KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Żużel. Po bandzie: Bartku, Vaculika goniłeś bez sensu! A szkoda [FELIETON]

- Skoro Zmarzlik uzupełnił swoją kolekcję o tytuł IMP, to może Janowski uzupełni w tym samym roku swoją o tytuł IMŚ. Za to punktacja jest w cyklu GP do bani - pisze w swoim felietonie Wojciech Koerber.
Wojciech Koerber
Wojciech Koerber
Bartosz Zmarzlik WP SportoweFakty / Michał Krupa / Na zdjęciu: Bartosz Zmarzlik

"Po bandzie" to cykl felietonów Wojciecha Koerbera, współautora książki "Pół wieku na czarno", laureata Złotego Pióra, odznaczonego brązowym medalem PKOl-u za zasługi dla Polskiego Ruchu Olimpijskiego.

***

Spośród pięciu najbliższych rund Grand Prix 2021 aż trzy odbędą się na domowych torach Janowskiego - dwie we Wrocławiu i trzecia w Malilli. Zdaje się, że to jedyny uczestnik tegorocznego cyklu, któremu trafiły się trzy takie występy. Generalnie jednak ważniejsze jest co innego - że wrocławianin trafił z wystrzałową formą.

Dysponuje prędkością, która pozwala mu wyprzedzać konkurencję jak chce i kiedy chce. A że pozostał zawodnikiem jeżdżącym bezpiecznie, przezornie i bezpiecznie, to... nie musi zawsze chcieć wyprzedzać. Przykład - druga seria startów sobotniej, odwołanej rywalizacji. Otóż Janowski znalazł się po starcie za Lindgrenem i Woffindenem, a że tor był już podmokły i wzniecał ciężką szprycę, to niespecjalnie garnął się spartanin do czegoś szalonego. W momencie, gdy zebrał maksa w piątkowy wieczór (20 punktów) i przed momentem w pierwszym swoim biegu również (3), jakby wolał pokierować się mądrością rajdowców samochodowych - dojedź do mety, a miejsce samo się dla ciebie znajdzie. W stylu Hancocka. Z przeświadczeniem, że jednak warto wziąć udział we wszystkich jedenastu rundach IMŚ.

ZOBACZ WIDEO Dużo chce, łaknie wiedzy i stać go na wielki wynik. Potrzeba regularności

Zmarzlik? On jeździł w innym stylu. Swoim. Raz, że bardziej zmuszała go do tego sytuacja, a dwa - tak już ma. Co jednak znamienne, ta agresja w powożeniu jest momentami kompletnie bez sensu. Pewnie sobie pomyśleliście - co on się Zmarzlika czepia? Że co? Wyprzedzanie na dystansie jest bez sensu?

Otóż, owszem, przy obowiązującym systemie punktacji taka ambitna szarpanina okazuje się totalnie jałowa. Przykład - choćby 19. wyścig niedzielnej rywalizacji, kiedy obrońca tytułu, po uporaniu się z Sajfutdinowem, ruszył jeszcze za kumplem Vaculikiem. I nie certolił się ze Słowakiem, tylko minął go na żyletki, zyskując niby punkt. Punkt, który, de facto, absolutnie nic mu nie dał i położenia w najmniejszym stopniu nie zmienił. Bo czy z trzynastoma, czy z dwunastoma oczkami na koncie, Zmarzlik niezmiennie zakończyłby rundę zasadniczą na drugim miejscu.

Mówiąc wprost - od początku jej istnienia, nie mogę się zaprzyjaźnić z aktualnie urzędującą punktacją. Jej słabe strony są powszechnie znane, zostały już dawno temu i wyczerpująco rozłożone na czynniki pierwsze. Przykłady z Pragi też można mnożyć. Woffinden zdobył w piątek punktów dwanaście, a dopisali mu do tabeli szesnaście. W niedzielę natomiast Lindgren wywalczył jedenaście, a wręczyli mu też szesnaście.

Przed wrocławskimi przystankami IMŚ Zmarzlik traci już do Janowskiego 15 oczek. Choć na torze stracił osiem. Oczywiście, równie szybko może dystans odrobić, pod jednym wszakże warunkiem - że sam odnajdzie drogę do finałowych wyścigów, ale rywal już nie.

Nie ma uczciwszego systemu przyznawania punktów od tego najprostszego - ile podniesiesz z toru, tyle dostajesz do rankingu. Natomiast awans do fazy półfinałowej sam w sobie jest już nagrodą, bo daje widoki na dodatkowe zdobycze. Których połowa turniejowej stawki już nie ma. I, doprawdy, nie trzeba finałowych punktów mnożyć przez dwa, bo niby dlaczego. W takich właśnie okolicznościach przyrody zdążył Zmarzlik zgarnąć tytuł w 2019 roku. Gdyby jednak wprowadzono to obecne dziwadło sezon wcześniej, wówczas globalnym championem zostałby Madsen.

Mam jednak przeczucie, że może to być ostatni sezon wedle bieżących zasad. Nie wierzę po prostu, by nowy operator cyklu nie zechciał z miejsca pokazać, że ma pomysł na lepszy żużel, a to, co do tej pory oferował poprzednik, to zwykła popelina była. Pytanie tylko, w którą stronę nowy zarządca pójdzie z ustawieniami - za głosem rozsądku czy urządzając cyrk. Bo jednak wizjonerzy bywają dla sportu niebezpieczni.

Podobnym absurdem okazały się piątkowe treningi na wzór kwalifikacji z Formuły 1. Treningi, w których, dla przykładu, kilku zawodników nie mogło wziąć udziału, bo miało akurat inne ważne zawody. Choćby mecz PGE Ekstraligi. Więc jedni byli po treningu i przespanej nocy, a drudzy bez jednego i drugiego. O innych nierównościach nie wspominam. Takich m.in. jak jazda niektórych zaraz po równaniu, a innych już po odsypanym.

Zostawmy jednak te felerne treningi - to przeszłość. Teraźniejszość jest natomiast taka, że mamy Polaka na czele klasyfikacji generalnej, wybitnie szybkiego i doświadczonego. Zaraz po leszczyńskim finale IMP pomyślałem sobie, że skoro Zmarzlik uzupełnił swoją kolekcję o tytuł IMP, to może Janowski uzupełni w tym samym sezonie o tytuł IMŚ. Jak wspomniał jeden z kibiców - byłby to godny prezent na niedawne, 70. urodziny Andrzeja Rusko. Bo do tej pory pisałem o innym potencjalnym prezencie - tytule DMP dla Betard Sparty. A tu i dublet możliwy.

W relacjach prezes - zawodnik nie zawsze było jednak kolorowo, bo przecież na sezony 2012-13 przeniósł się Janowski do Tarnowa, by posmakować chleba na obczyźnie. Broniłem wówczas tej decyzji i do dziś uważam, że była dla młodego zawodnika opłacalna. Macierzysty klub od dłuższego już czasu średniaczył w lidze, broniąc się przed spadkiem. Tymczasem jazda dla Jaskółek opłacała się i ze sportowego (złoto i brąz DMP), i z finansowego punktu widzenia.

Pamiętam, że po jednym z tekstów wykazujących zrozumienie dla decyzji żużlowca odebrałem telefon od prezesa, który oceniał Macieja inaczej i dosadniej. Grały jeszcze emocje, czuć było rozgoryczenie. Czas jednak leczy rany, tym bardziej, gdy syn wraca po tułaczce do domu. A Janowski chciał wrócić i to zrobił. Uznał, że tyle ma Wrocław plusów do zaoferowania, iż pewne rzeczy należy po prostu tolerować. A w dowód swojej miłości postawił niedługo później na wiele mówiący numer - 71.

Czasem podkreślam, że nie warto budować w życiu przyjaźni na bazie jednoczenia się przeciwko wspólnemu wrogowi. Bo układ gwiazd potrafi się szybko zmienić. A wtedy może się okazać, że jedyną nicią przyjaźni był ten wspólny wróg właśnie.

Powyższy przykład to właśnie jeden z dowodów, że w żużlu można do siebie wrócić i sprawnie funkcjonować mimo zaszłości. Że gwiazdy mogą wrócić do starego układu.

A więc, nie zapeszając u progu rywalizacji, wrocławski klub może się doczekać pierwszego polskiego mistrza świata. Bo wcześniej dał się poznać jako promotor sięgania po tytuły IMŚJ. Najpierw odpowiednio wyposażył w narzędzia walki Protasiewicza, a później identyczną drogą poszli też Hampel, Miśkowiak, Janowski i dwukrotnie Drabik. Zatem z 14 złotych krążków wywalczonych przez Polaków aż sześć trafiło na konto WTS-u. Po latach, nie znając kontekstu, ktoś będzie mógł z uznaniem powiedzieć - "ależ ta Sparta szkoliła!".

A to przecież nie tyle wybitne szkolenie, co… wybitny skauting.

Nawiasem mówiąc, skoro skauting się sprawdza, to wciąż jest rozbudowywany. Trzeba działać na kilku polach jednocześnie, bo nie można mieć w życiu wszystkiego. I Miśkowiaka, i Cierniaka. Stąd też zaproszenie na Grand Prix do Wrocławia Kowalskiego. Stąd też media wspominają, że padają pytania o Przyjemskiego, Jabłońskiego...

Nic to, weekend w Pradze należał do Janowskiego i Łaguty, a to oznacza, że również do Ryszarda Kowalskiego i Betard Sparty. Ale nie tylko. Mianowicie w piątek triumfował Rafał Haj, zaś w niedzielę Rafał Lewicki. Bo IMŚ to także rywalizacja teamów, w których za sznurki pociągają doświadczone persony. Brakuje co prawda Dariusza Sajdaka, który był, że tak powiem, świadkiem koronnym czterech tytułów IMŚ - przy Rickardssonie oraz Crumpie. Haj z kolei aktywnie asystował przy trzech tytułach Hancocka, a teraz może dołożyć czwarty przy Janowskim. Również trzy korony ma na koncie Jacek Trojanowski - przy Woffindenie.

I wreszcie Tomasz Suskiewicz, który pracował przy trzech tytułach IMŚ Rickardssona, a do tego jeszcze przy dwóch tytułach IMŚJ Sajfutdinowa. I właśnie Emila, biorąc pod uwagę turbulencje, należy również uznać za zwycięzcę z Pragi. Wygrywał starty, przyklejał się do krawężnika i cisnął ile fabryka oraz tuner dali. Nie była to prędkość pozwalająca odjeżdżać światu, lecz bronić się przed nim już tak. Choć nie przed wszystkimi i nie zawsze przez cztery okrążenia.

Aha, jeszcze jedno. Podczas praskich rund GP zauważyłem, że Zmarzlik i Janowski dziękują sobie teraz po wspólnych biegach za pomocą słynnych... mikroruchów. A więc sytuacja się normalizuje, dobre i te ledwo widoczne gołym okiem przyruchy, Panowie. Przenieśmy je z linii startu za metę.

Wojciech Koerber

Czytaj również:
- Skandal w polskiej lidze. Zawodnik ujawnił, że proponowano mu odpuszczenie meczu!
- Uczestnik Grand Prix ma problem z wygrywaniem z juniorami w I lidze. Co się dzieje z Berntzonem?

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (15)
  • WilkiDMP2025 Zgłoś komentarz
    hmmm, to może by zrobić tak...na przemian punktować turnieje ?!? też by było ciekawie, haha :) a pan redaktor jak ma ochote pooglądać żużel z jazdą o ....nic i kalkulowanie, to
    Czytaj całość
    proponuje...ostatnie mecze wilków Krosno :(
    • Kibic jak każdy Zgłoś komentarz
      Poważny redaktor i znowu powtarzanie bzdurnej tezy o systemie punktacji w GP. Więc jeszcze raz. Twierdzenie, że mistrzem świata w 2019 przy obecnym systemie punktacji byłby Madsen jest
      Czytaj całość
      niczym nieuprawnione. I każde tego typu twierdzenie w stosunku do już zakończonych cykli GP. Nie wiemy, kto byłby mistrzem przy innym systemie punktacji. To jest tylko matematyczne ćwiczenie nałożenia innego systemu punktacji na już zakończone rundy. Nic więcej. Gdyby był inny system, zawodnicy przyjmowaliby inne strategie. Inne byłyby klasyfikacje przejściowe i w związku z tym inna presja na poszczególnych zawodników. I wynik tego mógłby być różny. Nie wiemy jaki i nigdy się nie dowiemy.
      • Radovan2000 Zgłoś komentarz
        Panie Wojtku. Ogląda Pan zawody żużlowe od wielu lat, ja oraz wielu kibiców również. Fajnie że Polak prowadzi w całym cyklu GP ale....śmiem twierdzić że albo Maciek ma przewagę
        Czytaj całość
        technologiczną nad pozostałymi, znalazł coś czego nie mają inni albo zwyczajnie oszukuje dawkując substancje podnoszące moc motocykla do zbiornika paliwa,gaźnika,filtra powietrza itd Obstaję przy drugim rozwiązaniu ponieważ : 1. Drugiego dnia tor w Pradze był zwyczajnie nudny ale powtarzalny i zawodnicy którzy np jechali w finale mieli swój sprzęt dopasowany idealnie do warunków 2. W czasie dwóch okrążeń w finałowym biegu na nudnym torze gdzie jest właściwie jedna ścieżka wyprzedza z dziecinną łatwością najlepszych tego dnia zawodników a to się nie zdarza na takim torze i takim poziomie Wielu kibiców to dostrzega i rozmawia na ten temat. Takie sytuacje powtarzają się także w lidze ale tam Maciek nawet nie przykłada się do dobrego wyjścia spod taśmy. Czystość sportu jest najważniejsza ale w obecnym sezonie mam BARDZO duże wątpliwości czy Maciek nie oszukuje sprzętowo ....
        • Tomek z Bamy Zgłoś komentarz
          Wojtek,a Czekanski taki madry,znawca od A do Z i nie wie,ze w GP do zaliczenia turnieju jest potrzebne 16 wyscigow,a nie 12? Jak pisal przez 45 lat w swoich felietonach kociopoly,tak dalej to
          Czytaj całość
          robi. Zawsze ten sam Ezop,sciemniacz i przyjaciel wszystkich zuzlowcow jak Olkowicz.
          • tejot_tejot Zgłoś komentarz
            Przede wszystkim obecnie obowiązujący system punktacji nie jest niczym nowym. To dzięki takiemu systemowi mistrzem świata został Loramski (nie wygrywając żadnej rundy GP w sezonie). Dla
            Czytaj całość
            mnie w ogóle całe to udziwnianie i tworzenie na siłę półfinałów i finałów jest bez sensu! W kwestii żużla jestem tradycjonalistą, nie było i nie ma sprawiedliwszego systemu niż klasyczny turniej dwudziestobiegowy!!! Wracając do bieżącego sezonu, mam nadzieję, że Magic w końcu dopnie swego i zdobędzie medal MŚ (oby złoty), należy mu się jak psu zupa, za całokształt. Bartek w Pradze niestety strasznie przypominał Golloba (który co najmniej 2 złota stracił na własne życzenie) - muszę być pierwszy za wszelką cenę. Taka postawa miała sens w dwudziestobiegówkach i przy punktacji GP opartej na punktach podniesionych z toru. Przy obecnym systemie, zwłaszcza w półfinałach bardzo często mści się na zawodnikach.
            • HR_Sparta Zgłoś komentarz
              Redaktorze Wojtku kilka uwag do formy: 1. Nie zaczyna się zdania od "A więc". To było już w podstawówce w PRL. 2. Powinnno być: "A, że...." 3. "...nie trzeba
              Czytaj całość
              finałowych punktów mnożyć przez dwa, bo niby dlaczego." Powinno być: nie trzeba finałowych punktów mnożyć przez dwa. Bo niby dlaczego? 4. Kilka innych mniej istotnych. Forumowicze mogą takie i inne błędy popełniać, ale są to amatorzy. Pan jest zawodowcem bierze za to pieniądze i parafrazując to do żużla nie może pan w trakcie wyścigu jeździć na skrótu przez trawę na boisku. Reguły są jakie są. Takie obowązują w większości trrniejów GP. W F1, F2, skokach narciarskich, biegach narciarskich i wielu innych dyscyplinach. System, który obowiązywał wcześniej używany jest w TCS i np. kolarskich wyścigach wieloetapowych z dodatkowymi bonusami za lotne premie i wygrane poszczególnych etapów (takie podwójne punkty za finał turnieju SGP). Trudno powiedzieć, który system jest lepszy. ciekawszy, bardziej sprawiedliwy. Ważne, żeby był taki sam przez cały cykl. NIe jest powiedziane, że Madsen wygrałby w 2019 przy nowym systemie. Wtedy motywacja zawodników byłaby inna w każdym turnieju - sam Pan pisał o bezsensowny ściganiu Waculika. W 2021 roku mistrzen będzie Maciek. To jest jego rok. Przejedzie się jak walec po turniejach SGP. Bartek już wpadł w panikę, a to dopiero początek. Presja, której poddał go Maciek, na jego własne życzenie, go po prostu sparaliżuje. Maciek, może nie dałby rady, ale przy wsparciu Grega, z którym przyjaźni się od gdzieś tak od 12-13 roku życia, da radę poskromić demony. Bartem ma wsparcie Tomka Golloba, ale to Greg jednak był 4 razy mistrzem świata.Takie jest moje zdanie.
              • Forest Gump Zgłoś komentarz
                Stara punktacja była kpiną. Wyobrażajcie sobie F1 gdzie trzeci zawodnik turnieju ma mniej pkt niż pierwszy?
                • Simon Lubelak Zgłoś komentarz
                  Jeden z lepszych redaktorów sportowych ( tak uważałem do pewnego czasu ) i pisze o tym że trzeba być cwaniakiem i kalkulowac co się bardziej opłaca .Panie Wojciechu taki żużel chce pan
                  Czytaj całość
                  promować ??? A gdzie ambicja sportowa ? Gdzie ten Duch Sportu ??? Czy chce Pan oglądać pozorowane ściganie i robienie z nas kibiców w balona ? Zmarzlik tym ściganiem Vaculika pokazał właśnie takim Panom Redaktorom że ma wielką klasę i szacunek dla nas .Rozumiem że jest Pan z Wrocllawia:) i musi pan przymilać się do Prezesa tylko czy przy goleniu nie jest panu głupio ?:)))Pozdrawiam hejter z Lublina:)
                  • Gekon Zgłoś komentarz
                    Bez sensu panie Wojciechu to pana tekst jest. Sport jest po to aby wygrywać. Kalkulować to w innych dziedzinach a nie w sporcie. Po co Giannis zdobywał 50 pkt w wygranym meczu? 48/49 też by
                    Czytaj całość
                    wystarczyło aby Bucks wygrali. Zdobył tyle bo miał formę, pokazał że można. Zmarzlik i pewnie wielu innych też chce wygrywać za kazdym razem. Jez li nie chce to po co brać w tym udział?
                    • kokersi Zgłoś komentarz
                      Stara punktacja to było zwyczajne ciułanie punktów. Wystarczyło obgolić słabszych sprężyć się na 2 biegi w półfinale strzelić 1 pkt i spokojnie z 14-15 pkt do szatni. Teraz żeby
                      Czytaj całość
                      zebrać punkty trzeba wygrywać z najlepszymi. Rozumiesz Koerber?
                      • Tomek z Bamy Zgłoś komentarz
                        "Brakuje co prawda Dariusza Sajdaka, który był, że tak powiem, świadkiem koronnym czterech tytułów IMŚ - przy Rickardssonie oraz Crumpie". "Dżek",to top 3 mechanikow
                        Czytaj całość
                        w Polsce po Haju i Kaziu Juskowiaku. Wojtek,Tomasz Zalewa,Drozd,Smolka,Noga najlepsi dziennikarze w Polsce piszacy o zuzlu. Zadnych kociopolow jak Czekanski(dzieki za kolejny wywiad w TZ z Czarneckim:)) czy Ostafinski,Hynek,Kuczera i Czosnek. Pozdro Wojtek!!!
                        Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                        ×