PGE Narodowego. Podczas transmisji na całym świecie można było zobaczyć, jak największy polski obiekt pęka w szwach na polskiej rundzie indywidualnych mistrzostw świata na żużlu. Jednak zdaniem eksperta, powinniśmy tę imprezę rozpatrywać w nowych kategoriach.

- Czasy zmieniły się tak radykalnie, że jestem zwolennikiem tego, iż trzeba odrzucić benchmarki sprzed pandemii. Nie można porównywać żadnych liczb, szczególnie takich frekwencyjnych z tym, co było przed pandemią. Mamy do czynienia z nową rzeczywistością, nowymi liczbami a nawet nowymi nawykami i zachowaniami konsumentów. W wielu projektach konsultingowo-sportowych, przy których pracowałem w ostatnim roku, charakterystyczną cechą jest mocny spadek przychodów i frekwencji. Na przykład rynek frekwencji na imprezach biegowych skurczył się aż prawie o ok. 40 proc. To nie tyle spadki co tąpnięcia. Zauważalny jest znaczący spadek zainteresowania, mimo iż poziom organizacyjny wcale na to nie powinien wskazywać - tłumaczy ekspert.

Problem z jakim boryka się żużel na PGE Narodowym, dotknął również wiele innych imprez w naszym kraju. Wystarczy spojrzeć chociażby na imprezy biegowe, kolarskie czy triathlonowe. Sport masowy przed pandemią był w Polsce szalenie popularny, a obecnie na listach startowych często można spotkać nawet ok. 50 proc. mniej uczestników.

Wielu może pomarzyć o tym wyniku

Grzegorz Kita wbrew opinii wielu żużlowych ekspertów uważa, że poziom sprzedaży biletów na PGE Narodowy można rozpatrywać w kategorii sukcesu, a nie porażki. Biorąc pod uwagę obecne otoczenie makroekonomiczne, 28 tys. sprzedanych wejściówek na kilka miesięcy przed wydarzeniem to wynik, o którym wielu innych organizatorów może pomarzyć.

- Obecny wynik to efekt wyrobionej marki i prestiżu imprezy. Biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą, nie byłbym zdziwiony, gdyby w tym momencie było sprzedane na przykład jedynie 18 tys. biletów i to też można by odbierać jako całkiem porządny wynik. Dziwię się jedynie, że ktokolwiek się dziwi z obecnych poziomów sprzedaży, bo to by oznaczało, że nie rozumie, w jakich czasach żyjemy - wskazuje ekspert ds. marketingu sportowego.

Impreza nie sprzeda się sama

Zdaniem rozmówcy WP SportoweFakty, organizatorów Grand Prix Polski w Warszawie czeka bardzo ciężki czas na poprawienie sprzedaży. Termin imprezy wyraźnie nie jest ich sprzymierzeńcem, bowiem kibice w najbliższych miesiącach będą mieć wiele wydatków wyższego rzędu - od "zimowych" rachunków za gaz i energię elektryczną po zwiększone wydatki ze względu na Święta Wielkanocne.

To nie oznacza jednak, że nie zobaczymy wypełnionego PGE Narodowego. Trzeba zmienić podejście względem celu, jakim jest pozyskanie kolejnych uczestników tego wydarzenia. Jest to spowodowane tym, iż minął już czas, w którym ta impreza "sprzedawała się sama".

- Organizatorzy muszą mieć świadomość pogarszającej się sytuacji ekonomicznej Polaków. Muszą też być ostrożni przy zarządzaniu budżetem imprezy. Przede wszystkim, jeśli jednak liczą na wyższą frekwencję, muszą zaangażować się bardzo mocno i realnie w działania promocyjno-reklamowe. Trzeba się też pochylić ponownie nad strategią cenową, nowymi ofertami i dynamiką kanałów sprzedaży. Dodatkowo, konsumentom nie chodzi przecież tylko o same ceny biletów ale też o koszty podróży, noclegów czy nawet parkingu. To mix czynników - mówi Grzegorz Kita.

- Gdyby postawić sobie za cel wypełnienie PGE Narodowego, to nie widzę innego rozwiązania niż klasyczne, rynkowe, zasięgowe kampanie reklamowe i sprzedażowe. Niewykluczone, że w tej chwili skoncentrowane już tylko na aglomeracji warszawskiej. Ale też zintegrowane i kompleksowe. Praktycznie we wszystkich najważniejszych obszarach i kanałach dystrybucji. Począwszy od kampanii telewizyjnej, przez kampanie w social mediach czy nawet radio i tradycyjny outdoor. Trzeba jednak pamiętać, że to wszystko musi być zorganizowane inaczej niż do tej pory. W tych czasach ta impreza nie sprzeda się sama. Te działania muszą być przeprowadzone poważnie, na szeroką skalę i z naprawdę przemyślanym przekazem - podsumował ekspert

Zobacz także: Ekspert nie ma wątpliwości. To oni są liderami w tej formacji
Zobacz także: Jest chętna do przejęcia roli Zmarzlika

Aktualne składy drużyn: PGE Ekstraliga | eWinner 1. Liga | 2. Liga Żużlowa

Kup bilet na 2023 PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland. Kliknij tutaj i przejdź na stronę sprzedażową! -->>

Czy będziesz uczestniczyć w rundzie SGP na PGE Narodowym?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
Komentarze (9)
  • banc Zgłoś komentarz
    Na 5 miesięcy przed imprezą nie są wykupione wszystkie bilety. No tragedia po prostu.
    • jacek placekk Zgłoś komentarz
      Szkoda czasu(na oglądanie jazdy gęsiego) i pieniędzy(na piwo bo drogie).Tam się nic nie dzieje podczas zawodów.
      • Żona Marsa_80 Zgłoś komentarz
        @KacperU.L: Panie Kacperze Pan to jak coś napisze. Aż mnie dreszcz rozkoszy przeszedł. Pięknie pan to napisał. Trochę bez sensu ale pięknie.
        • Ela 28 Zgłoś komentarz
          Już się celebryci i inni znani i bogaci ze świata sportu, polityki czy aktorstwa (zawsze chodzili na żużel od dziecka, tylko potem .. jakoś czasu nie mieli hi hi) tak nie pchają na
          Czytaj całość
          Narodowy bo już byli i okazało się, że zostali olani, gdyż kibice żużlowi to dość hermetyczne środowisko. Ludzie się też nie pchają, bo kto miał być to już był i widział tę kaszanę, którą nam serwują każdego roku Ole Olsen na spółę z Philem Morrisem. Zamiast robić jedną wątpliwą imprezkę w Warszawie to zrobić trzy w różnych miastach. Czy żużlowe miasta jak Gniezno, Gdańsk, Łódź, Lublin, Leszno, Grudziądz itd. nie mogłyby organizować takiej imprezy jak IMŚ? Dodam że DMP powinien dostawać obligatoryjnie w pierwszej kolejności szansę na organizację zawodów tej rangi i nieważne kto zostanie w tym roku DMP, w przyszłym powinien mieć bonus SGP! Nawet nie chce słyszeć że jakiś tam polski stadion się nie nadaje. Jakoś nadają się te Czeskie, Niemieckie, Szwedzkie i Duńskie w gruncie rzeczy ... zagraniczne kurniki.
          • KacperU.L Zgłoś komentarz
            Wrzućcie kilka razy temat w Tafałłenie w tej TV w której demokratyczna opozycja razi widzów Polskością i w której sędzia nie podoba się drugiemu i za Chiny nie ma zamiaru z nim
            Czytaj całość
            pracować.I tylko nie róbta z redaktor Kólejnik twarzy tego show chyba,że zlot czarownic to jak najbardziej pasuje.To musi być celebryta,czysty jak łza,z solidarnościowym życiorysem,znający kilka języków,bywający na bankietach,bez wyroków za jazdę na "gazie",powszechnie szanowany i lubiany.Czy ja mam wam mówić kto?No nie róbta sobie jajec.W chooj ich jest.A,następnie spiralę tego show rozkręćcie w kolejnej TV ale tej reżimowej pod dyktandem Jarka Napoleona która nadaje,że ksiądz mówi prawdę,że inflacja spada,że drożyzna nie oznacza,iż nie można jeść ale można jeść ale trochę taniej i trochę mniej.Twarzą w tej stacji podobnie osoba patrz jak wyżej.Do tego byli IMŚ się wypowiedzą z profesjonalistą Kenkokiem na czele i się kibice moment znajdą.Proste.
            • tomas68 Zgłoś komentarz
              Likwidować ten przepłacany cyrk.
              • Nie wspieram Ukrainy Zgłoś komentarz
                Skończyć z kiepską imprezą i dać szansę innym ośrodkom, gdzie będą lepsze zawody w Polsce. Na Motoarenie na pewno byłby komplet gdyby zorganizować drugie zawody i nikt nie będzie
                Czytaj całość
                musiał dopłacać do tego interesu.
                Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                ×
                Sport na ×