"Marzy mi się". Reprezentantka Polski ujęła wszystkich swoją szczerością

- Myślę, że zrobiłyśmy progres i idziemy wciąż naprzód. Tym meczem "na styku" z Danią, udowodniłyśmy, że jesteśmy drużyną, na którą warto stawiać - podkreśliła Daria Michalak. Aż trudno się nie uśmiechnąć, po tym co powiedziała później.

Małgorzata Boluk
Małgorzata Boluk
Daria Michalak Materiały prasowe / ZPRP / Paweł Bejnarowicz / Na zdjęciu: Daria Michalak
W tegorocznych eliminacjach do ME 2024 piłkarek ręcznych Polki mają spory komfort, ponieważ trafiły do trzyzespołowej grupy z Danią i Kosowem, z której na imprezę awansują aż dwie drużyny. Ich ambicje sięgają jednak znacznie wyżej niż tylko zwycięstwa z ekipą z południowej Europy, co mogliśmy zauważyć w trakcie środowego meczu w Lubinie.

Biało-Czerwone na starcie ze skandynawską potęgą wyszły bez żadnych kompleksów i dostarczyły kibicom wielu sportowych emocji. Przegrały 22:26 (---> RELACJA), ale Dunki musiały się solidnie napracować, żeby sięgnąć w stolicy polskiej miedzi po komplet punktów.

- Cieszę się, że w dużym wymiarze czasu dotrzymywałyśmy tempa Dunkom, ale wiadomo, to nie jest mecz wygrany, tak więc nie do końca jestem szczęśliwa. Myślę jednak, że zrobiłyśmy progres i idziemy wciąż naprzód. Tym meczem, naprawdę na styku przez praktycznie całe 60 minut, udowodniłyśmy, że jesteśmy drużyną, na którą warto stawiać - powiedziała po ostatnim gwizdku sędziów Daria Michalak.

ZOBACZ WIDEO: "Cudowna dziewczyna". Tymi zdjęciami Brodnicka zachwyciła

- To są rywalki światowej klasy i medalistki każdej większej imprezy. To jest pozytyw tego meczu, że grałyśmy jak równy z równym. Na koniec można powiedzieć, że zabrakło nam chłodnej głowy. Za szybko oddawałyśmy rzuty. Trener mówił w szatni, żebyśmy troszkę bardziej przygotowały tę akcję i poczekały do pewnej pozycji niż rzucały z pierwszej czy drugiej piłki. Myślę, że przez to Dunki nam odskoczyły - oceniła reprezentacyjna lewoskrzydłowa.

Polki mogły liczyć w środę na bardzo duże wsparcie w bramce. Niesamowitym refleksem i intuicją wykazywała się Adrianna Płaczek, która zaliczyła dziesięć skutecznych interwencji, w tym kilka naprawdę spektakularnych. - Jest naszą ostoją, tak samo zresztą jak Basia Zima - powiedziała Daria Michalak.

- Dwie bramkarki na bardzo wyrównanym poziomie. Cieszę się, że tak wiele piłek wybroniła, z których mogłyśmy grać później szybkie kontry. Częściej jednak te pośrednie niż bezpośrednie - dodała zawodniczka, która w meczu z Danią rzuciła cztery bramki.

Zresztą, Daria Michalak grała w środę "u siebie", ponieważ na co dzień występuje w barwach KGHM MKS Zagłębia Lubin i zna tę halę od podszewki. Nigdy przedtem jednak z taką atmosferą na trybunach, jaka miała miejsce podczas meczu z wicemistrzem Europy się nie spotkała.

- Ojej, ja pierwszy raz coś takiego przeżyłam i to naprawdę niesamowite uczucie! Marzy mi się, żeby było tak na każdym meczu. Co tutaj grałyśmy w Lubinie, to hala się zapełniała, ale spotkaniu z Danią towarzyszyła naprawdę wyjątkowa atmosfera - cieszyła się "Zawi", a na koniec ujęła wszystkich swoją szczerością.

- Myślę, że powolutku będziemy pięły się w górę. Chociaż… Nie, nie powolutku! Mam nadzieję, że szybko, jak najszybciej! - poprawiła się skrzydłowa polskiej kadry.

Do rewanżowego starcia z Danią w dojdzie w sobotę (2 marca) w Ballerup o godzinie 16:00. W kwietniu, również w ramach eliminacji do EHF EURO 2024, drużyna Arne Senstada rozegra dwa mecze z Kosowem - w Zielonej Górze oraz Prisztinie.

Czytaj także: Orlen Wisła wyrwała remis. "Nie jesteśmy zadowoleni" Mistrz Polski był spisywany na straty. Co za mecz w EHF Champions League

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×