Były prezes gorzowskiej Stali popiera nowy zapis w regulaminie, który zakłada, że zawodnicy będą otrzymywać 25 proc. stawki za punkt zdobyty w wyścigach zakończonych porażką 1:5. - Jestem za prezesami PGE Ekstraligi. Nie mówię tego złośliwie, ale pragmatycznie. Zawodnicy muszą sobie zdawać sprawę, że za 40 proc. tego co w Polsce jeżdżą w Szwecji a za 20 proc. w Anglii. Nie mają powodów, żeby się oburzać. Ich pensje muszą iść w dół, bo w przeciwnym razie uduszą Ekstraligę - mówi w rozmowie z WP SportoweFakty Władysław Komarnicki.
To przeciwne stanowisko wobec tego, które prezentuje Krzysztof Cegielski. W jego ocenie, ważny w całej sprawie jest nie tylko aspekt finansowy, ale także kwestia bezpieczeństwa. "Cegła" twierdzi, że z powodu nowego zapisu w regulaminie liczba groźnych kontuzji może wzrosnąć. - Prezesi szukają nowych możliwości i ja popieram taki ruch. Możemy płacić trochę więcej niż w Szwecji, ale nie tak jak dziś. Pieniądz jest coraz trudniejszy. To nie są lata 90., kiedy środki w różny sposób trafiały do klubów. Kto tego nie rozumie, jest wrogiem Ekstraligi. Jeśli pan Cegielski jest takim przeciwnikiem tego rozwiązania, to niech załatwi, żeby zawodnicy obniżyli swoje kontrakty o 20 proc. Wtedy będę go popierać i bić mu brawo. Ufunduję mu nawet wtedy nagrodę - podkreśla Komarnicki.
Zdaniem byłego prezesa gorzowskiej Stali, obniżenie zarobków zawodników trzeba wymusić zapisami regulaminu. W jego ocenie zdrowy rozsądek w negocjacjach nie zwycięży i dlatego konieczne są dodatkowe regulacje. - Od dłuższego czasu prezesi próbowali płacić mniej, ale te próby spaliły na panewce. W związku z tym szukają innych możliwości oszczędzania - dodaje na zakończenie Komarnicki.
może być problem organizm przyzwyczaja się do BELVEDER"a, STAROGARDZKA może nie smakować.Pożyjemy zobaczymy.Domy wybudowane,lokaty pozakładane.Zostaną najbogatsi .A i tak w czwórkę ruszą Czytaj całość