KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

70. TCS przeszedł do historii. Były pozytywne zaskoczenia, jak i rozczarowania

Stawiany w roli faworyta Ryoyu Kobayashi po raz drugi zwyciężył w turnieju. Na podium zabrakło miejsca dla reprezentanta Niemiec. Młody Słoweniec zabłysnął, ale są też tacy, którzy o imprezie będą chcieli szybko zapomnieć.

Maria Chenczke
Maria Chenczke
Ryoyu Kobayashi PAP/EPA / Christian Bruna / Na zdjęciu: Ryoyu Kobayashi
W dniach 28 grudnia 2021 – 6 stycznia 2022 odbyła się jubileuszowa edycja jednej z najważniejszych imprez sezonu. Większość skoczków, która była przed turniejem wymieniana w gronie tych, którzy mają walczyć o czołowe lokaty, nie zawiodła. Zdarzyły się jednak wyjątki oraz narodziny nowej słoweńskiej gwiazdy. Walka toczyła się do samego końca.

Kobayashi królem po raz drugi

Zwycięstwo Japończyka nikogo nie zdziwiło. Przed imprezą był stawiany w roli faworyta. Z najwyższą notą w historii w święto Trzech Króli odebrał Złotego Orła. Był także o krok od wygrania wszystkich konkursów. Pierwszy raz sztuka ta udała mu się w 2019 roku. Po trzech zwycięstwach w ostatnim konkursie w Bischofshofen zajął piąte miejsce. Powtórzyć wyczynu się nie udało.

- Na pewno było trochę stresu u Ryoyu. Chciał zaprezentować się bardzo dobrze podczas czwartego konkursu. Trafił na gorsze warunki, ale też ten pierwszy skok nie był już tak dobry jak poprzednie. Ostatnia próba okazała się niezła technicznie, ale też nie odleciał, jak powinien. Myślę, że koncentrował się przede wszystkim na tym, żeby wygrać cały turniej - powiedział Adam Małysz na antenie TVN24.

ZOBACZ WIDEO: 17-latek stracił rękę. To, co zrobił, zszokowało cały świat

Cała jubileuszowa edycja należała jednak do Japończyka. Oddał osiem równych skoków, co przełożyło się na końcowy triumf. W klasyfikacji generalnej zajmuje pozycję lidera, a jego przewaga nad drugim Karlem Geigerem wynosi 56 punktów. Można przypuszczać, że byłaby ona większa, gdyby skoczek nie został na początku sezonu wykluczony z rywalizacji z powodu uzyskania pozytywnego wyniku na COVID-19. We wszystkich startach tylko dwukrotnie nie ukończył występu na podium. Niewątpliwie będzie walczył o najwyższe lokaty podczas odbywających się za miesiąc igrzysk olimpijskich w Pekinie.

Podium nie dla Niemca

Walka o drugie i trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji turnieju była zacięta do ostatniego skoku. Gdyby czwarty konkurs zakończył się po pierwszej serii to drugi byłby Marius Lindvik a trzeci Karl Geiger, który oddał fantastyczną pierwszą próbę i zepchnął z trzeciego miejsca zdobywcę Kryształowej Kuli w poprzednim sezonie Halvora Egnera Graneruda. Norweg odparł atak i po dobrym skoku w rundzie finałowej utrzymał miejsce na podium w łącznej klasyfikacji. Wyprzedził go jego młodszy kolega z drużyny Marius Lindvik, który po słabszym pierwszym skoku, zrehabilitował się w drugiej serii, co pozwoliło mu cieszyć się z drugiej lokaty, tuż za Japończykiem.

Zarówno niemieccy skoczkowie, jak i kibice wierzyli, że 20 lat po zwycięstwie Svena Hannawalda ponownie to Niemiec okaże się najlepszy. Tak się jednak nie stało. Dodatkowo pierwszy raz od czterech lat żadnemu zawodnikowi gospodarzy nie udało się ukończyć imprezy na podium. Karl Geiger był ostatecznie czwarty, a Markus Eisenbichler piąty. Ten pierwszy musiał się również pożegnać z plastronem lidera klasyfikacji generalnej. Plasuje się obecnie na drugim miejscu. Jego strata do Kobayashiego nie jest jednak duża. Walka o Kryształową Kulę będzie zacięta.

Premierowe zwycięstwo na zakończenie turnieju Bohaterem ostatniego dnia okazał się Austriak Daniel Huber, który na skoczni im. Paula Ausserleitnera zwyciężył po raz pierwszy w karierze. Po pierwszej serii zajmował drugą pozycję, ustępując jedynie Karlowi Geigerowi. Presję wytrzymał i po fantastycznej próbie w serii finałowej wyprzedził Niemca o 4,4 pkt. W całym turnieju zajął wysokie dziewiąte miejsce.
Daniel Huber Daniel Huber

- Wygranie pierwszego Pucharu Świata u siebie jest po prostu niesamowite. Za tym stoi tak wielu ludzi i to była tak ciężka praca, że ​​dziś czuję wyłącznie ogromną satysfakcję. W czwartek czułem się dobrze od pierwszej minuty, to szaleństwo. Naprawdę nie mogę jeszcze tego zrozumieć – mówił od razu po konkursie dla TVP Sport. Wcześniej w sezonie dwukrotnie udało mu się ukończyć rywalizację w czołowej "10". W klasyfikacji generalnej zajmuje 11. pozycję. Kolejne starty zweryfikują, czy wygrana Austriaka nie była przypadkowa.

Debiutant objawieniem imprezy

Głośno w ostatnich dniach zrobiło się także o Lovro Kosie. Skoczek, który pierwsze punkty wywalczył w marcu ubiegłego roku, stał się czarnym koniem turnieju. W Garmisch-Partenkirchen zajął trzecie miejsce, przegrywając jedynie z Ryoyu Kobayashim i Markusem Eisenbichlerem. – Nie mogłem uwierzyć, że Lindvik mnie nie wyprzedził i wiedziałem już, że znajdę się na podium. To wciąż do mnie nie dociera. Szykuje się ciężka noc – mówił po konkursie dla słoweńskiej telewizji. Po fantastycznym konkursie przesunął się na trzecie miejsce w klasyfikacji turnieju.

Niestety w trakcie pierwszej serii trzeciego konkursu 22-latek upadł po dalekim skoku, co przełożyło się na niskie noty sędziowskie. Przyznał później, że przyczyną było zatrzymanie narty w śniegu. Do drugiej serii awansował, jednak strata była na tyle duża, że przestał się liczyć w walce o podium.

Ostatecznie zajął 25. miejsce w konkursie. Dzień później był dziewiąty, a cały turniej zakończył na siódmej pozycji. Dodatkowo w finałowej serii ostatniego konkursu poleciał na 144 metr – tylko metr bliżej od rekordu skoczni, który należy do Dawida Kubackiego. Cały turniej był niezwykle udany dla debiutanta w tej imprezie. Przed turniejem wywalczył 78 punktów w sezonie. Obecnie ma ich już 213, a w klasyfikacji generalnej PŚ zajmuje 16. pozycję. Wszystko wskazuje na to, że młody skoczek w najbliższych startach będzie walczył o jak najwyższe lokaty.

Pozostali Słoweńcy słabo

70. edycji TCS na pewno nie zaliczy do udanych Anze Lanisek. Zajmujący szóste miejsce w klasyfikacji generalnej w turnieju najwyższej sklasyfikowany był na 14. miejscu, a podczas pierwszego konkursu w Bischofshofen nie awansował do serii finałowej. Był to pierwszy taki przypadek w tym sezonie. Skoczek, który w Ruce odniósł pierwsze zwycięstwo, zmaga się od kilku tygodni ze spadkiem formy. Imprezę zakończył poniżej oczekiwań – uplasował się ostatecznie na 16. pozycji. Wszyscy zastanawiają się, czy Słoweniec, który walczył z najlepszymi w pierwszych tygodniach sezonu, będzie w stanie wrócić do wysokiej dyspozycji.

O niedosycie można mówić również w kontekście Cene Prevca. Przed imprezą był dziewiątym skoczkiem klasyfikacji generalnej. Kilkakrotnie kończył rywalizację w czołowej „10”. W TCS wystąpił jedynie w niemieckiej części, gdzie zajął 27. i 15. miejsce. Do Austrii nie pojechał. Wrócił do ojczyzny z powodów osobistych. - Najważniejsze jest to, że sezon jest jeszcze długi. Chcę występować jak najwięcej, ale przegapię kilka konkursów. Jestem gotów odpuścić, by móc prezentować wysoką formę w dalszej części sezonu – mówił w oświadczeniu dla słoweńskiej telewizji. Na pewno nie tak wyobrażał sobie swój występ w TCS. Jego starszy brat Peter Prevc  także ze swojej postawy nie może być zadowolony. Po czterech konkursach zwycięzca imprezy z 2016 roku został sklasyfikowany na 20. miejscu.

Kraft cieniem samego siebie

Trzykrotnie w sezonie wywalczył miejsce na podium. Siódmy skoczek klasyfikacji generalnej Stefan Kraft nie tak wyobrażał sobie swój występ w jubileuszowej edycji imprezy. W pierwszym konkursie zajął 12. miejsce, w kolejnym nie przebrnął kwalifikacji. - Dawno nie skakałem na tak małym obiekcie. Chciałem znów poczuć, co robię. Tego zabrakło w Garmisch-Partenkirchen. Znowu zauważyłem, kiedy coś było dobre, a kiedy nie. Na niewielkiej skoczni można poczuć, czy jest energia, czy nie - tłumaczył w rozmowie z serwisem laola1.at.

W austriackiej części dwukrotnie ukończył rywalizację w trzeciej dziesiątce. W całym turnieju zajął odległą 26. lokatę. Jest to najgorszy występ utytułowanego skoczka od 2014 roku. Wtedy był 27. Po sobotniej rywalizacji w Bischofshofen Austriak robi przerwę od Pucharu Świata. - Muszę znaleźć sposób, aby jak najszybciej wrócić do dobrej dyspozycji. Myślę, że odpuszczę sobie najbliższe zawody Pucharu Świata. Igrzyska są tuż za rogiem i chcę odnaleźć moje dobre skoki, aby wyruszyć do Pekinu z dużymi szansami na sukces – podkreślił dla serwisu Kleine Zeitung. Skoczka zabraknie najprawdopodobniej w Zakopanem (15-16 stycznia) oraz w Titisee-Neustadt (22-23 stycznia).

Najgorszy występ biało-czerwonych od lat

W poprzedniej edycji czterech Polaków ukończyło turniej w czołowej "10". W tej najwyżej sklasyfikowany był Piotr Żyła, który zajął ostatecznie 15. miejsce. Dawid Kubacki uplasował się na 22. pozycji a pozostali podopieczni Michała Dolezala nie zmieścili się w najlepszej "30". Jakub Wolny był 36., Paweł Wąsek 48., a Andrzej Stękała dopiero 51.

Niewątpliwie jednak największym zaskoczeniem była słaba postawa zwycięzcy 69. TCS Kamila Stocha. W obecnym sezonie Polak kilkakrotnie meldował się w pierwszej "10", a w Klingenthal stanął na najniższym stopniu podium. Na turnieju nie zdobył żadnego punktu i po odpadnięciu w kwalifikacjach do trzeciego konkursu (wtedy miał odbyć się jeszcze w Innsbrucku) został wycofany z dalszej części imprezy. Jak podkreślił selekcjoner, na skocznie wróci wtedy, gdy uzna to za odpowiednie. - Jak Kamil będzie gotowy, jak się zgłosi i da nam znać, to wtedy będziemy decydować, co dalej. Będzie to jego decyzja - poinformował w rozmowie z Eurosportem.

Dziennikarz TVP Sport Filip Czyszanowski poinformował na Twitterze, że skoczek jest już po rozmowach z trenerem i bardzo możliwe, że zasiądzie na belce startowej podczas kolejnego weekendu w Zakopanem.

W turnieju najlepiej zaprezentował się Piotr Żyła. Po nieudanym występie w Oberstdorfie, gdzie nie awansował do drugiej serii, w kolejnych konkursach kończył rywalizację w drugiej dziesiątce. Ostatecznie uplasował się na 15. pozycji. Pocieszać może fakt, że podczas noworocznego konkursu w Ga-Pa zajął najwyższe miejsce w sezonie. Był 11.

Biało-czerwoni od początku sezonu szukają wysokiej formy sprzed lat. W weekend w Bischofshofen odbędzie się konkurs indywidualny oraz drużynowy. Następnie rywalizacja przeniesie się do Zakopanego. Do igrzysk olimpijskich coraz mniej czasu, jednak skoczkowie wierzą, że zdąża z przygotowaniami i zaprezentują z jak najlepszej strony podczas najważniejszego wydarzenia sezonu.

Czytaj także:
Ciąg dalszy maratonu w Bischofshofen. Nadzieje pokładane w Piotrze Żyle
Znany skoczek rezygnuje. Jest decyzja

Oglądaj skoki narciarskie w WP Pilot!

Polub Sporty Zimowe na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (1)
  • random47 Zgłoś komentarz
    Polskie skoki chylą się ku upadkowi , bo nie widać na horyzoncie następców Stocha , Żyły czy Kubackiego.Polska myśl szkoleniowa nie istnieje a zatrudnić trenera o dobrym warsztacie i
    Czytaj całość
    wiedzy , Tajner z Małyszem nie mają zamiaru.Doleżal powinien szyć im garnitury a nie być trenerem.Kiedy to zrozumieją będzie za późno.
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×