Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Żużel. Kibice go kochali. Po zakończeniu kariery spotkał go okrutny los. Wspominamy Antoniego Worynę

Antoni Woryna to postać szczególna dla polskiego żużla. W 1966 roku został pierwszym medalistą Indywidualnych Mistrzostw Świata pochodzącym z naszego kraju. Dziś przypada dziewiętnasta rocznica śmierci tego wybitnego zawodnika.
Dawid Franek
Dawid Franek
Antoni Woryna Newspix / Mieczysław Świderski / Na zdjęciu: Antoni Woryna

Antoni Woryna po medal IMŚ sięgał dwukrotnie. Za każdym razem zdobywał brązowy krążek. W 1966 roku jechał do Goteborga w kapitalnej formie. Był to najlepszy sezon w karierze rybniczanina. Po cichu wydawało się, że może sięgnąć nawet po złoto, ale o jego braku zdecydowały ułamki sekund.

W najważniejszym wyścigu dnia niepokonany Woryna rywalizował z Nowozelandczykiem Barrym Briggsem oraz Norwegiem Sverem Harrfeldtem, którzy także mieli na koncie komplet punktów. Wówczas zawodnicy mogli najeżdżać na taśmę przed biegiem i nie musieli stać nieruchomo. Briggs i Harrfeldt zrobili ruch w kierunku taśmy, a Woryna lekko się cofnął, kiedy sędzia wystartował wyścig. Polak stracił sporo na samym początku wyścigu, co oznaczało, że trudno będzie mu wyprzedzić najgroźniejszych rywali. Woryna zajął w tamtym wyścigu trzecie miejsce, co było praktycznie równoznaczne z osiągnięciem miana trzeciego najlepszego żużlowca na świecie.

Zupełnie inna historia wiąże się z występem Antoniego Woryny podczas finału IMŚ we Wrocławiu w 1970 roku. Gwiazdor reprezentacji Polski powtórzył swój wyczyn sprzed czterech lat, choć przed finałem spotkał na swojej drodze przeciwności losu.

ZOBACZ WIDEO Żużel. PGE Ekstraliga 2020: jak przygotować sprzęgło

- Brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Świata we Wrocławiu był dla Antoniego Woryny szczególny. Krótko przed zawodami doznał poważnej kontuzji. Antek bardzo chciał wystartować w tamtym turnieju i przekonywał lekarzy, że wszystko z nim jest w porządku. Ból jednak pozostawał. Dla mnie więc to coś niesamowitego, że Rybniczanin zdołał wystartować i jednocześnie stanąć na podium. Gdybym miał oceniać, to brąz we Wrocławiu ma większą wagę od tego z Goteborga - mówi Henryk Grzonka, dziennikarz żużlowy.

Antoni Woryna spisywał się świetnie na każdym froncie. Przez wiele lat był podporą reprezentacji Polski, z którą zdobył 5 medali Drużynowych Mistrzostw Świata (dwa złote: 1965, 1966; jeden srebrny: 1967; dwa brązowe: 1970, 1971). Okazuje się, że reprezentacja Polski nie była jedyną, w której Woryna miał przyjemność jeździć.

- Antek kiedyś opowiadał mi, że jeździł jako Fin. Reprezentacja Finlandii przyjechała do Polski na dwa testmecze. Finowie spisywali się bardzo słabo w pierwszym meczu, więc w drugim trener kadry Józef Olejniczak wpadł na pomysł, aby Woryna jeździł gościnnie w reprezentacji Finlandii. Miało to zapobiec meczowi do jednej bramki - wspomina Grzonka.

Dzięki przyjmowaniu wyzwań, ale także otwartości dla innych, Antoni Woryna zyskiwał wielu przyjaciół. - Antoni Woryna był zawodnikiem, który miał swoje specyficzne poczucie humoru. Na pewno był lubiany. Nazwałbym go duszą towarzystwa - mówi Grzonka.

- Antek nawiązał podczas swojej kariery wiele kontaktów. Uczestnicy zawodów w Rybniku oraz kibice, gdy tylko mieli okazję, to zaglądali do domu Antka. On urządzał przyjemnego grilla. Rozmawiało się tam o żużlu w towarzystwie międzynarodowym, bo przybywali nawet fani z Anglii - mówi felietonista sportowy, Adam Jaźwiecki.

Na krajowym podwórku trudno było wyobrazić sobie drużynę ROW-u Rybnik bez Antoniego Woryny. Ekipa z Górnego Śląska na przełomie lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku zdominowała rozgrywki ligowe. Woryna był jednym z liderów drużyny i łącznie dziewięć razy zdobył tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Do tego dołożył jedno złoto w rywalizacji indywidualnej.

- Rybnicki zespół był kuźnią talentów. Nie zapominajmy, że to jest dwunastokrotny Drużynowy Mistrz Polski. Takie nazwiska jak Woryna, czy Wyglenda znaczyły dla tego klubu bardzo wiele. Oni byli symbolem rybnickiej fachowości i solidności - twierdzi Jaźwiecki.

W miarę upływu czasu myśli Antoniego Woryny kierowały się ku występom w lidze angielskiej, która wówczas była najlepszą żużlową ligą na świecie. To tam spotykały się tuzy światowego speedwaya.- Antoni Woryna był bardzo poukładanym zawodnikiem. Od początku swojej kariery marzył, by jeździć w Anglii. Wiedział, że to tam jest uniwersytet żużla. Ostatecznie jego wybór padł na Poole Pirates - wspomina Jaźwiecki.

Rybniczanin jeździł w angielskiej ekipie w latach 1973-1974. Z miejsca stał się ulubieńcem miejscowych kibiców. Woryna imponował świetną techniką jazdy. Potrafił poradzić sobie w każdych warunkach torowych. Solidne starty w Anglii zwieńczyły wspaniałą karierę wychowanka ROW-u Rybnik.

- Miał na koncie wiele sukcesów, ale mimo to nazwałbym go pechowcem. Mógł osiągnąć jeszcze więcej. Antek był zawodnikiem walecznym, na torze nie kalkulował. Prześladowały go kontuzje. Gdyby nie one, to pewnie jego dorobek medalowy byłby większy. Pamiętam, gdy w 1969 roku był finał Drużynowych Mistrzostw Świata w Rybniku. Wówczas Woryna był pewniakiem do składu, ale z powodu kontuzji musiał oglądać te zawody z trybun - mówi Grzonka.

Żużlowe tradycje w rodzinie Worynów kontynuuje wnuk Antoniego, Kacper. Karierę podobnie jak dziadek zaczynał w ROW-ie Rybnik, a w przyszłym sezonie będzie reprezentował barwy Eltrox Włókniarza Częstochowa.

- Dziadek z tatą wymyślili pewnego dnia, żebym został żużlowcem. Dziadek miał być trenerem, a tata menadżerem. Niestety dziadka zabrakło, więc tata pociągnął temat. Sceptycznie nastawiona do kariery żużlowca była moja mama, która zawsze chciała bym był prawnikiem albo lekarzem. Ja mimo wszystko pozostałem przy żużlu - mówi Kacper Woryna.

Kacper pierwszy kontakt z motocyklem miał już w wieku 5 lat, kiedy otrzymał od babci motorynkę. Niestety jego dziadkowi nie było dane zobaczyć wnuka w akcji.
- Twierdzę, że Antoniego Worynę spotkał okrutny los po zakończeniu kariery. Nie doczekał bowiem momentu, w którym jego wnuk Kacper będzie jeździł na żużlu, a nie jest tajemnicą, że Antoni zawsze marzył o tym, aby wnuk poszedł w jego ślady -zakończył Henryk Grzonka.

Antoni Woryna zmarł 14 grudnia 2001 roku w wieku 60 lat. Powodem śmierci były powikłania po operacji usunięcia guza mózgu.

Czytaj także:
Tomasz Bajerski dba o integrację w Apatorze. Spokojnie podchodzi do sezonu, ale chce zaskoczyć
Ważny głos w sprawie powiększenia PGE Ekstraligi. Piotr Szymański ma duże wątpliwości

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (8)
  • sympatyk żu-żla Zgłoś komentarz
    Jaki okrutny los z tym się nie zgodzę, Za czasów Woryny , Polska miała nie jednego zawodnika tej klasy , Rybniku takich zawodników jechało 4 .Polskich klubach jeszcze też sporo .Nie
    Czytaj całość
    wygrywając biegu to dla każdego jest pech , coś zawsze za szwankowało ,W kolejnym biegu tego błędu już nie popełnił. Druga sprawa cały układ Warszawski był pod żelazną kurtyną nie było mowy o takim żużlu jak mamy dzisiaj. Jak zaczęła topnieć kurtyna ,Pomału nasi wyjeżdżali na zachodnie tory a zachód do Polski,Każda wygrana jaka by nie była na zachodnich torach przez naszych zawodników był wielki sukces, też i sprzęt mieliśmy gorszy .
    • Wojciechus Zgłoś komentarz
      Panie Franek piszesz Pan swój tekst czy kopiujesz Pan innych redaktorów. Oj słabiutko to wygląda...
      • Cezariusz Zgłoś komentarz
        Spotkał go okrutny los... absurd.
        • Zielakowski Zgłoś komentarz
          Nasza legenda
          • yes Zgłoś komentarz
            "Gwiazdor reprezentacji Polski powtórzył swój wyczyn" - nazywał siebie gwiazdorem, czy tak go przezywacie? "...okrutny los po zakończeniu kariery. Nie doczekał bowiem
            Czytaj całość
            momentu, w którym jego wnuk Kacper będzie jeździł na żużlu" - z tym "okrutny", to jest więcej iż przesada.
            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
            ×
            Sport na ×