Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

NBA: Rockets i Cavs doprowadzili do remisu!

Houston Rockets znakomicie spisało się w drugiej połowie i ostatecznie wyrwało zwycięstwo nad Clippers. Do remisu w półfinałowej rywalizacji doprowadzili również Cavaliers.
Patryk Kurkowski
Patryk Kurkowski

Zabrakło go już w pierwszym meczu, ale wtedy dość nieoczekiwanie udało się wygrać. Tym razem nieobecność Chrisa Paula, spowodowana urazem, była bardziej odczuwalna. Clippers do przerwy radzili sobie znakomicie. Grali skutecznie i w drugiej kwarcie dyktowali warunki gry. Goście objęli prowadzenie i mieli dziewięć punktów przewagi. To stawiało ich w komfortowej sytuacji.


Tyle że w drugiej części spotkania znacznie lepiej spisały się Rakiety. Nie była to wcale zasługa James Harden, lecz jego kolegów. Zaczął Trevor Ariza, a w sukurs poszli mu Dwight Howard, Jason Terry czy Terrence Jones. Za ich sprawą gospodarze rozkręcili się do tego stopnia, że deptali po piętach rywalowi, który miał coraz większe problemy w ataku. Dopiero pod koniec trzeciej kwarty dołączył się 25-letni koszykarz, celnie wykonujący rzuty osobiste.

Chwilę później Harden i Ariza zagrali wyśmienicie w ofensywie. Zdarzały im się błędy, ale były nieistotne w obliczu świetnej skuteczności - zarówno spod kosza, jak i z dystansu. Rakiety wypaliły i 8,5 minuty przed końcem meczu miały dziewięć "oczek" więcej od ekipy z Miasta Aniołów.

Austin Rivers próbował jeszcze ratować Clippers, ale na to było już za późno. Brodaty na finiszu był nie do zatrzymania i poprowadził swój zespół do pierwszej wygranej w tej serii. Oznacza to, że drużyna z Teksasu doprowadziła do remisu w serii.

Wspomniany wcześniej Harden zdobył aż 32 punkty oraz dołożył 7 asyst i 3 zbiórki, ale świetnie spisali się też Howard (24 punkty, 16 zbiórek) czy Ariza (15 punktów, 13 zbiórek).

U gości najskuteczniejszy był Blake Griffin, autor 34 punktów, 15 zbiórek oraz 4 asyst. Bezbłędny w rzutach z gry był DeAndre Jordan (16 punktów, 12 zbiórek), a nieźle spisali się Rivers (10 punktów) i Jamal Crawford (19 punktów). Temu ostatniemu brakowało jednak skuteczności, zwłaszcza za trzy.

Cavaliers szybko dali do zrozumienia, że druga porażka nie wchodzi w rachubę. Prawdę mówiąc, gdyby gospodarze ponownie polegli, to ich szanse drastycznie by spadły. W obecnej sytuacji nadal wszystko jest możliwe.

LeBron James i spółka pozamiatali już w pierwszej kwarcie. Podopieczni Davida Blatta znakomicie weszli w mecz i już po niespełna dwóch minutach prowadzili 10:2. A to był dopiero początek. Nie tylko LBJ w ich szeregach spisywał się bardzo dobrze. Zza łuku spustoszenie siał Iman Shumpert, a pod koszem skuteczny był Timofej Mozgow. Pod koniec do wymienionego tercetu dołączyli Kyrie Irving i James Jones.

Bulls byli bezradni. Nie potrafili zatrzymać przeciwnika, a sami borykali się ze sporymi problemami w ataku. Zawodził Derrick Rose, który notorycznie pudłował. Zresztą gwiazda Byków swoje pierwsze punkty zdobyła dopiero w ostatniej akcji pierwszej odsłony. Oprócz tego wielu graczy popełniało faule bądź też błędy. Próby Mike'a Dunleavy'ego czy Jimmy'ego Butlera z dystansu były nieudane. Nic dziwnego, że ekipa z Chicago tak szybko znalazła się w poważnych tarapatach.

Prawdę mówiąc, tu już nie było mowy o wyrównanej walce. Zespół z Cleveland ustawił całe spotkanie. Przewaga była ogromna i mimo że czasami Bulls czasami udawało się ją zmniejszyć, to dystans nadal był wielki. Nie było mowy o zbliżeniu, zwłaszcza że wszystkie pilnowali James i Shumpert.

W trzeciej odsłonie był fragment, kiedy Chicago wlało w siebie nadzieję. Zawodnicy Toma Thibodeau znacząco przecież zredukowali deficyt, ale wówczas na posterunku byli LBJ i Jones. Cavs przypieczętowali zwycięstwo bez najmniejszych trudności i doprowadzili do remisu w serii. Wielka w tym zasługa Jamesa, ale też pozostałych wymienionych koszykarzy, którzy też zagrali skutecznie. U Byków najwięcej punktów zgromadził Butler, ale i on nie powalił na kolana swoją dyspozycją.

Houston Rockets - Los Angeles Clippers 115:109 (35:24, 21:41, 27:20, 32:24)
(Harden 32, Howard 24, Ariza 15, Brewer 11, Terry 10, Jones 10 - Griffin 34, Crawford 19, Jordan 16, Redick 12, Rivers 10)

Stan rywalizacji: 1-1

Cleveland Cavaliers - Chicago Bulls 106:91 (38:18, 26:27, 23:26, 19:20)
(James 33, Irving 21, Jones 17, Shumpert 15 - Butler 18, Rose 14, Gasol 11, Gibson 11)

Stan rywalizacji: 1-1

Która seria zakończy się szybciej?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (8):
  • heat_rays_fan Zgłoś komentarz
    Lebron ostatnie swoje serie w playoff z Bulls zaczynał od porażki i kończył czterema zwycięstwami z rzędu. Liczę na taki sam scenariusz teraz :) jak beznadziejne jest wpisywanie czegoś
    Czytaj całość
    takiego to szok: jeśli siedzą trójki to jest dobrze, jeśli nie będzie wpadać to przegrają...no rzeczywiście odkrycie ameryki, tak jak ktos ostatnio o GSW tak napisał. Odpowiadam: logiczne, że jak ktoś będzie trafiał to wygra, jak nie to przegra, na tym polega koszykówka
    • to_my Zgłoś komentarz
      w nastepnych dwoch meczach Chicago zmiecie z powierzchni ziemi Cavs. Wlasciwie tylko jumpshots ratuje Cavs. Jesli siedzą trojki to jest dobrze, jesli nie bedzie wpadac i Bulls poprawią defens
      Czytaj całość
      to Cavs nie ma za wielu atutow przeciwko Bulls
      • TylkoWłókniarz Zgłoś komentarz
        Pierwsza kwarta zadecydowała w Cleveland.James włączył play-off mode i pokazał klasę jednak nie tracę nadziei go Bulls!
        • Maciej Karolczak Zgłoś komentarz
          Duzo nie braklo aby bylo juz 2:0 u siebie clipers pozamiataja houston czemu paul nie pauzowal w meczach z spurs :-( a tak na powaznie to typuje final clipers- memphis. Pozdro dla wszystkich
          • jaet Zgłoś komentarz
            A no właśnie, Bulls (i James) pokazali inną twarz. Moim zdaniem jednak to nie James odwrócił ten mecz, tylko błędy własne Bulls, którzy raz na jakiś czas grają właśnie w taki
            Czytaj całość
            sposób. I kwarta to była jakaś masakra i ustawiła niestety końcowy wynik, bo Cavs to nie Bucks. JRS już wróci, ale braknie pewnie Shumperta. Jak Byki nie będą w kolejnych meczach grały jak po 2 wspólnych treningach, to seria będzie ciekawa, ale jak będą gubili piłkę za piłką, to skończy się w pięciu, góra sześciu meczach dla Cavs.
            • Nielubie Fejsa Zgłoś komentarz
              Kto pisał ten artykuł, gimbus jakiś? Język co najmniej podwórkowy, a sens złapią tylko ci, którzy są mocno w temacie. By nie być gołosłowny: "Brodaty na finiszu był nie do
              Czytaj całość
              zatrzymania". Nawet jeśli już, to brodacz. A jeszcze lepiej np. Niesamowity brodacz. Ale to ew. w książce sensacyjnej, a nie w artykule prasowym. A to nie jedyna śmiesznostaka w artykule. Na stronie głównej w "zajawce artykułu" stoi: Rockets w serii z Clippers prowadzą już 2-0, a Cavs doprowadzili do remisu z Bulls.
              • Pruchin Zgłoś komentarz
                James był innym graczem i Bulls byli bezradni. Zobaczymy w Chicago ... Sam jestem ciekaw czy Cavs dadzą radę bez Lova i J.R.S.
                • pepsiBKS Zgłoś komentarz
                  HOU - LAC - mecz cegieł, ponad 50 trójek wykonanych, wpadło ledwie 11! Jamal miałby celownik na swoim normalnym poziomie, byłoby pewnie 2:0 dla Clippsów i to bez CP3. Cleveland - Chicago
                  Czytaj całość
                  zgodnie z oczekiwaniami, martwi dyspozycja Rose'a. najważniejsze dla Byków będą teraz dwa mecze u siebie. jeśli będzie 3:1, już tego nie wypuszczą.
                  Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                  ×
                  Sport na ×