Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Bolidem po autostradzie. Kierowcy w szoku

Czescy kierowcy przeżyli szok, gdy podczas podróży autostradą zobaczyli, jak wyprzedza ich bolid GP2 stylizowany na maszynę Ferrari. Najprawdopodobniej jest to ta sama osoba, która przed trzema laty podpadła policji.

Katarzyna Łapczyńska
Katarzyna Łapczyńska
bolid GP2 na autostradzie w Czechach YouTube / The Shessa / Na zdjęciu: bolid GP2 na autostradzie w Czechach
Przed trzema laty w sieci pojawiło się nagranie z autostrady w Czechach, na której można było dostrzec samochód przypominający bolid Formuły 1 w malowaniu Ferrari. Tak naprawdę była to jednak maszyna serii GP2. Jej kierowca podróżował sobie drogą publiczną, chociaż nie powinien był tego robić.

Pojazdy wyścigowe nie są dopuszczone do ruchu - chodzi m.in. o tak podstawowe kwestie jak brak świateł czy kierunkowskazów. Dlatego czeska policja szukała niesfornego kierowcy, który wprawdzie nie przekroczył dozwolonej prędkości (130 km/h), ale wyjeżdżając bolidem na drogę publiczną złamał przepisy ruchu drogowego.

Teraz w sieci pojawiło się kolejne nagranie z przejazdu bolidu GP2 po czeskiej autostradzie. Po raz kolejny mamy do czynienia z czerwoną maszyną stylizowaną na Ferrari. Nie ma zatem wątpliwości, że jest to ten sam samochód, który został "przyłapany" przez internautów w roku 2019.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: tenisistka rozczuliła fanów. Pokazała wyjątkowy trening

Jak informują czeskie media, policja ma jednak problem z namierzeniem sprawcy. Bolid nie posiada bowiem tablic rejestracyjnych, przez co proces wskazania właściciela maszyny jest skomplikowany. Z kolei kask nałożony na głowie kierowcy sprawia, że nie da się zidentyfikować osoby siedzącej w kokpicie w momencie naruszenia przepisów.

Nie jest też jasne, jak zakończyła się sprawa z 2019 roku. Kilka tygodni po opublikowaniu nagrania w sieci, Czesi informowali wówczas, że policja namierzyła 45-latka, do którego miał należeć bolid GP2. Miał on otrzymać mandat w wysokości 10 tys. koron (ok. 1,91 tys. zł) i stracić prawo jazdy na dwanaście miesięcy.

Tamtejsze media, podobnie jak obecnie, wskazywały jednak na to, że ukaranie mężczyzny może być trudne ze względu na kask i brak tablic rejestracyjnych bolidu.

Czytaj także:
Hejt i rasizm w F1. Kierowca Alfy Romeo opowiedział o trudnych przeżyciach
Brazylia znów z kierowcą w F1? Wielki talent zbiera budżet na starty

Jeżeli chcesz być na bieżąco ze sportem, zapisz się na codzienną porcję najważniejszych newsów. Skorzystaj z naszego chatbota, klikając TUTAJ.

Czy kierowca bolidu powinien otrzymać mandat w tej sytuacji?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Motorowe na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (2)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×