Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Mirosław Przedpełski: Muszę sprzedać dom, bo powoli nie mam za co żyć. Straciłem milion złotych

Marek Bobakowski
Marek Bobakowski

Nie da się ukryć, że politycy PO wam kibicowali.

Nie do końca. Kiedy organizowaliśmy MŚ liczyliśmy na mocne wsparcie państwa. Chyba nic w tym dziwnego. Wiele publicznych firm, np. Orlen, było gotowych wejść ze sponsoringiem. Rozmowy się toczyły, wiosną 2014 wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. Czas leciał, poprosiłem w końcu o rozmowę z ówczesnym ministrem sportu Andrzejem Biernatem oraz premierem - Donaldem Tuskiem.

I?

Po długiej dyskusji usłyszałem od premiera, że państwo nie pomoże i mamy zorganizować imprezę całkowicie komercyjną. Jedynie udało się otrzymać te 3,5 mln zł dotacji na miesiąc przed MŚ i tak naprawdę trudno było je całkowicie wykorzystać. 

Czyli woli politycznej nigdy nie było i nadal nie ma?

Takie odnoszę wrażenie. Kiedy organizowaliśmy jako Polska Euro 2012, to nie było problemu tak zmienić prawo, aby UEFA nie zapłaciła VAT-u. Dało się. Była wola polityków. W przypadku MŚ w siatkówce od początku mieliśmy pod "górkę". 

Wróćmy do prokuratury, która teraz pana i pana współpracowników oskarża o nieprawidłowe wydawanie pieniędzy. Ma sobie pan coś do zarzucenia?

Prokurator Kierepka utrzymuje, że związek sportowy to głównie pieniądze publiczne. Stąd jego twierdzenie, że oszukiwaliśmy państwo wydając spore pieniądze na mundial. Prawda jest taka, że to pomieszanie finansowania publicznego i prywatnego. Dlatego rozliczenia są tak skomplikowane.

Jego zdaniem specjalnie zawyżaliście koszt usług. A potem firmy, które wybieraliście bezprzetargowo, zwracały wam część kwot pod stołem. Prawda?

Że bezprzetargowo to prawda. Przypomnę, to była impreza komercyjna, o czym głównie zdecydował Donald Tusk. Skoro działaliśmy prywatnie, to i nie było przetargów. FIVB wręcz nakazała nam wybrać ludzi i firmy, które znaliśmy od wielu lat i wiedzieliśmy, że wykonają swoją pracę profesjonalnie. Po MŚ światowe władze pokazały naszą pracę jako wzór do naśladowania dla innych federacji i krajów.

A pieniądze pod stołem?

Nie wiem o czym pan mówi. Nie było takich sytuacji.

No jak to? Przecież CBA aresztowało pana na stacji benzynowej z reklamówką pełną pieniędzy, którą przekazał panu szef firmy ochroniarskiej. Firmy, która obsługiwała mistrzostwa.

W związku z tym, że ta sytuacja jest aktualnie na wokandzie, nie mogę się wypowiadać w tej konkretnej kwestii. Ale metody działania prokuratury są często mocno kontrowersyjne.

Co ma pan na myśli?

To, co się dzieje w sprawach, w których jestem oskarżony przekracza wszelkie pojęcie. Traktują nas jak terrorystów, jak mafię, która morduje ludzi. Wchodzą do domów, przewożą na przesłuchania skutych kajdankami, kiedy jeden z aresztowanych podczas podróży do prokuratury chciał skorzystać z toalety, to najpierw zamknęli i oczyścili najbliższą stację benzynową, aby nie było możliwości ucieczki.

Pewnie takie są procedury.

Ale pewnie zarezerwowane dla najgroźniejszych przestępców. Czy my nimi jesteśmy?

Orzeknie ostatecznie sąd. Boi się pan?

Do pewnego momentu się nie bałem. Wiedziałem, że nie zrobiłem nic złego, na dodatek uczestniczyłem w czymś historycznym, w czymś pięknym i fantastycznym. Polska powinna nam dziękować za te mistrzostwa.

A teraz?

Boję się. Żyjemy w państwie, które można śmiało określić policyjnym. Żaden z obywateli nie może czuć się bezpiecznie. Przez działania prokuratury straciłem prawie wszystko. Moja firma ma problemy, musiałem wpłacić 200 tys. zł kaucji, która jest zamrożona, płacę ogromne pieniądze prawnikom, muszę sprzedać dom, bo powoli nie mam za co żyć. Mogę lekko szacować, że straciłem milion złotych. Do tego dochodzą sprawy niematerialne.

Co ma pan na myśli?

Żona i dzieci straciły wielu znajomych, pokazywano nas palcami na ulicy, ludzie szeptali między sobą. Trzeba również pamiętać, że miałem ogromne szanse zostać Prezydentem FIVB, albo szefem europejskiej federacji. To są straty, których nawet nie da się policzyć.

Ma pan żal?

Oczywiście, że tak. Potraktowano mnie jak pospolitego złodzieja. Ja miałbym połasić się na kilkadziesiąt tysięcy złotych łapówki, skoro moja firma miała po kilkadziesiąt milionów złotych obrotu? To jakiś żart. Słucham teraz pana prokuratora, który twierdzi, podpierając się wyliczeniami biegłej z Chorzowa, że mogliśmy mniej wydać np. na spikera, cheerleaderki czy inne działania promocyjne. Nie wiem, co o tym sądzić.

Opierają się pewnie na stawkach rynkowych.

Ale mamy kapitalizm. Jeżeli uważam, że firma X mi to zrobi tak, jak chcę, to płacę jej kwotę X. Mimo że istnieją firmy, które wzięłyby połowę tej kwoty. Co z tego, skoro ich nie znam, skoro nigdy nie brały udziału w zawodach siatkarskich, które mogą mi położyć wszystko. Wie pan, co mi powiedział prokurator Kierepko, kiedy zapytałem go co wie o organizacji MŚ w siatkówce?

?

Że w tym czasie był w Hiszpanii, a tam o MŚ w ogóle nie było słychać. Więc tym się nie zajmował zupełnie. Jego wiedza jest więc żadna. Nawet z pozycji kibica niewiele wie. A co dopiero z pozycji szefa związku. Może lepiej, gdyby sprawę przejął prokurator, który ma jakąkolwiek wiedzę w tym kierunku i będzie korzystał z opinii biegłych zorientowanych w sytuacji. 

Obecna biegła nie jest zorientowana?

Podobnie jak prokurator, nie wie nic o organizacji imprez siatkarskich. O to właśnie mi chodzi. Grozi mi wieloletni pobyt w więzieniu za to, że zorganizowaliśmy chwalone na całym świecie mistrzostwa, a na dodatek zrobiliśmy to z zyskiem i praktycznie bez pomocy państwa. Przecież impreza przyniosła ponad 20 mln złotych zysku dla Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

***

Przypomnijmy, że do sądów skierowano dwa akty oskarżenia w sprawie nieprawidłowości wokół MŚ siatkarzy zorganizowanych w Polsce, w 2014 roku:

- jeden dotyczy dwóch działaczy PZPS (Mirosław Przedpełski i Artur Popko) oraz szefa firmy ochroniarskiej "Fosa" (Cezary Plencler)

- drugi obejmuje osiem osób, obok Przedpełskiego, zarzuty dotyczą jeszcze: Artura P., Waldemara K. (członek zarządu i sędzia), Pawła I. (sędzia) oraz współpracujących ze związkiem Anny P., Anety S., Grzegorza K. oraz Krzysztofa L. 

W obu przypadkach oskarżonym grożą kary pozbawienia wolności do lat 12 (sprawa nr 1) i do lat 10 (sprawa nr 2).

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (23):

Zobacz więcej komentarzy (10)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×