Relacje na żywo
  • wszystkie
  • MŚ 2022
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Skoki

Stracił nadzieję. "Umieram. Nie ma dla mnie ratunku"

Usłyszał od lekarzy, by zająć się pogrzebem i pożegnać z rodziną. Były mistrz świata w skoku o tyczce Tim Lobinger nie ukrywa, że to dla niego ostatnie tygodnie życia. - Nie ma ratunku - mówi były sportowiec chory na białaczkę.

Tomasz Skrzypczyński
Tomasz Skrzypczyński
Tim Lobinger Instagram / Na zdjęciu: Tim Lobinger
 - Jestem kompletnie zdrowy, mój organizm jest wolny od jakichkolwiek komórek nowotworowych. Mogę planować swoje życie na kolejne 10-15 lat - mówił wiosną 2019 roku. Wówczas badania wykazały, że po wielu miesiącach walki wygrał walkę z białaczką.

Jest trzy lata później. Były mistrz świata i mistrz Europy w skoku o tyczce Tim Lobinger słyszy od lekarzy, że choroba wróciła, a jego organizm już nie reaguje na leczenie. I dają mu kilka miesięcy życia.

- Załatw wszystkie swoje sprawy, pożegnaj się z rodziną. Śmierć jest bliska - przekonują doktorzy.

Zgodnie ze słowami lekarzy załatwił niedokończone sprawy, zajął się też kwestią własnego pogrzebu. 50-latek wciąż jednak ma nadzieję, że stanie się cud. - Wciąż walczę o każdy dzień życia, by móc być ze swoją rodziną.

"Strach"

Zaczęło się niewinnie. Na początku 2017 roku były znakomity tyczkarz odczuwa coraz większe bóle stawów, potem na jego ciele pojawiły się niepokojące wgniecenia. Wtedy postanowił zgłosić się do lekarza. Coraz bardziej szczegółowe badania przyniosły diagnozę - białaczka.

- Co wtedy czułem. To proste, tylko i wyłącznie strach - nie ukrywał. Wdrożono agresywne leczenie, także przeszczep komórek macierzystych. Po siedmiu miesiącach pobytu w szpitalu i pięciu cyklach chemioterapii Lobinger słyszy wspaniałe wieści, że choroba ustępuje.

Lobinger wraca do pracy w roli trenera personalnego, czuje, jakby narodził się na nowo. Nowotwór łatwo jednak nie ustępuje, po kilku miesiącach znów musi się poddać leczeniu, choć tym razem bez wyniszczającej chemioterapii. Wiosną 2019 roku jest zdrowy i wtedy padają wspomniane na wstępie słowa o planowaniu kolejnych 15 lat (WIĘCEJ TUTAJ).

Niestety, nowe życie niemieckiego sportowca trwa znacznie krócej.

Nawrót

Pod koniec 2021 roku Lobinger dowiaduje się o kolejnym nawrocie choroby. Tak agresywnym, że nie działają żadne formy leczenia. Jedną z szans na zatrzymanie białaczki było leczenie komórkami CAR-T (immunoterapia nowotworów). Nie przyniosło rezultatów.

W lutym tego roku lekarze są wobec 50-latka brutalnie szczerzy. Słyszy od nich, że nie pozostało mu już wiele czasu. - Powiedzieli mi, żebym podomykał niezałatwione sprawy, zajął się kwestią pogrzebu i pożegnał z rodziną. Bo może zostało mi zaledwie kilka miesięcy życia - mówi w najnowszej rozmowie z dziennikiem "Bild".

W krótkim czasie Lobinger bardzo traci na wadze, która spada do 66 kilogramów (przy wzroście 1,93 m - przyp. red.). Jego przemianę widać gołym okiem na Instagramie, gdzie Niemiec od lat regularnie wrzuca zdjęcia ze swojego życia. Nie zamierza jednak szukać współczucia.

Chce pokazać, że pomimo choroby wciąż może być aktywny i cieszyć się chwilami spędzonymi ze swoją rodziną.

Spokój

Przekonuje, że jest pogodzony z losem. - Mój nowotwór jest zbyt agresywny i nie ma dla mnie odpowiedniego leczenia. Umieram, ale zawsze będzie we mnie nadzieja, że zdarzy się cud. Mam jeszcze siłę. Dla rodziny warto jest walczyć o każdy dzień życia - zapowiada.

Tim Lobinger to były halowy mistrz świata w skoku o tyczce z 2003 roku i dwukrotny halowy mistrz Europy (1998 i 2002). Do tego zdobył trzy medale na mistrzostwach Europy na otwartym stadionie - srebra w 1998 i 2006 oraz brąz w 2002.

Jako pierwszy niemiecki tyczkarz w historii pobił granicę 6 metrów. Jego wynik 6,01 m był do 2012 roku rekordem kraju. Podczas kariery jednym z jego trenerów był polski szkoleniowiec Leszek Klima.

Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty

Jeżeli chcesz być na bieżąco ze sportem, zapisz się na codzienną porcję najważniejszych newsów. Skorzystaj z naszego chatbota, klikając TUTAJ.

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (20)
  • Robertus Kolakowski Zgłoś komentarz
    życie jest z natury niesprawiedliwe
    • yes Zgłoś komentarz
      Redaktor ma zajęcie...
      • Marcin Bnasia Zgłoś komentarz
        Niestety życie nie jest sprawiedliwe, babunia zmarła mając 96 lat , pila flaszkę lub dwie dziennie i wypalała 3 paczki ekstra mocnych, przez ostatnie 35 lat nie wychodziła z domu ,
        Czytaj całość
        robiliśmy jej zakupy albo dzwoniła do spożywczaka na parterze i jej przynosili coś do zjedzenia ... odżywiała się smalcem z kluskami i cebulką i ważyła ponad 90kg na 1m50 .... marzyłem że dostałem jej geny , 45 lat diagnozują mi zator , 99% , dwa stenty i mam stricte dietę, nie pic nie palić i 2kg lekarstw codziennie ... syf syf !
        • Stevie Wonder Zgłoś komentarz
          50 lat to za mało. Oby kostucha Ci odpuściła jeszcze. Pogodzić się - to jest wyjście. Wszyscy w końcu tam trafimy choć nie myślimy o tym. Trzymam kciuki za Twoją formę.
          • Wacek Wołomin Zgłoś komentarz
            Hejka. Też 35 lat walczę z chorobą. Różni lekarze, itd. Bez rezultatu. Mam 50 i sił już brakuje. Modlitwa, Częstochowa itd. Zdrowy mówią, głowa chora. Uraz z młodości. Chu...wo. Ale
            Czytaj całość
            tak jest. Cieszcie się każdą chwilą
            • Trampek 45 Zgłoś komentarz
              Podobno bez odżywek kolarz może jedynie gdzieś na szarym końcu ukończyć etap tour de .france. podobnie jest z innymi dyscyplinami. Bez odżywek można trenować ile da fabryka i
              Czytaj całość
              oczywiście z wybitnym talentem i nic nie osiągnąć poza którąś tam ligą . Widziałem młodych piłkarzy, którzy padli na boisku i już nie wstali. Tylko bez odżywek pewnie by żyli.
              • apollo Zgłoś komentarz
                Mój dziadek przeżył ponad 70 lat a palił i pił całe życie alkohol, denaturat, wodę brzozową i co tylko miało kopa, wycięte miał pół żołądka bo miał wrzody w wieku 65 lat
                Czytaj całość
                odnalazł pierwszą miłość z czasów młodości i odszedł od babci w czasie wojny był na robotach w Niemczech spał gdzie popadnie na dworze podczas deszczu i nie miał nawet kataru a ja w wieku 40 lat dostałem białaczki na razie jest w remisji 13 rok ale inne choroby też mnie nie omijają a nie paliłem i ani grama alkoholu nie wypiłem i byłem sportowcem , nie użalam sie nad sobą tylko piszę jak życie potrafi być nie sprawiedliwe, ..wa mać
                • sondor Zgłoś komentarz
                  Postaraj się walczyć, albo "rozmawiaj" z chorobą, ale się nie poddawaj i myśl pozytywnie, prawda nie mam choroby onkologicznej, ale już choruję na nieuleczalną chorobę 41 lat
                  Czytaj całość
                  i jakoś z nią się z nią dogaduję - spróbuj to samo robić - powodzenia, a wszystko będzie dobrze!!!
                  • Sara Kos Zgłoś komentarz
                    Pamiętam mojego sąsiada który odszedł kilka miesięcy temu. Też był chory na raka ale płuc. Zdrowy , pełen życia, aktywny człowiek. Poszedł do lekarza który oznajmił mu to samo ,
                    Czytaj całość
                    aby pozamykał swoje sprawy bo wiele mu nie zostało. Z dnia na dzień z człowieka uśmiechniętego, szczęśliwego stał się swoim cieniem.. Zmiotło chłopa w ciagu 2 miesięcy. Nikt nie mógł w to uwierzyć . Moja babcia zmarła na raka nerki. Też lekarz jej powiedział ,że zostało jej 3 miesiące życia. I tak właśnie było . Dokładnie od diagnozy i tej informacji minęły 3 miesiące i babcia odeszła. Niestety ale to są realia. Można wierzyć ,że się wydarzy cud . Ale prawda jest taka, że to mało prawdopodobne. Dlatego z jednej strony się nie dziwie a z drugiej mnie wkurza to jak się zbiera pieniądze na tych wszystkich portalach na leczenie kogoś kto ma diagnozę rak stadium 4. Przecież 4 te stadium to ostanie , nie ma ratunku a jednak ludzie jeszcze wierzą , że da się cos zrobić .Mówi się , ze nadzieja umiera ostatnia. Ludzie nie przyjmują tego do wiadomości i chwytają się wszystkiego. Osobiście bardzo współczuję tym ludziom bo wiem rzez co przechodzą po takiej diagnozie . Lęk, strach, rozpacz. Nie wierzę jak ktoś mówi, że się pogodził z losem. Nikt nie jest gotowy i nie ma ludzi którzy się godzą z tym. Nie ma ! Nawet moja teściowa która zmarła też na raka. Babka ponad 80 lat , zmęczona życiem i chorobą ale chciała nadal żyć i nie mogła się pogodzić ,że to już jej czas.
                    • john2000 Zgłoś komentarz
                      Śmierć to taki głębszy sen. Będzie powrót do życia na ziemi. Casus Łazarza (Ew. Jana 5, 28).
                      Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                      ×