Kibice na Motoarenie mogli w sobotę oklaskiwać Marcina Kościelskiego, który przyjechał w wyścigu juniorskim przed Patrykiem Wojdyłą i tym samym spełnił pokładane w nim nadzieje. - Można powiedzieć, że debiut przed własną publicznością zaliczony. Fajnie, że udało się wywalczyć ten punkcik. 3:3 to zawsze nie w plecy. Nie chciałem wjeżdżać za Daniela Kaczmarka, szanowałem to co miałem - komentuje Kościelski.
- Spodziewałem się większego stresu, ale podszedłem do tego jak do treningu. Mam świetnego trenera mentalnego, wspiera mnie menedżer oraz trener młodzieży, więc nic tylko korzystać i się rozwijać - podkreśla wychowanek toruńskiego klubu.
W biegu numer dwanaście Kościelski zanotował upadek na drugim łuku trzeciego okrążenia. Wyglądało groźnie, ale skończyło się na strachu. - Wszystko jest w porządku. Była chwila oszołomienia, ale lekarze przebadali i nic mi nie jest - mówi zadowolony zawodnik. - Wjechałem za szeroko, w tą jedyną dziurę, która tam była. Zabrało mi nogę, próbowałem ratować, ale banda się zbliżała - dodaje.
ZOBACZ WIDEO Kim Jason Doyle będzie za 20 lat? Prawdopodobnie najgrubszym facetem jakiego widzieliście