Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Zawalił olimpijską "drużynówkę". Cztery lata później Masahiko Harada odkupił winy

"Kariera między triumfem a katastrofą" - pisali o nim dziennikarze. Potrafił pobić rekord skoczni, potrafił także oddać najkrótszy skok. Masahiko Harada fundował kibicom nieoczekiwane emocje podczas dwóch drużynowych konkursów olimpijskich.
Michał Fabian
Michał Fabian
Masahiko Harada podczas konkursu drużynowego igrzysk w Nagano Getty Images / Frank Peters / Na zdjęciu: Masahiko Harada podczas konkursu drużynowego igrzysk w Nagano

Przepis na sukces w "drużynówce"? Osiem równych, dobrych skoków. Żaden z zawodników nie może ani na moment stracić koncentracji, bo jedna zła próba może drogo kosztować cały zespół. Wiedzą coś o tym Japończycy, a zwłaszcza Masahiko Harada. Skoczek, który swoim kibicom potrafił podnieść ciśnienie.

W latach 90. był jednym z najlepszych zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni, odnosił sukcesy na arenie międzynarodowej. Do historii przeszły jego dwa triumfy na mistrzostwach świata (w 1993 r. w Falun w konkursie na normalnej skoczni i w 1997 r. w Trondheim - na dużej skoczni). Największą sławę przyniosły mu jednak igrzyska. Startował w nich aż pięciokrotnie.

W debiucie w Albertville (1992) otarł się o medal. Dwa razy zajmował czwarte miejsce (na dużej skoczni i drużynowo). Rok później zdobył wspomniany tytuł mistrza świata i na kolejne igrzyska - w 1994 r. do Lillehammer - udawał się jako jeden z kandydatów do medalu. Na dużym obiekcie był trzynasty, ale dwa dni później stanął przed niepowtarzalną szansą na zdobycie pierwszego w karierze mistrzostwa olimpijskiego.

"Gratuluję złota" - usłyszał od Niemca

Na Lysgårdsbakken Japończycy w składzie - Jinya Nishikata, Takanobu Okabe, Noriaki Kasai i Harada - na półmetku szli łeb w łeb z Niemcami, ale gdy Christof Duffner zepsuł skok, uzyskali znaczącą przewagę. Przed ostatnimi próbami Azjaci wyprzedzali naszych zachodnich sąsiadów aż o 55,2 pkt. To wtedy rozegrała się scena, o której fani skoków dyskutują do dziś.

Jens Weissflog - świeżo upieczony mistrz z konkursu na dużej skoczni - podszedł do Harady. "Gratulacje za zdobycie złotego medalu" - wypalił. Japończyk miał odpowiedzieć: "Nie, nie, musimy poczekać". Jakby przeczuwał, że za moment stanie się coś kompletnie nieoczekiwanego. Niemiec poszybował na odległość 135,5 m. Wprawdzie Harada był pod presją, ale potrzebował zaledwie 110 m (w pierwszej serii Japończyk skoczył 122 m), by przypieczętować sukces swojej drużyny.

Gdy Harada rozpoczynał najazd, wszyscy sądzili, że to tylko formalność. Jednak kilka sekund później na skoczni w Lillehammer zapadła cisza, którą przerwały okrzyki radości Niemców. Doświadczony japoński skoczek lądował... przed setnym metrem (97,5 m). Roztrwonił ogromną przewagę. "Popłynął jak Titanic" - pisał "Sports Illustrated".

Chciał się zapaść pod ziemię ze wstydu. Nie zdejmował nart. Przykucnął, oparł kolana o klatkę piersiową. Rękawicami zasłaniał okulary. Tak jakby chciał powiedzieć: "Nie patrzcie na mnie, mnie tu nie ma". 

Zobacz zdjęcie Harady po skoku:

Fot. Simon Bruty/Getty Images Fot. Simon Bruty/Getty Images
- W przeszłości dobrze wychowany Japończyk musiałby popełnić po takim błędzie harakiri - powiedział skoczek, przez którego jego reprezentacja zdobyła tylko srebro.

Nie brakuje opinii, że do dramatu Harady przyczynił się Weissflog. Tak uważał m.in. późniejszy mistrz olimpijski na normalnej skoczni Espen Bredesen. - Nie można gratulować gościowi przed jego skokiem. Nie powinno się tego komentować, lecz poczekać, aż ktoś skończy. Tak się nie robi - mówił Norweg. - Gdy Weissflog składał przedwczesne gratulacje, Harada starał się odpędzić go niczym złego ducha, ale było już zbyt późno. Już usłyszał te słowa - pisał "New York Times".

Jednak Weissflog wielokrotnie zarzekał się, że nie chciał wyprowadzić rywala z równowagi. - W drugim skoku byłem spokojniejszy niż w pierwszym, bo wiedziałem, że złoty medal się oddalił, a prawie 60 punktów nie da się nadrobić - mówił skoczek z Niemiec. Także sam Harada po latach przyznał, że nie widział u rywala złych intencji. - Media napisały trochę za dużo. Niemiec nie zrobił niczego złego. To było nieporozumienie - tłumaczył.

Nota 35,6, czyli koszmar powrócił

Zagraniczne media nadały Hardzie przydomek "Happy" ("szczęśliwy"), ze względu na jego wiecznie uśmiechniętą twarz. Nawet po niepowodzeniu w Lillehammer starał się szukać pozytywów, choć łatwo o to nie było. Tamta wpadka mocno go zabolała. Wiedział, że zawiódł cały naród.

Sezon po igrzyskach miał bardzo nieudany (59. miejsce w PŚ). Jednak w 1997 r. zdobył aż trzy medale na MŚ w Trondheim (złoto na dużej skoczni, dwa srebrne - na normalnej skoczni i z drużyną). Z dużymi nadziejami czekał na kolejne igrzyska, które odbywały się w jego ojczyźnie, w Nagano.

Skoczkowie walczyli o medale w kompleksie w Hakubie, a "Happy" Harada już na samym początku mógł zrzucić z siebie ciężar, który niósł na barkach od Lillehammer. 91,5 m było najlepszą odległością w pierwszej serii konkursu na skoczni normalnej. Tyle że w serii finałowej Japończyk spisał się słabiej (84,5 m), spadając na piątą pozycję. Mistrzem został Jani Soininen z Finlandii, a miejscowi kibice fetowali srebro Kazuyoshiego Funakiego.

Funaki zapoczątkował medalową serię, bowiem kilka dni później zwyciężył na dużej skoczni. Harada znów zaprezentował się nierówno, ale według odwrotnego schematu. W pierwszej serii nie zachwycił, był szósty. Świetnym drugim skokiem (136 m) zapewnił sobie brąz.

Przed konkursem drużynowym Japończycy byli zdecydowanymi faworytami. Trener Manabu Ono postawił na czwórkę: Okabe, Hiroya Saito, Harada i Funaki. Początkowo wszystko szło po myśli gospodarzy. Znakomicie spisał się zwłaszcza Saito, którego daleki skok (130 m) dawał Japończykom sporą przewagę nad rywalami. W trzeciej grupie na belce zasiadł Harada.

Koszmar z Lillehammer powrócił. Japończyk skakał w trudnych warunkach (śnieżna zadymka), z którymi sobie nie poradził. Na skoczni K 120 wylądował... przed 80. metrem (79,5 m), za co otrzymał niezwykle niską notę łączną - 35,6 pkt. Jego drużyna straciła prowadzenie na rzecz Austriaków, a po pierwszej serii spadła nawet poza podium, pozwalając się wyprzedzić także Niemcom i Norwegom.

- Po moim pierwszym skoku zacząłem myśleć o Lillehammer. Szczerze, pomyślałem, że znowu może się wydarzyć to samo - mówił Masahiko Harada. Na jego szczęście była jeszcze druga seria. A w niej gospodarze skakali jak natchnieni. Okabe ustanowił rekord skoczni (137 m), dzięki czemu jego drużyna odzyskała prowadzenie. Saito je utrzymał, a Harada...

Dołożył Horngacherowi

Japonia wstrzymała oddech. Ważyły się losy konkursu drużynowego. Masahiko wyrzucił z pamięci dwie wpadki i poszybował na 137 m. Wyrównał rekord Okabe, wprawiając swoich rodaków w euforię. W swojej grupie zanotował zdecydowanie najlepszy rezultat (pokonując o prawie 50 pkt. skaczącego w austriackiej ekipie... Stefana Horngachera). Japończycy mieli złoto na wyciągnięcie ręki. Funaki nie pozwolił mu odfrunąć.

Zobacz film o konkursie drużynowym w Nagano (rekordowy skok Harady od 1:10)

W tym momencie Harada poczuł ogromną ulgę. Winy zostały odkupione. - Był znany z tego, że uśmiechał się, gdy przegrywał. Teraz płakał, gdy wygrał - pisał "New York Times". - Jego ramiona opadły, a ciężar z czterech lat ześlizgnął się z nich. Występ Harady odzwierciedlał jego karierę spolaryzowaną między triumfem a katastrofą - to z kolei słowa dziennikarza "Independent".

To był życiowy sukces Harady, który później jeszcze dwukrotnie startował w igrzyskach. O ile w Salt Lake City zanotował przeciętne wyniki (dwa dwudzieste miejsca indywidualnie i piąte z drużyną), o tyle start w Turynie okazał się nieporozumieniem. 37-letni zawodnik nie przebrnął przez kwalifikacje do konkursu na normalnej skoczni. Ze względu na nieprzepisową długość nart został zdyskwalifikowany. W innych konkurencjach nie wystąpił, a miesiąc później - w marcu 2006 r. - ogłosił zakończenie kariery.

ZOBACZ WIDEO Tomasz Pochwała wprost ocenia szanse Polaków. "Liczę, że wygrają"

Jak w konkursie drużynowym na IO w Pjongczangu spisze się reprezentacja Polski?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna/japantimes.co.jp/nytimes.com/si.com/washingtonpost.com

Komentarze (1):

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×