Celem pierwsza piątka - wywiad z Jakubem Karolakiem, rzucającym obrońcą PGE Turowa

Zdjęcie okładkowe artykułu:
zdjęcie autora artykułu

- Jestem trzecim najbardziej doświadczonym Polakiem w drużynie, więc z tego tytułu mogę powiedzieć, że tak, pierwsza piątka jest moim celem - mówi Jakub Karolak z PGE Turowa Zgorzelec.

Michał Fałkowski: Drzwi dla ciebie są w PGE Turowie mocno uchylone.

Jakub Karolak: Można rzeczywiście tak powiedzieć. Tak się złożyło, że po odejściu Michała Chylińskiego otwiera się przede mną wielką szansa, którą - mam nadzieję - wykorzystam. Wszyscy wiedzą jaka jest sytuacja w PGE Turowie. Jednakże mniejszy budżet nie oznacza, że nie będziemy walczyć o możliwie najwyższe cele.

Trener PGE Turowa Piotr Ignatowicz powiedział wprost, że sezon 2015/2016 będzie inny jakościowo dla zespołu ze Zgorzelca.

- Ale koszykarz wychodzi na boisko po to, by wygrywać. Jak już jesteś na parkiecie to nie patrzysz na to, kto jest twoim przeciwnikiem, tylko grasz tak, aby zwyciężyć. Oczywiście, trzeba patrzeć realnie. Nasze miejsce w ligowej hierarchii na papierze jest niżej, niż było w poprzednich latach, ale w podejściu nas, zawodników, nic się nie zmienia. [ad=rectangle] Celem jest play-off.

- Tak. Celem jest play-off, a później - zobaczymy.

Przyszedłeś do PGE Turowa Zgorzelec dwa lata temu. Pamiętam rozmowę z trenerem Miodragiem Rajkoviciem, który powiedział mi, że w pierwszym sezonie masz się przede wszystkim uczyć, a w drugim będziesz ważniejszym graczem. Tymczasem dla ciebie oba te sezony były bardzo podobne. Ja powiedziałbym, że bardzo obiecujące.

- I mogło być jeszcze lepiej, bo przecież w drugim sezonie miałem trochę kłopotów zdrowotnych, które nie pozwoliły mi zagrać w całej fazie play-off. A przychodząc do Turowa wiedziałem, że robię mądry ruch. Już same treningi z najlepszymi Polakami w naszej lidze, czy z zawodnikami z zagranicy, którzy grali w NBA albo Eurolidze napawały mnie optymizmem. Wiedziałem, że będę mógł się dużo nauczyć, tym bardziej pod okiem takiego fachowca jak Miodrag Rajkoviciem. Dlatego nigdy nie będę żałował tego, że dołączyłem do PGE Turowa dwa lata temu i mam nadzieję, że doświadczenie zdobyte w dwóch ostatnich latach pozwoli mi zanotować jeszcze lepszy sezon w nadchodzących rozgrywkach.

Jakub Karolak w meczu z Rosą Radom
Jakub Karolak w meczu z Rosą Radom

Gdy podpisałeś kontrakt dwa lata temu myślałeś sobie: w pierwszym będę się uczył i łapał epizody, w drugim wejdę do ściślejszej rotacji, a w trzecim stanę się graczem pierwszego planu?

- Powiedźmy, że mniej więcej taki plan był, ale... Nigdy nie da się zaplanować przyszłości z aż takimi szczegółami. W pierwszym sezonie łapałem minuty i grałem, nawet dla mnie momentami więcej, niż się spodziewałem. Natomiast w drugim grałem statystycznie mniej, więc gdy ktoś z boku spojrzałby na to, mógłby powiedzieć: zatrzymał się w rozwoju. A tymczasem trzeba wziąć pod uwagę, że ostatnio mieliśmy silniejszy zespół, niż w moim pierwszym sezonie tutaj. Graliśmy w Eurolidze, przyjechało wielu koszykarzy o wielkiej klasie, więc o minuty było trudniej. Ale ja spędzałem na parkiecie nadal mniej więcej kwartę. Na pewno więc nie cofnąłem się koszykarsko. Przeciwnie, czuję, że cały czas się rozwijam.

Pierwsza piątka to twój cel na sezon 2015/2016?

- Bardzo bym chciał, ale nie tylko ode mnie to zależy. To znaczy inaczej: odszedł Michał Chyliński, odszedł Damian Kulig, Polaków z ograniem w ekstraklasie jest mniej, ja jestem trzecim - po Filipie Dylewiczu i Mateusz Kostrzewskim - najbardziej doświadczonym Polakiem w drużynie, więc z tego tytułu mogę powiedzieć, że tak, pierwsza piątka jest moim celem. Ale trener nic mi nie gwarantuje. Wszystko zależy od postawy na treningach i w meczach.

[b]

Trener Piotr Ignatowicz powiedział tak: "Nie jest jednak tak, że sam Daniel Dillon ma zastąpić Michała Chylińskiego. Australijczyk nie jest typem shootera. Liczę, że tę funkcję w zespole przejmie Kuba Karolak, który ma bardzo dobrze technicznie ułożony rzut i sądzę, że może spełniać się jako killer". Co ty na to? [/b]

- Bardzo miło czytać takie opinie, ale teraz moją rolą jest spełnić oczekiwania trenera i całego klubu wobec mojej osoby.

Czy ta sytuacja finansowa PGE Turowa, która sprawia, że zgorzelczanie nie są już faworytem do gry o medale, to nie są czasem dla ciebie najlepsze z możliwych okoliczności? Wracamy do tego, co było na początku: drzwi są już uchylone, wystarczy je pchnąć.

- To taki zbieg okoliczności, że przez dwa lata "otrzaskiwałem" się w silnym zespole, trenowałem z zawodnikami wyjątkowej klasy i teraz mam możliwość by sam stanowić o sile drużyny.

Przypomnij sobie siebie w 2013 roku i popatrz na siebie teraz. Jaka jest różnica między Jakubem Karolakiem sprzed podpisania umowy z PGE Turowem, a obecnie? Jedna, zasadnicza różnica.

- Przez te dwa lata zrozumiałem koszykówkę. Przychodząc do PGE Turowa z 1. ligi, wydawało mi się, że rozumiem tę grę, ale szybko okazało się, że byłem w wielkim błędzie i żyłem w nieświadomości (śmiech). Dopiero u coacha Miodraga Rajkovicia zacząłem lepiej rozumieć to, co się dzieje na boisku, rozumieć system i zacząłem skutecznie czytać grę.  Były problemy na początku?

- I to niemałe. Ciągle popełniałem błędy, ale to normalne. Podawałem, gdy powinienem rzucać i odwrotnie (śmiech). Ale to tylko taki początek. W miarę jak dostawałem coraz więcej szans na parkiecie czułem się coraz pewniej. Pod koniec pierwszego sezonu było już nieźle.

Przez te dwa lata grałeś średnio nieco ponad kwartę. Nie chciałeś nigdy zmienić zespołu na słabszy, ale taki, w którym mógłbyś grać po 25, 30 minut? Może jakieś wypożyczenie?

- Jestem przeciwnikiem tego typu rozwiązań. Sam po sobie widzę ile same treningi z najlepszymi zawodnikami w Polsce mi dały. Same treningi nie dadzą nic, gdy nie masz przeciwników, od których mógłbyś się uczyć i ich podpatrywać, ale ja miałem to szczęście, że grałem np. przeciwko Michałowi Chylińskiemu. Nie chcę dyskredytować klubów z dalszych miejsc tabeli, ale wychodzę z założenia, że lepiej jest trenować w silnym klubie, niż grać w słabym, w którym dwaj Polacy stoją w rogach, a o wszystkim na parkiecie - niestety za przyzwoleniem trenera - decydują Amerykanie.

Mówi się jednak, że sam trening nigdy nie da tego, co mecz, bo trening nigdy nie odzwierciedli atmosfery meczu, dopingu kibiców, adrenaliny...

- Może i coś w tym jest, ale w moim konkretnym przypadku, same treningi z najlepszymi zawodnikami w Polsce wystarczyły bym notował progres. Ale też trzeba wziąć pod uwagę, że ja naprawdę miałem szczęście: trener, który chciał na mnie stawiać, wokół zawodnicy wyjątkowej klasy i do tego minuty w meczach. Choć też oczywiście poparłem to wszystko ciężką pracą na treningach.

Czyli nie do końca chodzi o same treningi albo mecze, ale też o sytuację w jakiej się jest.

- Tak. 15 minut na parkiecie w zespole, który ma swoje zasady, swój system gry, kontynuację myśli taktycznej są o wiele cenniejsze, niż 30 minut w drużynie bez zasad gry w obronie, w drużynie, która atak opiera o prostego pick and rolla i nic więcej.

Czy to prawda, że mogłeś odejść z PGE Turowa tego lata?

- Słyszałem coś na ten temat, ale to... kompletna nieprawda. Od razu po sezonie wiedziałem, że zostanę w Zgorzelcu. Miałem kontrakt dwuletni z opcją przedłużenia i szybko doszliśmy do porozumienia z prezesem, że wypełnię zobowiązanie do końca.

[b]

Pojawiały się informacje o twoim rzekomym powrocie do Lublina.[/b]

- Jak co roku (śmiech). Jestem stamtąd, więc często łączą mnie z tym klubem. Nic jednak nie było na rzeczy.   Jakie masz oczekiwania w stosunku do siebie na sezon 2015/2016?

- Wygrać jak najwięcej meczów.

Ale mówisz o zespole, a ja pytam cię w kontekście indywidualnym.

- Ale koszykówka to gra zespołowa (śmiech)!

To prawda. Jednak?

- Jeśli PGE Turów będzie wygrywał, ja będę zadowolony. Aczkolwiek chciałbym czuć za rok, że zrobiłem kolejne kroki do przodu, że zanotowałem progres, że jestem lepszym, dojrzalszym graczem.

Czy udział w play-off będzie sukcesem dla PGE Turowa w nadchodzącym sezonie? 

- Tak. Myślę, że będzie, ale mam nadzieję, że tylko pierwszym spośród innych.

Źródło artykułu: