KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Nieznany w Polsce, uznany w Niemczech. Wojciech Pałeszniak idzie drogą Andrzeja Niemczyka

Michał Kaczmarczyk
Michał Kaczmarczyk
VC Olympia Berlin występuje w pierwszej Bundeslidze i zajmuje w niej ostatnie miejsce, wyraźnie ustępując reszcie rywali. Może miejsce tak młodego zespołu jest w niższej lidze?

Z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że klub z Berlina występował z rozgrywkach Bundesligi bądź jej zaplecza bez możliwości spadku do niższej ligi i awansu do fazy play-off. To sprawiało, że uczennice szkoły spędzały cztery lata na przegrywaniu kolejnych spotkań i trudno się dziwić, że to mogło sprawiać, że zaangażowanie siatkarek było niższe, doznawały wypalenia.

Według mnie dziewczyny w tym wieku jeszcze nie powinny występować na tak wysokim poziomie rozgrywkowym. Może powinny występować o poziom niżej i mieć szansę na większą liczbę zwycięstw w sezonie. Trzeba pamiętać, że uczennice takiej szkoły są poddawane wielu obciążeniom, poza wymagającymi treningami mają także naukę, siłownię, kolejne wyjazdy... Kolejne porażki nie pomagają utwierdzić się zawodniczkom w przekonaniu, że wykonują dobrą pracę.

Włosi korzystają chętnie z potencjały potomków imigrantów, co daje efekty w postaci wicemistrzostwa świata siatkarek. Czy można zaobserwować podobne starania w Niemczech?

Jeszcze nie zauważyłem takiego zjawiska, choć mamy w kadrach zawodniczki będące dziećmi imigrantów, którzy przyjechali do Niemiec kilkanaście lat temu. Należy jednak pamiętać, że wtedy napływ ludności zagranicznej do tego kraju był zdecydowanie mniejszy niż teraz. W niemieckiej piłce nożnej jest to zdecydowanie bardziej zauważalne, bez wątpienia.

Zmieniając nieco temat i nawiązując do wspomnianych przez pana Włoch, to zdecydowanie podoba mi się tamtejszy pomysł na przedłużenie pracy z siatkarkami Club Italia do 23. roku życia. Takie rozwiązanie byłoby bardzo pomocne w Niemczech, gdzie nieraz zdarza się, że nasze uczennice po maturze i ukończeniu 18 lat kończą z siatkówką z różnych powodów: były wypalone, zbyt słabe, miały inne perspektywy na życie albo po prostu nie byliśmy w stanie poświęcić im jeszcze roku lub dwóch na rozwój. Ten przedłużony cykl pracy we Włoszech sprawia, że seniorska kadra może śmiało korzystać z wychowanek jednego ośrodka.

Polscy kibice raczej nie obserwują masowo spotkań Bundesligi, zwłaszcza żeńskiej, a przecież łatwo zauważyć, że jest to liga dobrze opakowana marketingowo i po prostu dobrze się ją ogląda.

Zgadza się, tym bardziej, że siatkówka w Niemczech niesamowicie rozwija się w ostatnich latach, co widzę choćby po poziomie zespołów występujących w Bundeslidze. Wiadomo, że do czołówki zaliczymy przede wszystkim kluby ze Stuttgartu i Schwerinu, ale i druga część tabeli podnosi poziom. Większość klubów Bundesligi mogłaby spokojnie konkurować z drużynami polskiej ekstraklasy, choć jeszcze kilka lat temu to się wydawało nieprawdopodobne.

Co prawda jakiś czas temu w Lidze Mistrzyń SSC Palmberg Schwerin przegrał z ŁKS-em, natomiast nasz zespół w sparingowym turnieju, o którym wspominałem, wygrał zarówno z łodziankami, jak i Chemikiem Police, mistrzem Polski. Za to w lidze niedawno ulegliśmy Schwerinowi, który poza tym pokonał Imoco Conegliano z Włoch! Widać, jak bardzo jest to równy poziom. Zawsze powtarzam, że polska liga może być dobrym odniesieniem dla tego sportu w Niemczech, a trenerzy Bundesligi często nam zazdroszczą tego, jak bardzo siatkówka jest popularna nad Wisłą.

Chociaż musi się pan zgodzić ze stwierdzeniem, że Ligi Siatkówki Kobiet nie jest na takim poziomie, jak kilka lat temu?

To prawda, ten poziom nieco się obniżył, aczkolwiek w porównaniu z jakością siatkówki na zachodzie Europy, i tak jest nieźle. Co warto podkreślić, w Polsce widać starania, by pokazywać wszystkie ekstraklasowe mecze w telewizji, natomiast w Niemczech dopiero od tego roku spotkania Bundesligi są pokazywane na otwartym kanale Sport1, po raz pierwszy w historii. Najwidoczniej zarówno Polska, jak i Niemcy potrzebują bardzo sukcesu w siatkówce kobiet, by obecna sytuacja się poprawiła i zainteresowanie dyscypliną było większe.

Bo w Niemczech siatkówka nie jest nawet w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych sportów, co zapewne przekłada się na pieniądze.

Kiedy mieszkałem i pracowałem w Berlinie, zauważyłem, że takie sporty jak szermierka, judo czy pływanie otrzymywały więcej pieniędzy niż siatkówka, nie mówiąc już o koszykówce czy piłce ręcznej. I taka jest rzeczywistość, czyli wiązanie końca z końcem. Mniejsze kluby mają zdecydowanie trudniej, nawet jeśli mają w swoich regionach dwie-trzy firmy, które chcą łożyć środki na zawodową siatkówkę. Trzeba szukać sponsorów na własną rękę, bo miasta raczej nie są chętnie do finansowania klubów siatkarskich.

Jeżeli chodzi o Drezno, to mój klub jest przykładem bardzo ochoczego wsparcia ze strony sponsorów, bo według mojej wiedzy jest ich aż czterdziestu trzech. I mówimy nie tylko o mniejszych firmach, ale także lokalnej elektrowni, spółdzielniach mieszkaniowych czy banku. Wspiera nas także lokalny transport, czasem można zobaczyć banery z twarzami naszych zawodniczek na tramwajach!

Taka promocja przekłada się na zainteresowanie kibiców?

Mecze są atrakcyjne, nie tylko ze względu na samą siatkówkę. Dla fanów organizuje się specjalne bufety, poza tym w Niemczech można legalnie napić się piwa podczas widowisk sportowych i może dlatego atmosfera na trybunach jest tak ciepła i żywiołowa! Kiedy przyjeżdżają do nas kibice z Polski, zawsze zwracają na to uwagę i bardzo im się taki obyczaj podoba.

Poza tym w Dreźnie czuje się ten siatkarski klimat, to miasto od wielu lat żyje tym sportem i widać to po frekwencji w hali. Nasz ostatni grudniowy mecz z Wiesbaden oglądało na żywo trzy tysiące osób, dla niektórych kibiców zabrakło miejsc siedzących. Widać, że klubowy marketing działa i spełnia swoją rolę.

To wszystko wygląda bardzo interesująco, ale wielkim problemem niemieckiej siatkówki jest brak materiału ludzkiego, który musi być uzupełniany zaciągiem z zagranicy. To też dotyczy pewnie trenerów, na czym pan skorzystał kilka lat temu.

Muszę przyznać rację. Piłka nożna zabiera nam ogrom dzieciaków chętnych do uprawiania sportu, poza tym koszykówka też ma świetną bazę do wychwytywania młodych talentów. Pamiętam, jak w Berlinie trenerzy siatkarskiego SMS-u przychodzili do szkół i zapraszali na zajęcia. Sam pojawiłem się w podobnej roli kilka razy, obserwowałem zajęcia wychowania fizycznego w szkołach, a później zapraszałem tych uczniów, którzy mieli preferencje do uprawiania siatkówki.

I nasza roczna praca przy szkołach sprawiła, że doczekaliśmy się setki dzieciaków przychodzących regularnie na treningi. Potem oczywiście doszło do naturalnej selekcji tych najzdolniejszych i najbardziej wytrwałych. Tak to wygląda, trzeba samemu ubiegać się o uwagę.

Niedawno w Polsce dyskutowano nad zwiększeniem limitu zagranicznych siatkarek w wyjściowych klubach ekstraklasy, uzasadniając to przykładem Bundesligi. Pan jest zwolennikiem takiego rozwiązania nad Wisłą?

Nie uważam, żeby to miało szansę przełożyć się na polskie warunki. Oczywiście, dzięki temu polskie siatkarki nie miałyby takiej pozycji na rynku i stałyby się tańsze. Ale z drugiej strony widzimy w Niemczech starania, by w wyjściowych szóstkach drużyn wybiegały co najmniej trzy Niemki, dąży się do tego, by jednak nie trzeba było korzystać tak często z zagranicznego wsparcia. Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale nie sądzę, by w tym wypadku naśladowanie Niemiec miałoby pomóc polskiej siatkówce.

Był już polski trener, który rozpoczynał swoją poważniejszą karierę za Odrą i stał się wielką postacią niemieckiej siatkówki. Pewnie wie pan, o kim mówię.

Oczywiście, niemieccy trenerzy bardzo często wspominają osobę Andrzeja Niemczyka i doskonale wiedzą, że poziom siatkówki w Polsce jest bardzo wysoki. Wychodzi na to, że Polacy mają siatkówkę we krwi i dlatego są bardzo cenieni w tym kraju jako trenerzy. Myślę, że wielu moich rodaków poradziłoby sobie bardzo dobrze w Niemczech, nierzadko lepiej niż miejscowi szkoleniowcy.

A gdyby ktoś z Polski odezwał się do pana po sezonie i zaproponował pracę w ojczyźnie?

Oczywiście, że bym się nad taką ofertą zastanowił, zapewne w dalszej przyszłości. Ale na razie chciałbym jeszcze popracować w Dreźnie, bo tutaj mam doskonałe warunki do pracy z Alexandrem Waiblem, naprawdę wybitnym szkoleniowcem. Chciałbym jeszcze nauczyć się czegoś od bardziej uznanych trenerów i podpatrzeć ich metody pracy.

Czy śledzisz rozgrywki siatkarskiej Bundesligi?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×