KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Historia pewnego zawieszenia

Po dość udanym sezonie 1987 i podliczeniu punktów okazało się, że częstochowski Włókniarz uplasował się na drugiej lokacie pierwszoligowego zaplecza. Właśnie Włókniarz oraz klub z Opola nadawali ton rozgrywkom. O triumfie opolan zadecydowała większa ilość spotkań wygranych za 3 punkty. Przed mistrzami Polski 1959 oraz 1974 jawiła się jeszcze jedna szansa...

Bartłomiej Jejda
Bartłomiej Jejda

Baraż

11 października na torze tarnowskich "Jaskółek", "Lwy" w pierwszym spotkaniu barażowym uległy gospodarzom 51:39. W perspektywie pojedynku rewanżowego była to niewielka strata. Prezes Zdzisław Jałowiecki promieniał. Odliczano dni do rewanżowego spotkania, które odbyć miało się na stadionie przy ulicy Olsztyńskiej. W dniu spotkania całe miasto mówiło tylko o tym pojedynku.

Na trybunach zasiadło ponad 20 000 widzów, radowało się serce klubowego skarbnika. Z honorami przywitano politycznych notabli, które - co trzeba przyznać, nie zapominały o klubie i od czasu do czasu przekazywały do jego kasy oficjalne dotacje.

Nie mogło zabraknąć marynarki prezesa Jałowieckiego przeznaczonej na publiczne spalenie tuż po ostatnim wyścigu. W centrum miasta szykowano wielką fetę, w kuluarach mówiono o uroczystej gali. Pewność awansu wśród działaczy, kibiców i zawodników spod Świętej Wieży wzmagała poważna kontuzja lidera "Jaskółek" Eugeniusza Błaszaka oraz wspomniana już, zaledwie dwunastopunktowa strata z pierwszej potyczki.

Początek spotkania należał do zawodników z lwem na plastronach. Po 7 biegach różnica punktowa w dwumeczu zmalała do dwóch punktów, albowiem dziesięcioma prowadzili Włókniarze. I od tego momentu rozpoczął się dramat...

W ósmej gonitwie dnia doskonale spisujący się do tej pory Józef Kafel uległ rewelacyjnemu tego dnia Januszowi Kapustce oraz kontuzjowanemu, wspomnianemu wcześniej - Eugeniuszowi Błaszakowi, który do końca wahał się czy wystartować w spotkaniu.

Jedenasty wyścig dnia to fatalny start pary Bieda - Kafel i zupełny brak porozumienia na torze, co skończyło się szprycą jaką otrzymał Dariusz Bieda od klubowego kolegi, a tym samym pogrzebaniem szans na pozytywny rezultat w tej gonitwie.

W tym momencie na tablicy wyników widniał remis. Szansa awansu wymykała się częstochowianom z rąk. Czarę goryczy przelał ostatni pojedynek dnia, w którym ponownie na starcie ze strony Włókniarzy pojawiła się para znana z jedenastej gonitwy.

Dariusz Bieda wystartował najlepiej i przez cały bieg żużlowcy jadący za nim mieli szansę nauczyć się na pamięć jego numeru startowego. Jako drugi podążał Józef Kafel, ale na dystansie dał się wyprzedzić Januszowi Łukasikowi i ostatecznie minął linię mety na trzeciej pozycji. Pyrrusowe zwycięstwo 46:44 zawiodło wszystkich związanych z częstochowskim żużlem.

Konsekwencje

Porażka (tudzież pyrrusowe zwycięstwo) wymaga ofiar. Największe "cięgi" zebrał zdobywca Brązowego Kasku z 1979 roku - Kafel. Na nic zdały się przedstawiane przez niego zwolnienia lekarskie będące wynikiem pechowego upadku w Rybniku podczas jednego z ostatnich treningów. Kibice i działacze wiedzieli swoje.

Także miejscowe periodyki nie szczędziły słów krytyki pod adresem żużlowca. W "Życiu Częstochowskim" z dnia 19.10.1987 mogliśmy przeczytać następujące słowa: - W drużynie Włókniarza rozczarował zwłaszcza Józef Kafel. W trzech ostatnich swoich startach zachowywał się na torze jak nowicjusz, który dopiero co zdobył licencję.

Decyzją władz klubu Józef Kafel został zawieszony w prawach zawodnika. Mimo późniejszego powrotu na tor oznaczało to kres jego sportowej drogi.

Warto wspomnieć, iż sezon 1987 był jednym z najbardziej udanych w karierze urodzonego w Strzelinie jeźdźca. Oprócz udanych występów ligowych na poczet sukcesów mógł wpisać dobry występ w dwudniowym finale Indywidualnych Mistrzostw Polski w Toruniu, gdzie podczas drugiego dnia rywalizacji przywiózł za swoimi plecami brązowego medalistę krajowego czempionatu ’87 - Romana Jankowskiego. Dla formalności dodajmy, że z 12 punktami na koncie uplasował się na dziewiątej pozycji.

Był to ostatni sukces Józefa Kafla w karierze. Powrócił do ekipy Włókniarza po rocznej karencji w sezonie 1989, jednak braki kondycyjne wyraźnie dawały się we znaki. Rok później prezentuje się już znacznie lepiej, ale po sezonie 1991 definitywnie kończy żużlową karierę.

Czy gdyby podjęta na gorąco decyzja władz klubu (przecież nikt nikogo za rękę nie złapał), podczas jesiennych dni 1987 roku, nie została wprowadzona w życie, Józef Kafel odegrałby większą rolę w historii częstochowskiego sportu żużlowego?

Można wysunąć taką tezę, wszak rok karencja dla zawodnika będącego w wieku najbardziej optymalnym dla sportowca pociągnęła za sobą straty kondycyjne, moralne oraz rozwojowe. Punkty Kafla przydałyby się bez wątpienia biało - zielonym podczas pamiętnego sezonu 1992.

Ważne, aby mówili?

Na zakończenie mała ciekawostka. Szum medialny jaki powstał wokół zawodnika sprawił, iż w styczniu 1988 roku podczas corocznego plebiscytu na najpopularniejszego sportowca w kraju, średniej klasy żużlowiec z przeciętnego klubu sklasyfikowany został wyżej od Wojciecha Żabiałowicza (de facto mistrza Polski), czy Romana Jankowskiego (finalista IMŚ). Okazało się również, że popularnością nie dorównuje mu nawet legendarny Zbigniew Boniek.

Cóż... chyba nie o takie sukcesy chodziło Józefowi Kaflowi, gdy rozpoczynał swoją przygodę z czarnym sportem...

Bartłomiej Jejda

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własne, Jest tylko jeden taki klub, Życie Częstochowskie
Komentarze (39)
  • cox Zgłoś komentarz
    myślę że gdyby tak jak inni mówią wziął w łapę to w blokach by nie mieszkał,a przynajmniej gdzieś indziej by się wyprowadził,jakoś super samochodu też nie ma,był i jest bardzo
    Czytaj całość
    fajnym gościem z którym można zawsze porozmawiać Pozdrowienia dla p Józka i całej rodziny
    • cox Zgłoś komentarz
      pamiętam ten mecz,fajnie było,stadion pełen ludzi,dużo kibiców z Tarnowa,zacięty meczyk był. Pamiętam również p Józka,którego karetka przywiozła do domu po treningu w Rybniku,ledwo
      Czytaj całość
      gościu mógł iść,a podtrzymywali go sanitariusze. Jestem jego sąsiadem i gdy jeżdził we Włókniarzu tak i teraz mieszka tam gdzie mieszkał,myślę że zrobiono z p Kafla kozła ofiarnego. Zwycięstwo ma wielu ojców a klęska zwykle bywa sierotą.
      • kolas Zgłoś komentarz
        Ja jadłem "peka" z kolegami i sąsiadmi z Koszyc ,kapustka mecz życia iposzło
        • mariusz Zgłoś komentarz
          a ja też doskonale pamiętam ten mecz, pamiętam latające ławki/deski (siedziałem obok trybuny głównej). pamiętam grad kamieni na autokary z Tarnowa i niestety też pamiętam jak przez
          Czytaj całość
          kilka dni nie mogłem wyjść z domu bo byłem siny po spotkaniu z grupką ZOMO. (ja miałem wtedy 11 lat!). Ostatnie co pamiętam to krzyk UCIEKAJCIE PAŁUJĄĄ , to było na przystanku tramwajowym na Dębiu.
          • maks Zgłoś komentarz
            Jak sie chodzi 50 lat na zuzel to normalka.Mecz troch dziwny Jozek Kafel wychowanek mistrza nad mistrzaminaj JOZEFA J
            • [W] Zgłoś komentarz
              Marianos a nie w TVP Sport albo Wizji? Przesiedzieliście w barku ale chyba takim w domu... i siedzicie do teraz:)
              • DKOstrów Zgłoś komentarz
                Dobry artykuł , może teraz pora na przedstawienie jak to było naprawdę z Ułamkiem ! Słyszałem że to krewniacy , chciwa rodzinka ! hehehe hehe he .... współczuje Medaliki .
                • stary kibic Zgłoś komentarz
                  pamietne czasy dwa autokary obrzucone kamieniami pod mostem obok rynku Narutowicza i rozbity szampan przez kibicow pod nogami Kafla
                  • Marianos Zgłoś komentarz
                    Pamiętam ten mecz, z kolegą pojechaliśmy do Czętsochowy specjalnie i się okazało że juz nie ma biletów przed stadionem. Cały mecz przesiedzieliśmy w takim barku i oglądaliśmy
                    Czytaj całość
                    relację na żywo w Polsat Sport z tego meczu. ech to były czasy pozdrawiam
                    • bardecki Zgłoś komentarz
                      Kafel i Ułamek to rodzinka.Widać od razu :-)
                      • wek Zgłoś komentarz
                        Slawek Drabik powiedzial wtedy Kaflowi ze ma w dupie takiego kapitana.
                        • do DMP 03 Zgłoś komentarz
                          nie ma co na innych wrzuca swego nie widzie a Smith to Polak byl? gdyby nie on zlecieli by z hukiem i teraz z wanda by jezdzili
                          • keo Tarnów Zgłoś komentarz
                            widocznie wówczas " medaliki" za słabo się modliły. Byłem, widziałem i było super. A póżniej swoje kariery zaczynali, J.Rempała, Kużdzał, Leśniewski
                            Zobacz więcej komentarzy (14)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×