Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Robert Noga - Moje Boje: Wiatr z zachodu

W sierpniu ubiegłego roku w Rzeszowie odbyła się jedna z rund indywidualnych mistrzostw świata na długim torze. Najlepszy w niej okazał się Niemiec, o swojsko brzmiącym nazwisku, Smolinski.
Robert Noga
Robert Noga

Po zawodach w tzw. VIP-ówce nad parkiem maszyn rzeszowskiego stadionu rozpromieniony rozdawał efektowne pocztówki ze swoją podobizną i chętnym od razu dawał na nich autografy. Zainteresowanie reklamówkami Smolinskiego było, umówmy się, umiarkowane. Zawody cieszyły się słabym w sumie zainteresowaniem, bo speedway na długim torze to dla polskiego kibica jednak pewnego rodzaju egzotyka. Co innego u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie żużel to jednak przede wszystkim właśnie długi tor, na którym odnosili nieporównywalnie więcej sukcesów niż w jego klasycznej odmianie. Ciekaw jestem jak wyglądałaby sytuacja teraz, gdyby oto Martin Smolinski zjawił się na stadionie nad Wisłokiem z plikiem swoich pocztówek. Podejrzewam, że kolejka fanów, aby otrzymać od niego drobny upominek, uścisnąć dłoń, wymienić kilka zdań i pstryknąć sobie pamiątkową fotkę byłaby długa. A wszystko to po jednym wieczorze na drugim końcu świata, gdzie Niemiec ku zaskoczeniu wszystkich ze sobą samym chyba na czele, zwyciężył w inaugurującym tegoroczne mistrzostwa świata turnieju Grand Prix Nowej Zelandii.

Napiszę wprost, dla mnie osobiście jest to największa sensacja w liczących już niemal dwie dekady dziejach cyklu. Zdecydowanie największa. Trudno nawet porównywać do niej analogiczne wiktorie chociażby Martina Dugarda, czy w sezonie 2012 Martina Vaculika. Dlaczego? Bo Dugard i Vaculik, chociaż też mało kto na nich liczył i startowali w zwycięskich dla siebie zawodach z pozycji zawodnika dokooptowanego, to jednak były to już w klasycznym żużlu firmy znane i uznane. Objeżdżone w najsilniejszych ligach, z osiągnięciami na międzynarodowej arenie. A Smolinski z całym szacunkiem dla jego dotychczasowych przewag jeśli chodzi o krótki tor, jawi się w tym towarzystwie niczym niewinna dziewica. Dla Grand Prix jego wygrana w Auckland to znakomita informacja, lepszej trudno sobie było wymarzyć. Trudno o bardziej pozytywny impuls dla skostniałego i zaklętego do grupy tych samych, powtarzających się od lat nazwisk niż wdarcie się do tego towarzystwa kogoś nowego, kto zaczyna rozdawać karty. Ot, na razie w skali mini to coś takiego jak Sajfutdinow, Holder, czy w ubiegłym roku Woffinden. Smoliński ma nad nimi pewną przewagę, wywodzi się bowiem z kraju, który ostatnio kompletnie nie liczył się jeśli chodzi o klasyczny żużel.

Czy jego wygrana może spowodować pewien impuls, przyciągnąć majętnych sponsorów, podnieść poziom i napędzić ludziska na stadiony gdzieś w Landshut, czy Abensbergu? Być może, warunek jest jednak jeden. Wygrana Martina Smolinskiego w dalekiej Nowej Zelandii nie może się okazać jednorazowym wybrykiem natury, ambitny Niemiec będzie musiał potwierdzić swoją klasę w kolejnych turniejach cyklu, udowodnić, że to co stało się w Auckland nie było dziełem przypadku. A z tym różnie bywało. Wspomniany w tym tekście Vaculik, kiedy w ubiegłym roku startował w Grand Prix jako stały uczestnik, nawet nie zbliżył się do swojego życiowego osiągnięcia na stadionie Edwarda Jancarza w Gorzowie Wielkopolskim. Warto w tym miejscu przypomnieć triumf Tomasza Golloba w pierwszej w historii Grand Prix, w maju 1995 roku we Wrocławiu. Część fanów już widziała go w tamtym roku w koronie mistrza świata, tymczasem z turnieju na turniej wiodło mu się coraz gorzej, w efekcie z cyklu wypadł. A na jego mistrzostwo przyszło nam poczekać jeszcze aż piętnaście długich lat. Smolinski ma więc teraz coś do udowodnienia i sobie i innym i to on, przynajmniej do najbliższego turnieju w Bydgoszczy, będzie ogniskował główną uwagę żużlowego światka.

Jego sportowym idolem był Simon Wigg, legenda długiego toru, ale także zawodnik światowej czołówki jeśli chodzi o speedway klasyczny. Niemiec chciałby pewnie podążyć tą drogą i po Auckland to czy mu się ten plan powiedzie stało się jednym z głównych pytań całego cyklu. Powiało ożywczym wiatrem z zachodu. Dżentelmeni z BSI zacierają pewnie łapki…

Robert Noga

Jesteśmy na Facebooku. Dołącz do nas!

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (3):
  • Henryk Zgłoś komentarz
    Dla popularyzacji klasycznego speedwaya w niemieckiej krainie to super wiadomość, oby tylko Martin nie osiadł na laurach to "z tej mąki będzie chleb". Pozdrawiam wszystkich "zmartwionych"
    Czytaj całość
    tym faktem otóż nie ma nic złego co na dobre by nie wyszło, bo udało mu się, za jednym zamachem, pogodzić wszystkich asów a więc niech się "sprężają".
    • andrzejmiko Zgłoś komentarz
      Bardzo ładnie ze są sensacje.Martina znam z długich torow . Ambitny chłopak.Lubi walczyc.On bardzo z Egonem Mullerem chce uzdrowic niemiecki speedway. On jest troche showman.Martin i Egon to
      Czytaj całość
      są naprawdę super chlopcy.W finale pojechał bardzo Konsenkwentnie dlatego dało to efekty.Jezeli będzie taki jak Simon Wigg to kto wie jak będzie dalej.Simon Wigg Był super chłopakiem ,zawsze na zielono i walecznie .
      • karol3414 Zgłoś komentarz
        Jak widać nawet dziewicę można zapłodnić podczas defloracji. ;) Czytać gimbusy, lekcja o antykoncepcji dla opornych.
        Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
        ×
        Sport na ×