Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Robert Lewandowski: Czasem chciałbym umieć znikać

Paweł Kapusta
Paweł Kapusta


Twoje życie to ciągłe poddawanie się pod ocenę. Trudno się było przyzwyczaić, że cokolwiek byś nie zrobił, wszyscy mają na twój temat coś do powiedzenia?

Przyzwyczajałem się do tego latami. To jest właśnie życie pod ciągłą presją, oczekiwaniami. Zajęło mi to jakiś czas, by się tym nie przejmować. Bywają ludzie, którzy lubią oceniać innych, wyciągać różne wnioski. Również po to, by usprawiedliwić siebie. Wiadomo, każdy z nas zrobiłby wszystko lepiej. Aby wejść ponad to, trzeba zrozumieć, skąd się biorą takie oceny, z czego wynika taka sytuacja.

Zaakceptowałem, że podstawowa zasada brzmi: jeśli coś robisz, podejmujesz jakiekolwiek działanie, ktoś stojący z boku może cię za to ocenić. To dotyczy każdej aktywności ludzkiej, tyle tylko że profesjonalny sport generuje potężne zainteresowanie. Dlatego w przypadku sportowców jest to tak mocno dostrzegane.

Musiałem się nauczyć żyć z presją. I umieć ją przekładać na coś pozytywnego. Tak staram się do tego podchodzić: by presja, oceny motywowały mnie do pracy, osiągania sukcesów. Jeszcze kilka lat temu powiedziałbym ci, że mnie to obciąża. Dziś już ci nie powiem, że wpływa to negatywnie na moja psychikę. Zaakceptowałem to. Nie traktuję tego jako problem, obciążenie. Wręcz przeciwnie. Motywuje mnie.

Mówisz o kwestiach sportowych, boiskowych. Ale to się też przekłada na każdy aspekt życia. Przykład: przeznaczacie z żoną milion euro na walkę z pandemią, a oprócz braw słychać też gwizdy. Bo Lewandowski powinien dwie bańki euro dać, a nie bańkę euro.

Świata nie ulepszę. Poza tym nie da się uszczęśliwić wszystkich. Tego też musiałem się nauczyć.

A to, o czym mówisz... Po prostu nie zwracam na to uwagi. Ale żeby było jasne: nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce. Lewandowski nie jest przecież idealny, nie robi wszystkiego dobrze. Czasem się pomylę, powiem coś źle. Ktoś mi to wypomni – OK. Przyjmuję, wyciągam wnioski i staram się już podobnych błędów w przyszłości nie popełniać. Ale coś takiego? Jeśli coś jest wręcz irracjonalne, idę dalej. Gdybym przejmował się każdym dziwnym słowem na mój temat, nie robiłbym w życiu nic innego. Jest mi to do niczego niepotrzebne.

Pomijając to wszystko - co cię skłoniło, by tak mocno zaangażować się w pomoc w walce z koronawirusem?

Sytuacja z koronawirusem dotknęła każdego. Obserwowaliśmy z Anią, co dzieje się wokół. Śledziliśmy doniesienia. Słyszeliśmy, jak wygląda sytuacja w szpitalach. Pomyśleliśmy, że jeśli taki gest miałby okazać się pomocny, to dlaczego mielibyśmy go nie wykonać? Wymagała tego sytuacja. Mam nadzieję, że pracownikom wszystkich zakaźnych szpitali, do których trafiła pomoc, pracowało się i pracuje dzięki temu choć trochę łatwiej. A co najważniejsze, że pomogliśmy chorym.

Śledziłeś później, jak ta pomoc jest rozdysponowywana?

Nie dotarły do mnie jakieś konkretne przypadki, nie chcę też uderzać w wysokie tony. Jeśli jednak zakupiony z tych pieniędzy sprzęt dzisiaj, jutro, za miesiąc czy za rok ma pomóc w wyleczeniu kogoś albo nawet w uratowaniu komuś życia, to jest to dla mnie największa satysfakcja.

Ponoć nie lubisz mówić komu, kiedy i gdzie pomogłeś. Ale chyba sprawia ci to przyjemność. Jak w ostatnią niedzielę, gdy po strzelonym golu wykonałeś pewien gest.

Niedawno miałem przyjemność rozmawiać z "CukierAsami". Tak nazywa się stowarzyszenie skupiające dzieci chorujące na cukrzycę, ale przy tym kochające piłkę. Podczas tej rozmowy zostałem spytany, czy po powrocie na boisko mógłbym im zadedykować gola. Ustaliliśmy taki znak – "C". Pamiętałem o tym w meczu z Unionem, więc po strzeleniu gola pokazałem gest do kamery, pozdrowiłem ich. To gest w kierunku tych wszystkich dzieciaków, które nie mają łatwo, muszą sporo w życiu przejść. Słowa dotrzymałem i mam nadzieję, że sprawiłem im choć trochę radości.

Mecz z Unionem był pierwszym po odmrożeniu rozgrywek. Wiązało się to z ogromnym reżimem sanitarnym, koniecznością tygodniowej kwarantanny przed pierwszym gwizdkiem. Jak te zasady wyglądają teraz? Wróciłeś w ogóle do domu po meczu w Berlinie?

Tak, kwarantanna była tylko przed pierwszym meczem. Wtedy byliśmy odizolowani przez cały tydzień. Teraz pewne obostrzenia wciąż obowiązują, wciąż musimy uważać, unikać kontaktów, ale w kolejnych dniach będzie to już wyglądało normalniej. Nie jesteśmy poddani kwarantannie.

Jeśli jakaś liga miała wrócić do grania jako pierwsza, to w Niemczech. Żyjesz tam już od lat i pewnie wiesz, o czym mówię.

Tak, Niemcy są bardzo rozwinięci pod względem medycznym. Szybko nastąpiła stabilizacja. Uznali, że są gotowi, by ostrożnie wracać do normalności. Powrót Bundesligi, na razie w takiej formie, bez kibiców i z zachowaniem procedur, to taki pierwszy krok. Powoli będzie to zmierzać w dobrym kierunku.

Trudno się było "odrdzawić" pod dwóch miesiącach bez meczu? To, co pokazaliście, to była forma jak sprzed pandemii?

Trzeba złapać nowy rytm meczowy, żeby wiedzieć jak wszystko w kolejnych meczach będzie wyglądać i na co musimy być przygotowani. Wiedzieliśmy teoretycznie, czego się spodziewać. Jednak będziemy potrzebować jeszcze z jeden, dwa mecze do tego, żeby się przyzwyczaić. A potem powinno być już z górki. Niedzielny mecz był na razie pierwszym krokiem w kierunku grania na normalnym poziomie. By czuć się normalnie. By przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Nikt też nie mógł oczekiwać, że będzie to wyglądało jak w meczach z kibicami na trybunach. Wychodzisz na boisko, nie ma dopingu, okrzyków. Dawnych przyzwyczajeń. Brakuje tak ważnej składowej meczu, brakuje tej niesamowitej atmosfery, którą tworzą właśnie kibice. Tego nie ma i jakiś czas po prostu nie będzie. Musimy się też i do tego przyzwyczaić.

Przy pustych trybunach to jednak trochę jak inna dyscyplina sportu.

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek grałem w meczu, w którym nikogo nie było na stadionie. Inaczej się to czuje. Potrzeba czasu, by się przyzwyczaić do nowych realiów. Ale gdy w poniedziałek oglądałem wieczorny mecz Werderu, to też już wyglądało zupełnie inaczej. Przy jupiterach korzystniej niż mecz w sobotę o 15:30, w pełnym słońcu, z normalnie widocznymi, pustymi trybunami. To robi różnicę w kontekście odbioru meczu. Wszyscy - piłkarze, kibice - musimy to zaakceptować. I doceniać, że w ogóle się coś ruszyło.

Sam zacząłeś jednak bardzo dobrze, od gola. Tydzień temu rozmawialiśmy ze Sławkiem Peszką i spytaliśmy go o ciebie w kontekście rekordów. Ponoć po meczach, w których Bayern wygrywa bardzo wysoko, a ty strzelasz tylko jednego gola, jesteś lekko wkurzony, bo powinieneś dwa. Stąd moje pytanie: atakujesz rekord Gerda Muellera w tym sezonie czy to jednak za daleko?

Wiem, że wszyscy o tym rozmawiają, ale ja się na to nie napalam. Żeby to było w ogóle realne, musiałbym zaliczyć dwa-trzy mecze z kilkoma bramkami. Tego nie da się przecież zaplanować. Warto też pamiętać, że kilka meczów już mi uciekło. Podchodzę do tego na spokojnie. Gdybym się na to napalał, wtedy na pewno by mi się nie udało tego dokonać. Najpierw chcę pobić swój rekord w sezonie, a później zobaczymy co dalej.

W przyszłym tygodniu gracie z Borussią. To będzie mecz o mistrza? BVB pokazała z Schalke naprawdę dobrą piłkę.

Na pewno w naszym kontekście, zrobimy wielki krok do mistrzostwa, jeśli wygramy. Oczywiście, wiele rzeczy może się jeszcze zdarzyć, ale mamy przewagę w tabeli. Będziemy robili wszystko, by co najmniej ją utrzymać. Jeszcze lepiej będzie ją powiększyć. Piłkarze Borussii wiedzą, że jeśli stracą z nami punkty, będzie im o wiele trudniej w walce o mistrzostwo.

Paradoksalnie pandemia przytrafiła się w idealnym momencie. Dzięki temu miałeś stuprocentową pewność, że będziesz przy Ani, gdy przyjdzie na świat wasza druga córka. Jak się odnajdujesz w roli podwójnego taty?

Bardzo dobrze. Wiadomo, początki dla taty są na pewno o wiele mniej absorbujące niż dla mamy. Tego kontaktu tata ma mniej, ale na pewno z każdym tygodniem będzie się to zmieniało. Wtedy dla ojców jest inaczej, pojawia się większy kontakt, reakcje. W pierwszych tygodniach maluch głównie je i śpi, to mama jest wtedy najbliżej.

Za imieniem Laura kryje się jakaś historia?

Zaskoczę cię, nie ma historii. To imię po prostu nam się podobało. Chodziło nam od dawna po głowie.

Bundesligę możesz oglądać na kanałach Eleven Sports w WP Pilot

Czy według ciebie Robert Lewandowski zdobędzie w sezonie 2019/20 koronę króla strzelców Bundesligi?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (58):

Zobacz więcej komentarzy (45)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×