Na pełnym gazie to cykl felietonów Jana Krzystyniaka, byłego żużlowca, trenera, ale i też cenionego eksperta.
***
Niedzielny finał Mistrzostw Polski Par Klubowych, dzięki organizatorom, miałem okazję oglądać z wysokości trybun. Rywalizacja sportowa nie stała może na wybitnym poziomie, ale kilka biegów, zwłaszcza tych z udziałem Bartka Zmarzlika, mogło się podobać. Szkoda tylko, że mieliśmy do czynienia z niesmacznym zdarzeniem, jakim był wybuch złości Tomasza Jędrzejaka.
Już jakiś czas temu wypowiadałem się w mediach, że należy reagować na przemoc i naganne zachowanie w parku maszyn. Mieliśmy w ostatnich kilku latach takie przepadki i nie można tego zamiatać pod dywan. Sytuacja związana z Jędrzejakiem jest o tyle głośniejsza, że zarówno na oczach kibiców na trybunach, jak i widzów przed telewizorami, zaatakował innego zawodnika. Na tym zresztą się nie skończyło, bo agresywny był też po zjechaniu z toru.
Swoją drogą nie sądziłem, że tak doświadczonemu żużlowcowi mogą puścić w taki sposób nerwy. Bardzo dobrze, że sędzia właściwie zareagował, pokazując mu czerwoną kartę. Nic, co zdarza się w ferworze walki, nie tłumaczy przecież takiego zachowania. Uważam, że Jędrzejak powinien odczuć karę, a jeden mecz zawieszenia to absolutne minimum. Zobaczymy jeszcze, co zrobi z tym GKSŻ.
Jestem ciekaw czy pojawi się teraz u niego refleksja. Ukarał przecież nie tylko siebie, ale i swój klub z Wrocławia. Przez swoje wykluczenie wynik Sparty w finale MPPK ratować musiał Szymon Woźniak. Ponadto jego drużyna nie będzie mogła z niego skorzystać w najbliższym meczu w lidze. To przestroga dla innych zawodników, jeśli przejdzie im przez myśl wymierzać komuś sprawiedliwość pięściami na torze.
Jan Krzystyniak
ZOBACZ WIDEO Piotr Szymański: MPPK spadły z rangą. Teraz można zrobić coś fajnego (WIDEO)
Za mniejsze przewinieniach bito po pysku Tomek i tak zachował zimna krew Czytaj całość