KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Był na dnie, ale wrócił na salony. Niezwykła historia Antonio Lindbaecka

Antonio Lindbaeck to bardzo barwna postać w żużlowym świecie. Wielki talent, który nie rozbłysnął na miarę możliwości w latach młodości. Czy Szwed w końcu dojrzał? Prześledźmy jego niecodzienną drogę do czołówki.

Mateusz Makuch
Mateusz Makuch
WP SportoweFakty / Arkadiusz Siwek

Historia najsłynniejszego ciemnoskórego żużlowca na świecie rozpoczęła się w małym miasteczku nieopodal Sao Paulo, gdzie przyszedł na świat 30 lat temu jako Antonio Morais Silvia Santos. Już u progu życie go nie rozpieszczało. W dzieciństwie został porzucony przez swoich biologicznych rodziców i pozostawiony na pastwę losu. Brazylijczyka zdecydowało się adoptować szwedzkie małżeństwo, państwo Lindbaeck. Tak Antonio trafił do Europy, gdzie zamieszkał w blisko 15 tysięcznej miejscowości - Aveście.

Zainteresowanie sportem wzięło się od jego przybranej matki, która była nauczycielką w-f. Początkowo największymi pasjami młodego Antonio Lindbaecka były narciarstwo i snowboard. W sumie trudno się dziwić, wszak Szwedzi brylują w sportach zimowych. Miłość "Toninha" do nart i śniegu pozostała do dziś. Na swoim profilu na Facebooku publikuje on filmy, jak szusuje po zaśnieżonych stokach, oczywiście w sposób ekstremalny, wykonując skomplikowane ewolucje lub nieco prostsze triki.

Żużel i narciarstwo łączy szybkość. Lindbaeck wybrał dwukołowe rumaki zainspirowany bezsprzecznie największą gwiazdą wywodzącą się z Avesty, sześciokrotnym Indywidualnym Mistrzem Świata Tony Rickardssonem. Jak przyznał sam bohater tej opowieści w jednym z wywiadów sprzed lat, po raz pierwszy styczność z żużlowym motocyklem miał w wieku 12 lat. Czynił postępy w zatrważająco szybkim tempie i prędko znalazł się w miejscowej drużynie, Masarnie Avesta.
Droga Antonio Lindbaecka do obecnych sukcesów była wyboista Droga Antonio Lindbaecka do obecnych sukcesów była wyboista
Niespełniona nadzieja Szwedów W dorosłym zespole Masarny Antonio Lindbaeck ścigał się od 2001 roku, a więc od 16. roku życia. Radził sobie imponująco i szwedzcy kibice zacierali ręce wierząc, iż ten młodzian z gorącym temperamentem przekazanym w brazylijskich genach już wkrótce będzie dla ich kraju zdobywać medale na międzynarodowych arenach. Lindbaeck w 2004 roku trafił na Wyspy Brytyjskie, gdzie można szlifować żużlowe rzemiosło i eliminować techniczne braki.

Antonio przywdział barwy Poole Pirates i dla tego klubu ścigał się do 2006 roku włącznie. Szwedzi mocno wierzyli w ciemnoskórego żużlowca. Prędko chcieli się nim pochwalić całemu światu. W 2004 Lindbaeck otrzymał dziką kartę na turniej o Grand Prix Skandynawii, który był rozgrywany na sztucznym torze monstrualnego obiektu Ullevi w Goeteborgu. "Toninho" nie zachwycił odpadając w fazie eliminacyjnej, jednak przetarł pierwsze szlaki w światowej elicie i zyskał bezcenne doświadczenie.

W tym samym sezonie był 8. w finale Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów we Wrocławiu. Na Stadionie Olimpijskim spotkał go pech. Po fazie zasadniczej miał na swoim koncie 12 punktów i był jednym z faworytów do złotego medalu. W półfinale zaliczył jednak upadek i marzenia o mistrzowskiej koronie prysły. O znakomitym występie przy Paderewskiego w trakcie kolejnego sezonu przypomnieli sobie włodarze ówczesnego miejscowego Atlasa, którzy podpisali z nim kontrakt. Lindbaeck miał być alternatywą na słabo spisującego się Hansa Andersena.

Przygoda 20-letniego Antonio Lindbaecka z wrocławskim klubem okazała się jednak nieudana. Zawodnik ten wystąpił w jedynie dwóch meczach ekipy ze stolicy Dolnego Śląska, nie popisując się niczym szczególnym. Średnia 1,091 w 11 biegach mówi sama za siebie. W IMŚJ Lindbaeck ponownie nie miał szczęścia. Tym razem pamiętne zawody w austriackim Wiener Neustadt przerwano z powodu złych warunków atmosferycznych po trzech seriach, w których "Toninho" uzbierał 6 punktów i został sklasyfikowany na 6. miejscu. Była to pamiętna impreza, bowiem wówczas o złotym medalu zadecydował… rzut monetą. Los uśmiechnął się wtedy do Krzysztofa Kasprzaka.

Drugim w karierze klubem w Polsce Antonio Lindbaecka był Włókniarz Częstochowa. 22-latkowi przed sezonem w roku 2007 zaufał Marian Maślanka lubiący ryzykować stawiając na zawodników z potencjałem, lecz mających problemy z jego pełnym uwolnieniem. Przed Lindbaeckiem oczekiwania były spore, gdyż przyszło mu zastępować dotychczasową gwiazdę, Ryana Sullivana, który po sześciu latach startów z lwem na piersi wrócił do toruńskiego klubu.

W Częstochowie sporo obiecywano sobie po Lindbaecku. Wszak miał on za sobą udany 2006 rok. Był już wówczas pełnoprawnym uczestnikiem cyklu Grand Prix, który zakończył na 10. lokacie, a w rywalizacji o juniorski czempionat był 2. we włoskim Terenzano. Tymczasem w barwach Lwów Antonio kompletnie sobie nie poradził. Jako firmowy jeździec Jawy montował na swoim sprzęcie części, które dodatkowo obciążały jego motocykl. Powód? - Uważam, że mój sprzęt wygląda teraz bardziej nowocześnie i elegancko. Mnie się bardzo podoba i jestem zadowolony. Dodatkowo jest to rewelacyjny chwyt reklamowy. Moi sponsorzy też mają pewne oczekiwania względem mojej osoby i teraz spełniłem je w jakimś stopniu. Wiadomo, że motor, który wygląda inaczej, wzbudza zainteresowanie, a oto też chodzi - komentował na łamach Gazety Częstochowskiej. Tyle tylko, że taki motocykl nie pomagał mu w osiąganiu dobrych wyników.

W tym samym 2007 roku kariera Brazylijczyka ze szwedzkim paszportem znalazła się na ostrym zakręcie.

(Ciąg dalszy na kolejnej stronie)

Czy Antonio Lindbaeck wywalczy medal IMŚ w 2016 roku?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (141)
Zobacz więcej komentarzy (11)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×