- Wyleciałem i narta nie wyszła. Potem lecę i dalej to samo. Zabrakło 10, a może i 12 metrów. Ale bywa i tak, że narta czasem nie wyjdzie. Jutro już będzie dobrze. Ptak też macha skrzydłami, jak leci. Jakiś objaw formy się pojawił. Przynajmniej w pierwszym skoku - mówi Żyła.
Po skokach na odległość 129 i 127,5 metra indywidualnie Żyła był szóstym skoczkiem konkursu. Razem z Kamilem Stochem, Dawidem Kubackim i Klemensem Murańką wywalczył trzecie miejsce w zawodach drużynowych.
Po zakończeniu rywalizacji 33-latek był w doskonałym humorze. Sytuacja zupełnie inaczej prezentowała się w marcu, kiedy odwołano końcowe konkursy Pucharu Świata ze względu na pandemię koronawirusa.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Maria Szarapowa szykuje formę na święta
- W marcu byłem trochę bardziej nerwowy. Czułem zmęczenie, ale i motywację. Jakby wtedy ktoś podszedł, to mógłby zęby stracić. A teraz na spokojnie sezon się zaczyna i jeszcze dużo pracy mnie czeka. Cieszy mnie, że znowu mam coś fajnego do roboty i będzie można realizować swoje założenia - zaznacza Żyła.
Na pytanie o to, jak udało mu się odzyskać wewnętrzny spokój, odpowiedział w swoim stylu: - Zamknęli mnie na dwa miesiące w chałupie. Leżałem i żarłem tylko. Zrobiłem dużo masy i potem trzeba było schudnąć. Jeszcze mi trochę zostało, ale jak już sezon wystartował, to teraz będzie lepiej. Jak waga pójdzie w dół, to forma pójdzie w górę.
Dawid Góra z Wisły
Znamy przyczynę słabszych skoków Kamila Stocha. Polak startował z migreną >>