Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Gran Fondo Gdynia: kolarska wojna. Uczestnicy wyścigu donieśli do prokuratury na organizatora

Pandemia wywróciła wszystko do góry nogami i zaplanowany wyścig nie odbył się zgodnie z planem. Koszty jednak pozostały, a organizator częściowo obciążył nimi uczestników. Ci odpowiadają: Sport Evolution musi oddać pieniądze.
Krzysztof Gieszczyk
Krzysztof Gieszczyk
Uczestnicy Gran Fondo Gdynia na trasie (fot Gran Fondo Gdynia/Facebook) Facebook / Gran Fondo Gdynia/Facebook / Uczestnicy Gran Fondo Gdynia na trasie (fot. Gran Fondo Gdynia/Facebook)

Firma Sport Evolution przygotowywała trzecią edycję imprezy kolarskiej - Gran Fondo Gdynia. Zapisało się na nią ponad 1800 uczestników. Miała odbyć się 24 maja, ale z powodu epidemii koronawirusa nie doszła do skutku (odbyła się, ale w internecie i w ograniczonym składzie, o czym na końcu).

Zawodniczki i zawodnicy chcieli dostać zwrot wpisowego, ale firma postąpiła nieuczciwie i od każdego uczestnika potrąciła 100 zł, co daje ponad 180 tys. zł - to wersja niezadowolonych kolarzy. Odgórne nakazy poskutkowały odwołaniem imprezy, a skoro firma przygotowywała się do zawodów od miesięcy i ma swoje wydatki, których cofnąć się nie da, to musiała potrącić 100 zł od każdego uczestnika, oferując inne opcje do wyboru - to wersja Sport Evolution.

300 tys. zł od miasta

Sport Evolution jest odpowiedzialna za organizację kilku dużych imprez sportowych. Nie tylko Gran Fondo, ale chociażby przeniesionego na październik gdyńskiego półmaratonu czy zawodów IRONMNAN. Jak powiedział Piotr Jakóbik, dyrektor marketingu, z powodu koronawirusa już musieli kilka zawodów przełożyć bądź odwołać. - To duży problem zarówno dla zawodników, jak i dla organizatora. Nikt na tym nie zyskuje - tłumaczył. - Organizacja takiej imprezy jak Gran Fondo Gdynia to koszt sięgający niemal miliona złotych.

ZOBACZ WIDEO: Polska medalistka olimpijska pomaga seniorom w czasie epidemii. "Jeździliśmy i pytaliśmy, kto jakiej pomocy potrzebuje"

Sport Evolution ma trzy źródła dochodu: wpisowe uczestników, środki publiczne od miasta czy gminy oraz pieniądze od sponsorów. Wpisowe pokrywa od 30 do 70 proc. kosztów organizacji, resztę firma dostanie tylko wtedy, kiedy impreza się odbędzie. - W zeszłym roku dostali ok. 300 tys. zł od miasta Gdynia - powiedział Tomasz Zakolski, przedstawiciel niezadowolonych kolarzy.

Jakie koszty ponosi firma przed startem imprezy? Piotr Jakóbik wyjaśnia: - Proces organizacji imprezy trwa wiele miesięcy. W przypadku Gran Fondo Gdynia z przygotowaniami ruszamy już w październiku. W międzyczasie ponosimy koszty związane z promocją, postępowaniami administracyjnymi, przygotowaniem projektu zmian w organizacji ruchu, rejestracją i obsługą zawodników oraz zakupem wybranych towarów i usług, które są niezbędne w dniu wyścigu. Tych pieniędzy nikt nam nie zwróci. Przez te wszystkie miesiące nad organizacją imprezy czuwa zespół pracowników, którzy pobierają wynagrodzenie. Wpisowe za Gran Fondo pokrywało mniej niż połowę kosztów organizacji, a z tego nikt nie byłby w stanie przygotować imprezy.

9 kwietnia organizatorzy poinformowali, że Gran Fondo nie odbędzie się i dał uczestnikom trzy opcje do wyboru: start w wyścigu wirtualnym (do tego jednak potrzeba trenażera do jazdy w domu), otrzymanie koszulki startowej w cenie pakietu albo rezygnacja ze startu i zwrot wpisowego, ale pomniejszonego o 100 zł i to niezależnie, czy ktoś wpłacił 150 zł czy 500 zł. Ciekawostką jest, że 9 kwietnia był ostatnim dniem, kiedy można było zrezygnować ze startu i wycofać wpisowe. Wcześniej firma Sport Evolution prowadziła prace przygotowujące do startu w wyścigu wirtualnym, choć - jak zaznacza Tomasz Zakolski - organizatorzy równocześnie namawiali uczestników, aby nie wycofywać się ze startu w Gran Fondo. - Wtedy też zmieniono regulamin, ogłaszając że odbędzie się wyścig wirtualny, a kto się nie zgadza, zostanie mu potrącona opłaca administracyjna - zakomunikował Tomasz Zakolski.

- To nieprawda - odpowiada Piotr Jakóbik. - Przez kilka tygodni przed odwołaniem wyścigu nie prowadziliśmy komunikacji zachęcającej nowych zawodników do rejestracji. Nie byliśmy pewni, czy będziemy mogli zorganizować zawody. Był to okres, kiedy wprowadzano w Polsce ograniczenia związane z pandemią. Do 9 kwietnia zawodnicy zgodnie z regulaminem mogli wystąpić o zwrot jednej czwartej opłaty wpisowej. Nigdy nie było możliwości otrzymania pełnego zwrotu. Nasza propozycja, czyli zwrot z potrąceniem 100 zł, jest bardziej korzystna niż regulaminowy zwrot kwoty. Zwracamy - w zależności od wpłaconej kwoty - od 50 procent do 75 procent wpisowego. Kierowany pod naszym adresem zarzut, że czekaliśmy do 9 kwietnia, aby pozbawić kolarzy możliwości otrzymania zwrotu wpisowego, jest absurdalny.

Nie poinformowali uczestników

Tu zaczyna się główna oś sporu - czy organizator miał prawo pobrać od uczestników 100 zł, choć wyścig się nie odbył? Czy miał prawo przerzucić na uczestników ryzyko związane z odwołaniem imprezy, choć wcześniej nie informował o takiej ewentualności? Można sobie wyobrazić, że Gran Fondo zostanie anulowane nie z powodu epidemii, ale np. katastrofy budowlanej, wybuchu gazu na trasie czy innego dużego wypadku losowego. Jak firma była przygotowana na taką ewentualność?

- Imprezy sportowe tego typu są wyłączone z przepisów, które mówią, że uczestnikom należy się zwrot pełnego wpisowego w przypadku rezygnacji ze startu zgłoszonej przez samego zawodnika. Jeśli zawodnik poinformowałby organizatora na tydzień przed startem o rezygnacji, to organizator ma prawo odmówić zwrotu pieniędzy - stwierdził Piotr Jakóbik ze Sport Evolution.

CZYTAJ TAKŻE Czesław Lang: Koronawirus jest gorszy niż wojna. Bo nie znamy wroga (wywiad)

Czemu nie poinformowali uczestników, że ci mogą stracić część wpisowego, gdyby impreza się nie odbyła? - Zwykle organizator zastrzega sobie prawo odwołania imprezy bez podania przyczyny, jednak nikt nie wpisuje do regulaminu, co dalej robić w takiej sytuacji. Jest coś takiego jak siła wyższa, jednak nie chcę wchodzić w kruczki prawne. Dla nas to sytuacja, z jaką wcześniej nie mieliśmy do czynienia, a każda impreza która się nie odbędzie, to dla nas strata - dodał. - Oczekiwania uczestników wyścigu oparte są na prostym założeniu: nie ma imprezy, więc powinienem dostać pełne wpisowe z powrotem. Rozumiem, ale to niemożliwe. To nie była nasza decyzja, ale narzucona przez rząd, a nie ma jednego standardowego modelu postępowania w takich wypadkach.

Innego zdania jest Tomasz Zakolski. - Możemy się spierać, czy ustawa o COVID jest zgodna czy niezgodna z prawem. Rozmawiałem z urzędnikami z UOKiK, którzy twierdzą, że w tym przypadku stosuje się paragraf 495 kodeksu cywilnego i organizatorzy muszą oddać pieniądze. Płacę za usługę, której nie dostałem i nie rozumiem, czemu miałbym brać na siebie ryzyko organizatora. Jeśli spowoduję wypadek, jestem winny, ubezpieczam się na taką ewentualność. Ale w tym wypadku? Wygląda jakby Sport Evolution próbował na uczestników zrzucić swoją odpowiedzialność.

Jedyna droga to prokuratura

Innym zarzutem w stronę Sport Evolution jest komunikacja z niezadowolonymi klientami. - Jest dużo pytań, ale ignorują nas. Dlatego zawiadomiliśmy prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa i oszustwa. Uważamy, że organizatorzy wiedzieli o negatywnej opinii, co by oznaczało, że będą musieli zmienić trasę, jednak nas ciągle informowali, że pierwotne plany się nie zmieniają. To drastyczna, ale jedyna droga, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. To pozwoli dotrzeć nam do dokumentów związanych z wyścigiem. Nie wiemy na przykład, jakie i czy rzeczywiście organizatorzy ponieśli koszty w związku z przygotowaniem do wyścigu, nie wiemy ile zapłacili za wyłączenie dróg z ruchu. Wątpliwości jest więcej.

Dla obu stron odwołanie imprezy to koszty. Uczestnicy argumentują, że musieli dodatkowo zarezerwować np. nocleg, za co nikt im pieniędzy nie zwróci, a tymczasem Sport Evolution uznał, że to firmie należy się wsparcie i potrącił od każdego z uczestników po 100 zł. Czemu nie można przenieść imprezy na przyszły rok, a wtedy wpisowe zachowałoby swoją ważność?

Piotr Jakóbik: - Przyczyna jest prosta: nie wiemy, jak będzie wyglądała sytuacja z epidemią. Nie wiemy, czy w przyszłym roku miasto Gdynia oraz nasi sponsorzy będą w stanie wesprzeć imprezę. Nie wiemy, czy my jako firma przetrwamy ten trudny okres, kiedy de facto przez wiele miesięcy odgórnie zabrania nam się robić tego, z czego się utrzymujemy. Podsumowując - nie wiemy, czy impreza za rok się odbędzie. Obiecywanie zawodnikom startu w 2021 w ramach wniesionej w tym roku opłaty wpisowej, byłoby obietnicą bez pokrycia.

CZYTAJ TAKŻE To będzie inny niż zwykle Tour de Pologne. Polskie gwiazdy na starcie i brak kibiców przez koronawirusa

Tomasz Zakolski: - Są imprezy tego samego organizatora przeniesione na przyszły rok, gdzie wpisowe można przenieść. Uważamy, że nie ma pewności, czy organizator dostałby zgodę na zaplanowaną trasę, zarówno na ten, jak i przyszły rok.

Chodzi o to, że starostwo wejherowskie wydało negatywną opinię dotyczącą przebiegu trasy Gran Fondo. Dochodzi do tego budowa biegnącej od Szczecina do Trójmiasta drogi ekspresowej S6 (prace potrwają do 2022 roku), a organizatorzy mogli nie dostać zgody na zamknięcie jezdni przewidzianej na wyścig. Piotr Jakóbik powiedział, że jedynym powodem odwołania imprezy jest koronawirus, bo Sport Evolution zawsze zwraca się do zarządców dróg zaplanowanych na kolarską rywalizację. - To standardowa procedura uzyskania pozwolenia na przebieg trasy. W poprzednich latach też zdarzało się, że dostawaliśmy na wstępie negatywne opinie, jednak Gran Fondo zawsze dochodziło do skutku po zaplanowanej trasie i ze wszystkimi wymaganymi pozwoleniami. Organizacja wyścigu nie była w żaden sposób zagrożona - ocenił dyrektor Sport Evolution.

W tym roku organizatorzy nie zdążyli uzgodnić wszystkiego ze starostwem wejherowskim, bo wybuchła epidemia i masowe imprezy zostały odwołane. - Jesteśmy przekonani, że gdyby nie pandemia, takie porozumienie zostałoby osiągnięte także w tym roku. Odbyliśmy rozmowy ze wszystkimi zainteresowanymi stronami i usunęliśmy wątpliwości co do przebiegu trasy - powiedział dyrektor Jakóbik.

Gran Fondo ostatecznie odbył się w internecie, choć i w tym wypadku uczestnicy mieli pretensje do organizatorów (chodziło o przebieg trasy). Udział wzięły 154 osoby. Sport Evolution już zaprasza na zimową edycję wyścigu wirtualnego.

CZYTAJ TAKŻE Robert Kubica znowu dał popis w wirtualnym Tour de Pologne. Musiał jednak uznać wyższość jednego rywala

CZYTAJ TAKŻE Kolarstwo. Wypłynęły informacje o zarobkach kolarzy. Michał Kwiatkowski w czołówce

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Kto ma rację w sporze związanym z Gran Fondo Gdynia?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (2):

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×