131 metrów w pierwszym skoku na "bocianie" (tak tłumaczy się nazwę obiektu - Aist) dawało polskiemu zawodnikowi znakomitą drugą pozycję, tylko za Peterem Prevcem. Podium, lub nawet zwycięstwo 32-latka z Wisły wydawało się całkiem realne.
Niestety, swoją drugą próbę Żyła zepsuł. Uzyskał zaledwie 112 metrów, wypadł z czołówki i w sobotę wywalczył w Niżnym Tagile zaledwie kilka punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
- Tak to jest, kiedy sport pokazuje swoje brutalne oblicze. Co się stało w drugim skoku? - zapytał Żyłę zaraz po zawodach dziennikarz TVP Sport Sebastian Szczęsny.
ZOBACZ WIDEO Stacja Tokio #11. Sezon życia. Anna Kiełbasińska z workiem medali
- To nie sport pokazuje to oblicze, tylko ja - odpowiedział ze śmiechem polski skoczek. Przyczyn swojej bardzo słabej próby nie szukał w warunkach, które wcale nie były fatalne (0,49 m/s wiatru pod narty). - Popełniłem kilka takich błędów, których nie powinienem popełnić. Jeszcze przed wyjściem z progu czułem, że to nie jest to - przyznał.
Czytaj także:
PŚ w Niżnym Tagile. Kamil Stoch: Mój pierwszy skok był dużo lepszy, niż drugi
Klasyfikacja Pucharu Narodów. Austriacy nowymi liderami, Polacy wskoczyli na podium
- Byłem przygotowany, wszystko grało poza jedną rzeczą. Trudno to wytłumaczyć, można powiedzieć, że popłynąłem na prostocie. Wiem jednak, co nie zadziałało. Tylko, że po piątkowych kwalifikacjach też wiedziałem, a jednak powtórzyłem ten sam błąd - dodał nasz reprezentant w rozmowie z TVP Sport.
W sobotę w Niżnym Tagile wygrał Japończyk Yukiya Sato przed Niemcem Karlem Geigerem i Austriakiem Philippem Aschenwaldem. Najlepszy z Polaków Dawid Kubacki zajął 5. pozycję, Kamil Stoch był 9.