KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Żużel. Były reporter C+ mówi o nowej roli, planach rozwoju TŻ Ostrovia i niecodziennym biznesie [WYWIAD]

- Taki ośrodek jak Ostrów Wielkopolski, mimo że liczy tylko około 70 tys. mieszkańców, jest w stanie stać się, tak jak Leszno, jednym z głównych miast na mapie polskiego żużla – mówi Jakub Zborowski, który rozpoczyna współpracę z TŻ Ostrovia.

Maciej Kmiecik
Maciej Kmiecik
Jakub Zborowski WP SportoweFakty / Maciej Kmiecik / Na zdjęciu: Jakub Zborowski
Maciej Kmiecik, WP SportoweFakty: Można powiedzieć, że wraca pan do sportu żużlowego w nowej, innej roli? Jakub Zborowski, były dziennikarz Canal+, dyrektor zarządzający TŻ Ostrovia: Można tak powiedzieć, bo będę działał ponownie w żużlu, ale pełniąc całkiem inną funkcję. Jest to jednak nieco bliskie temu, co robiłem przez wiele lat, będąc dziennikarzem. Pracowałem przy różnych projektach sportowych.

Jak znalazł się pan w Ostrowie?

Skorzystałem z zaproszenia prezesa Waldemara Górskiego, któremu serdecznie dziękuję za zaufanie. Dziękuję, że mogę być częścią tego ciekawego projektu i dołączyć do grupy ludzi, która już wcześniej robiła tutaj fantastyczne rzeczy.

Jak człowiek z zewnątrz postrzega ostrowski żużel?

Po wielu latach posuchy i dość słabego zarządzania klubami w przeszłości, widać, że władze TŻ Ostrovia idą dobrą ścieżką. Przede wszystkim chcą stabilności finansowej i organizacyjnej. Krok po kroku zamierzają budować solidny klub, oparty na własnych wychowankach.

ZOBACZ WIDEO Spisani na spadek, czy zdolni do niespodzianek? Gajewski o atucie beniaminka

Coś szczególnie się panu podoba w tych działaniach?

Praca u podstaw, czyli szkółka żużlowa i budowanie struktur młodzieżowych tego klubu. Praca, którą wykonał trener Mariusz Staszewski jest widoczna jak na dłoni. Jeśli ktoś zapyta się, kto ma najlepszych juniorów - wychowanków klubu, to oczy nie są już kierowane w stronę Leszna, ale właśnie Ostrowa.

Jakie pomysły, doświadczenia ze swojej dotychczasowej pracy zawodowej chce pan przełożyć na ostrowski żużel?

Przede wszystkim chciałbym, aby klub był jeszcze bliżej kibiców i sponsorów. Żeby ta wspaniała atmosfera, która jest w ostrowskim żużlu, tętniła również na zewnątrz. TŻ Ostrovia jest już marką samą w sobie, co nie oznacza, że nie można zrobić więcej i trzeba ją nadal budować. Uważam, że taki ośrodek jak Ostrów Wielkopolski, mimo że liczy tylko około 70 tysięcy mieszkańców, jest w stanie stać się, chociażby tak jak Leszno, jednym z głównych miast na mapie polskiego żużla.

Co konkretnie zamierza pan zmienić?

Chciałbym wykorzystać to, co udało mi się podejrzeć podczas wyjazdów na bardzo duże imprezy żeglarskie, piłkarskie czy doświadczenie, jakie zebrałem w pracy przy tak dużym projekcie jak Coca-Cola Cup. Byłem tam głównym event menedżerem,  osobiście współpracując z Robertem Lewandowskim. Chciałbym także zadbać o obsługę VIP-ów w Ostrowie. To są rzeczy, które chcę wdrożyć. Zależy mi na tym, by przyjście na Ostrovię, nie było zwykłym meczem. Kibic ma poczuć się jako część tej wielkiej ostrowskiej rodziny żużlowej. Grupa VIP ze świata biznesu i lokalni sponsorzy muszą wierzyć, że TŻ Ostrovii warto zaufać. O to wszystko zamierzam zadbać.

Będzie pan pracował na miejscu czy część zadań wykonywał zdalnie?

Uzgodniliśmy z prezesem warunki współpracy. Ze względu na swoje zobowiązania zawodowe, prowadząc własną firmę, nie mogę być na co dzień w Ostrowie. Wygospodaruję tyle czasu, ile jest potrzebne, by wspólnie z całym zespołem pracować na pełnych obrotach. Pewne zadania jestem w stanie oczywiście zrobić zdalnie. Kiedy sezon będzie się już zbliżał, przynajmniej połowę tygodnia będę spędzał na miejscu w Ostrowie.

Chcę, tak jak oczekują działacze, być blisko całego teamu i pomagać. Pomysły to jedna rzecz, ale musi być cała grupa osób, która je zrealizuje. W Ostrowie jest fajne to, że hasło: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, nie jest tylko sloganem. Jestem po to, by rozwijać dalej to, co udało się zrobić w ostrowskim żużlu. Przez ostatnie lata obserwowałem ten ośrodek i dla mnie był to fenomen. Z otwartą buzią patrzyłem jak Arged Malesa wchodziła do PGE Ekstraligi.

Zaskoczył pana awans ostrowskiej drużyny do PGE Ekstraligi?

Patrząc przez pryzmat początku sezonu 2021, to tak. Widać jednak, że Ostrów wygrał eWinner 1.Ligę atmosferą i wzajemnym uzupełnianiem się poszczególnych zawodników. Team spirit był tutaj z prawdziwego zdarzenia i on wygrał. Mało tego, historia Arged Malesy Ostrów w tym kształcie jeszcze się nie skończyła. Klub po awansie dał szansę tym, którzy go wywalczyli i będą jeździć w PGE Ekstralidze.

Gdyby jeszcze udało się utrzymać w najlepszej żużlowej lidze świata, składem w dużej mierze złożonym z tych, którzy awansowali, byłoby to coś, czego nie sposób napisać w żadnym scenariuszu filmowym. Byłaby to wręcz zbyt słodka komedia. Sport jednak pisze różne, nieprzewidywalne historie, a taką był awans ostrowskiej drużyny w poprzednim sezonie.
Jakub Zborowski po kilku latach wracach do żużla w innej roli. Jakub Zborowski po kilku latach wracach do żużla w innej roli.
Teraz jednak większość typuje beniaminka jako głównego kandydata do spadku. Pod względem sportowym nie wszystko musi się udać. Po ewentualnej degradacji może być też drugie życie i walka o szybki powrót do PGE Ekstraligi? Tak właśnie sobie to wyobrażam. Wyniku sportowego nie sposób przewidzieć. Trzeba być gotowym na różne scenariusze. Plan TŻ Ostrovia rozpisaliśmy wspólnie z zespołem na trzy lata. Może się zdarzyć sportowy spadek po sezonie 2022. Jeśli ktoś zna się na żużlu, to wie, że choćby ten klub miał 100 milionów złotych, to nie miałby i tak kogo ściągnąć, bo ten rynek transferowy jest tak wąski. W związku z tym, beniaminek musi walczyć tym, co ma.

Jeśli uda się w tym sezonie utrzymać, klub będzie mocniejszy i będzie mógł rozmawiać o wzmocnieniach. Potencjalny spadek też trzeba założyć. Wierzymy oczywiście w utrzymanie, ale trzeba patrzeć realnie. Klub musi być na to przygotowany. Sponsorzy muszą zdawać sobie sprawę, że klub ma długofalowy plan. Można spaść, żeby odbić się i później - po szybkim awansie - wjechać już do play-offów PGE Ekstraligi.

Pana serce bije z pewnością za Krosnem, z racji pochodzenia. Zeszłoroczny finał oglądał pan z rozdartym sercem?

Jestem Wilkiem, ale dla mnie krośnieński żużel to KKŻ Krosno. Wiem, skąd to pytanie. Patrząc przez pryzmat czasu, jestem dumny, że udało mi się stworzyć struktury klubu, doprowadzić wraz z miastem do stworzenia nowego podmiotu w Krośnie. Nie ma mnie tam co prawda, ale nikt mi tej cząstki, nie odbierze. Teraz jest nowy etap w moim życiu.

Wiele osób pytało mnie, co byłoby, gdyby zadzwonił do mnie klub z Krosna, czy inny z propozycją współpracy. Nie będzie takiego tematu. Od pierwszego dnia mojej współpracy z TŻ Ostrovia, będę robił wszystko, żeby ten człowiek z zewnątrz - bo tak mnie wszyscy będą postrzegać - stał się swoim chłopakiem, który działa dla dobra ostrowskiego żużla.

Spojrzy pan globalnie na ostrowski żużel? Inaczej niż lokalne osoby?

Jest kilka spraw, które z perspektywy małego miasta mogą wydawać się nie do zrobienia. Między innymi po to jestem, by realizować rzeczy, które wydają się niemożliwe. W klubie jest już wiele pomysłów, które są dobre i niczego nie trzeba się bać, a bynajmniej nie ma się czego wstydzić. Ostrów Wielkopolski powoli staje się mocnym ośrodkiem żużlowym. To, co w zeszłym sezonie dokonał, czyli awansował do PGE Ekstraligi jest tylko potwierdzeniem moich słów.

Mało tego, w Ostrowie stawiają na wychowanków. Para juniorska będzie stworzona ze swoich zawodników. Ja na dodatek jestem przekonany, że w nieodległej przyszłości na pozycji U24 też będzie startował ostrowianin. Dzisiaj moje słowa mogą brzmieć śmiesznie, ale ci zawodnicy są tak ambitni, a praca jaką z nimi wykonuje trener Mariusz Staszewski sprawi, że naprawdę niedługo może stać się to realne.

Co pan porabiał po zniknięciu z mediów?

Zająłem się szeroko pojętemu pomaganiu ludziom.

To znaczy?

Otworzyłem firmę, zajmującą się produkcją wyrobów konopnych.

Skąd taki pomysł?

Wzięło się to z choroby mojego synka, który miał rzekomo nieuleczalną padaczkę lekooporną. Udało się to zniwelować. Syn jest w tym momencie zdrowy. Odszedłem całkiem z mediów. Udało mi się pozyskać inwestorów w tej branży. Odsunąłem się od żużla. Nie będę ukrywał, że "wyplucie" ze środowiska żużlowego mocno mnie zabolało. Tym bardziej cieszę się, że wracam do niego w innej roli.

Zobacz także:
GKM Grudziądz ma nowego zawodnika
Będzie nowy mistrz Polski i katastrofa w Toruniu? Były prezes typuje

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (4)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×