Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Koszykówka. Marcin Dymała nie lubi przegrywać. "Mówią, że ja na boisku i poza nim to dwie różne osoby"

- Dogadałem się z prezesami klubu na część swojego wynagrodzenia. Myślę, że doszliśmy do porozumienia na dobrych, sprawiedliwych warunkach i każda ze stron jest zadowolona. Staram się zrozumieć sytuację - mówi Marcin Dymała z Miasta Szkła Krosno.
Pamela Wrona
Pamela Wrona
na zdjęciu: Marcin Dymała Materiały prasowe / Dariusz Błażejowski(Miasto Szkła Krosno) / na zdjęciu: Marcin Dymała

Pamela Wrona, WP SportoweFakty: 3 sezony trwała pana przygoda ze Spójnią Stargard. Potrzebował pan zmian?

Marcin Dymała, zawodnik Miasta Szkła Krosno: W Stargardzie czułem się bardzo dobrze. Spędziłem tam 3 lata i w żadnym innym klubie nie grałem tak długo, poza moim rodzinnym Ostrowem Wielkopolskim. Czułem się tam jak w domu, nawiązałem znajomości, które są na lata. Świetne mecze, emocje, awans, kibice żyjący koszykówką… to są miłe wspomnienia. Podjąłem jednak taką decyzję, odważyłem się na zmiany. 

Jedni będą uważać, że to zła decyzja, bo jednak zszedłem na niższy poziom. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy teraz zdecydowałbym tak samo. Przede wszystkim zależało mi na tym, aby grać w większym wymiarze czasowym.

ZOBACZ WIDEO: Koronawirus. Ministerstwo Zdrowia opublikowało specjalny film

I w sezonie 2019/20 postawił pan na pierwszą ligę, wybierając Miasto Szkła Krosno.

Wiedziałem jak ma wyglądać moja współpraca z trenerem Marcinem Radomskim. Istotna jest też atmosfera, kibice - aspekty, na które warto zwrócić uwagę, a potrafią wiele zmienić. Głównym czynnikiem jest jednak chęć grania i tym się zawsze kierowałem.

Każdy ma swoje ambicje. Mój przyjaciel Hubert Pabian śmieje się, że czasami mam je aż za wielkie (śmiech). Myślę, że jest to dobra cecha. Ponadto, każdy chce grać jak najwięcej, pełnić ważną rolę w zespole, który walczy o coś więcej.

To był też dziwny sezon. Jak wiemy, zmienił się przepis dotyczący dwóch Polaków na boisku. Każdy wyczekiwał do ostatniej chwili jak to będzie wyglądało. Rozmawiałem ze swoim agentem i podjęliśmy decyzję, że oferta skierowana z Krosna jest satysfakcjonująca i powinienem z niej skorzystać. Mój kolega z Ostrowa, Krzysztof Spała również miał ofertę z tego klubu. Znamy się od dzieciaka i doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby znów grać razem. Udało nam się dopiąć kontrakty, przez cały sezon nawet razem mieszkaliśmy.

Ten koszykarski instynkt się sprawdził? Jak z perspektywy minionych miesięcy ocenia pan tę decyzję?

Szkoda, że ten sezon się skończył i nie było możliwości sprawdzenia tego jak to będzie funkcjonowało w play-offach. Wszyscy wiedzą, jak to wygląda niezależnie od poziomu. Jest duże oczekiwanie na tę część sezonu. Tego już się nie dowiemy. Sezon jednak można zaliczyć na plus. Byliśmy trudnym przeciwnikiem dla każdego zespołu, co pokazują wyniki, często decydowały detale. Trochę brakowało szczęścia. Wśród zawodników były głosy, że w play-offach raczej nie chcieli na nas trafić (śmiech). To pokazuje, że byliśmy niewygodnym rywalem.

Momentami było chyba nerwowo. Można było czuć się jak na rollercoasterze?

Była nerwowa atmosfera, szczególnie po tych meczach przegranych w styczniu. Potencjał był w końcu znacznie większy. Łapaliśmy wiatr w żagle i kto wie, jakbyśmy zakończyli ten sezon, gdybyśmy rozstrzygnęli go na parkiecie? Indywidualnie patrzę zawsze krytycznie na swoją osobę, na swoją grę. Na pewno mogło być lepiej, aczkolwiek sezon zakończył się jak się zakończył. Uważam też, że nie było źle, zaliczam ten sezon mimo wszystko jako pozytywny i myślę, że pełnie swoich możliwości pokazalibyśmy w play-offach.

Skąd ta samokrytyka?

Nie lubię przegrywać, taki charakter mam już od dziecka. Grałem z kolegami czy z bratem i porażki nie przychodziły łatwo. Nie chodzi o względy czysto koszykarskie, bo z kuzynem graliśmy dużo na Playstation i nasza rywalizacja często pochłaniała nas aż za bardzo (śmiech). Wiadomo, że każdy rzut do kosza nie wpadnie, ale każdy chciałby, aby wpadało ich jak najwięcej. Sportowcy mają wolę walki i wspomniane ambicje. U mnie, dużo to kwestia osobowości, chęć rywalizacji. Koledzy z drużyny śmiali się czasami i mówili, że ja na boisku i poza nim to dwie różne osoby. Pamiętam, że nawet w Stargardzie chłopaki śmiali się, że na zwykłych treningach podczas gier 5 na 5 rywalizacja była jak na meczach ligowych. Trener Krzysztof Koziorowicz stwierdził, że niekiedy większe zacięcie i jatka była właśnie na naszych treningach (śmiech).

Można powiedzieć, że w swojej karierze balansuje pan między ekstraklasą a jej zapleczem.

Można tak powiedzieć. Dużo czasu spędziłem w Ostrowie i w moim przypadku było płynne przejście z koszykówki juniorskiej do seniorskiej. Zaczynałem od drugiej ligi, później trenowałem z ekstraklasą i byłem kilkukrotnie w składzie, ale nie dostałem szansy. Miałem wówczas 17 lat. W drugiej lidze byłem pierwszopiątkowym zawodnikiem, występowaliśmy następnie w pierwszej lidze i tych minut było sporo, miałem kogo podpatrywać – Wojtek Szawarski, Tomek Ochońko, Wojtek Żurawski, Łukasz Olejnik, Marcin Kałowski, Tomek Andrzejewski i wielu, wielu innych świetnych graczy.

Pierwszy mój sezon to był wyjazd do Bydgoszczy, dostawałem dużo minut. W połowie sezonu przeniosłem się do GKS-u Tychy i na brak grania nie mogłem narzekać. Następnie podpisałem kontrakt w Koszalinie – to był mój pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie uważam, że to był czas stracony, mimo że tych minut było mniej. Spędziłem go pod okiem trenera Davida Dedka, asystenta Kamila Sadowskiego i Artura Packa, trenera przygotowania motorycznego. Myślę, że zrobiłem duży postęp, bo miałem od kogo się uczyć. Jednak w połowie wróciłem do Ostrowa, ale prawdę mówiąc, myślałem, że trochę inaczej to będzie wyglądać. Czasowo było podobnie jak przedtem, nawet jeszcze mniej niż w AZS-ie. Byłem głodny gry. Pojawiła się propozycja ze Stargardu. Wówczas nie wiedziałem, że będzie to taka historia, która potrwa aż 3 sezony.

W pana odczuciu, jakie są największe różnice między pierwszą ligą a PLK?

Na pewno jest duża różnica w fizyczności. W ekstraklasie, myślę, że pod tym względem jest trudniej. Wiele zależy też od drużyny, bo niektóre są bardziej poukładane, zresztą tak jest również w pierwszej lidze. Jest więcej zawodników "wyskakanych", dobrze przygotowanych fizycznie, kondycyjnie i siłowo do sezonu. Gracze obwodowi, podkoszowi są silniejsi, pewne rzeczy wyglądają inaczej. W tym sezonie w 1.lidze były mecze, które naprawdę były ciężkie i grało mi się trudno - nie spodziewałem się, ze będzie aż tak. Było tak głównie przez podwojenia w obronie, ale wtedy otwierały się pozycje dla moich kolegów, także trzeba szukać pozytywów. Przygotowanie taktyczne pod kątem przeciwnika jest na rożnym poziomie, ale to też zależy od trenera. W Krośnie spotykaliśmy się na wideo średnio 3 razy w tygodniu, także myślę, że było optymalnie.

Dobrze czuje się pan na tym poziomie?

W pierwszej lidze jest większa swoboda w grze, przynajmniej w moim odczuciu. Więcej mogę wziąć na siebie. Jak dochodzą zwycięstwa, celne rzuty, to jest fajnie. Gorzej, jeśli idzie to w drugą stronę, bo jest większa odpowiedzialność indywidualna. Zdawałem sobie sprawę czego trener ode mnie wymaga. Jak byłem w ekstraklasie, wydawało mi się, że w pierwszej lidze będzie łatwiej, chociaż jak wspomniałem, w tym sezonie kilka spotkań zdecydowanie temu zaprzeczyły.

Jak w pana przypadku wyglądają sprawy finansowo-kontraktowe w związku z przedwczesnym zakończeniem sezonu?

Dogadałem się z prezesami klubu na część swojego wynagrodzenia. Myślę, że doszliśmy do porozumienia na dobrych, sprawiedliwych warunkach i każda ze stron jest zadowolona. Staram się zrozumieć sytuację. Nikt się tego nie spodziewał, trzeba było się do tego przychylić i znaleźć rozsądne rozwiązanie. Nie chcę mówić w imieniu wszystkich, bo kontrakty są różne i trzeba rozpatrywać to indywidualnie. Myślę, że trzeba usiąść, wypracować kompromis. Nie jestem szczęśliwy, że jest taka sytuacja – wolałbym dokończyć ten sezon i wcale nie chodzi tylko o sprawy finansowe. Można się dogadać, jeśli się tylko chce. Każdy jest człowiekiem i sądzę, że zrozumie sytuacje – jedni mniej, drudzy więcej, ale należy znaleźć spotkać się gdzieś pośrodku.

Bierze pan pod uwagę przedłużenie kontraktu na kolejny sezon?

Miałem kontrakt tylko na sezon 2019/20. Oczywiście, biorę wszystko pod uwagę. Musimy przeczekać i zobaczyć kiedy wszystko wróci do normy, jak będą wyglądać rozgrywki w związku z pandemią. Mam nadzieję, że to ucichnie, sezon rozpoczniemy normalnie i szybko wrócimy do normalności na każdej płaszczyźnie. Na razie nie myślę o tym, czy zostanę w Krośnie, jest jeszcze wcześnie.

Jak spędza pan czas na kwarantannie?

Czasu rzeczywiście jest bardzo dużo. Zawsze okres wakacyjny poświęcam pracy nad sobą i przygotowaniom do nowego sezonu. Zazwyczaj trenuję 5 razy w tygodniu 2 razy dziennie, a w weekend robię jeden trening i odnowę. Teraz czasu jest więcej, odkąd wróciłem do domu ćwiczę i spędzam aktywnie czas. Mam blisko las – teraz już jest zakaz, więc moje ścieżki trochę się zmieniły (śmiech). Zacząłem robić ćwiczenia siłowe na sprzęcie domowym i czekam aż będę mógł pójść na siłownię, halę czy na boisko.

Nie można spotykać się ze znajomymi, możliwości są ograniczone, więc czas spędzam z najbliższą rodziną, jest czas na inne rzeczy. Gram na Playstation, oglądam seriale i filmy na Netflixie. Mam kilka pozycji do przeczytania, których nie zdążyłem przeczytać w Krośnie. W ten sposób spędzam dni. Zawsze w tym okresie startował żużel, którego jestem fanem, ale również tego teraz brakuje. Jak wspomniałem, cały czas jestem w treningu, chyba już tak zostałem zaprogramowany, bo wydaje mi się, że trenuje nawet więcej niż w sezonie. Staram się wyciągać z tego jak najwięcej pozytywów. Miejmy nadzieję, że szybko wrócimy do normalności, a przyszły sezon ruszy normalnie. Z pewnością z każdej strony będzie duży głód koszykówki!

Zobacz także: Koszykówka. Odroczone marzenia o IO. Piotr Renkiel: Czuliśmy, że już pierwszy turniej może przynieść upragniony awans

Koronawirus. Mama wspierała go z trybun, on wspiera ją gdy idzie do szpitala. "Jest potrzebna nie tylko w domu"

Czy Miasto Szkła Krosno wróci niedługo do PLK?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (1):

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×