Kokpit Kibice

Bolesny upadek mistrza - relacja z meczu Wisła Kraków - Beretta Famila Schio

Choć mistrzynie Polski były uważane za faworyta w spotkaniu z włoskim Beretta Famila, to jednak po raz czwarty z rzędu schodziły z parkietu przegrane. Tym razem o zwycięstwie rywalek zadecydowała końcówka kiedy to podopieczne trenera Lasiego zachowały więcej zimniej krwi. Wobec tego Biała Gwiazda zajęła ostatnie miejsce w turnieju FinalEight Euroligi kobiet.
Adam Popek
Adam Popek

Pierwszy mecz w dniu finałowym turnieju FinalEight od początku przyniósł za sobą wiele akcji ofensywnych. Niestety większość z nich udana była tylko w wykonaniu Włoszek. Ekipa z półwyspu Apenińskiego za sprawą Cheryl Ford po dwóch minutach prowadziła 7:0 i można było powiedzieć, że deklasuje Białą Gwiazdę. Ta z kolei, co chwilę miała okazję do zniwelowania strat, ale indywidualna gra poszczególnych zawodniczek i brak odpowiedniego ustawienia przy walce o zbiórki sprawiały, że celu długo nie udawało się osiągnąć. Impas mistrzyń Polski przerwała dopiero Milka Bjelica trafiając z linii rzutów osobistych, lecz na ten moment była to kropla w morzu ich potrzeb.

Nieco więcej pozytywów w poczynaniach wiślaczek można było dopatrzeć się w dalszych fragmentach. Duża w tym zasługa Erin Phillips, która po dotychczasowych niepowodzeniach w końcu wstrzeliła się w kosz. Dzięki jej trafieniom w zespole pojawiła się nadzieja, iż tego popołudnia jeszcze nic nie jest stracone. Na poparcie tych słów wystarczy przytoczyć fakt, że po pierwszej kwarcie wynik na tablicy świetlnej brzmiał 16:10, w związku z czym remis był właściwie na wyciągnięcie ręki.

Tyle, że w następnej odsłonie stroną wiodącą znów była Beretta. Jej zawodniczki ewidentnie były bardziej zdecydowane i szybciej wprowadzały w życie założenia taktyczne. Oprócz wspominanej Ford pożyteczną pracę wykonywała także Janel McCarville. 29-letnia podkoszowa podobnie jak jej koleżanka była bardzo trudna do upilnowania w polu trzech sekund i sprawiała defensorkom z Krakowa mnóstwo problemów. Nadrobić te braki starała się Anke DeMondt. Reprezentantka Belgii harowała dosłownie w każdym fragmencie boiska i wniosła do kolektywu mnóstwo pozytywnej energii. Przejąć część jej obowiązków próbowała Magdalena Leciejewska, lecz dążenia tej dwójki nie odmieniły w całości przebiegu rywalizacji. Na długą przerwę małopolski team schodził bowiem przegrywając 30:38 i stało się jasne, że musi wspiąć się na wyższy poziom jeśli myśli o odniesieniu choć jednego zwycięstwa na tureckiej ziemi.

Po zmianie stron Wisła wreszcie odznaczyła się wolą walki, jakiej można oczekiwać od drużyny z charakterem. Najwyraźniej zdała sobie sprawę, że sytuacja wymyka się spod kontroli i przyłożyła większa wagę do gry w każdej formacji. Na efekty takich działań nie trzeba było długo czekać. Po niespełna trzech minutach Beretta wygrywała już tylko 40:37 i absolutnie nie mogła być pewna swego. Na parkiecie błyszczała Ewelina Kobryn. Najlepsza polska koszykarka punktowała spod samego kosza i nie miała sobie równych w pojedynkach o górne piłki. Bardzo dobrze układała się jej współpraca z Bjelicą, która podobnie jak środkowa naszej kadry umiejętnie korzystała ze swoich warunków wzrostowych. Po tych wydarzeniach podopieczne Jose Ignacio Hernandeza wysunęły się na minimalne prowadzenie i wydawało się, że pójdą za ciosem.

W decydującej batalii obie strony szły łeb w łeb i trudno było przewidzieć, której z nich jako pierwszej uda się odskoczyć. Biała Gwiazda bazowała na popisach Leciejewskiej. Pochodząca z Grodziska Wielkopolskiego zawodniczka rozgrywała dobre zawody i widać było, że dzięki większej ilości minut spędzonych na boisku zyskała większą wiarę we własne umiejętności. Gdy dołączyła do niej wspominana wcześniej Phillips, krakowianki były lepsze od rywalek o pięć "oczek" i końcowy sukces stał przed nimi otworem.

Problem polegał jednak na tym, że chwilę później obserwatorzy spotkania byli świadkami czterech nieudanych prób w wykonaniu wiślaczek, które najzwyczajniej w świecie się na nich zemściły. Włoszki bowiem, dowodzone przez doskonale znaną pod Wawelem Liron Cohen momentalnie to wykorzystały, dzięki czemu po końcowej syrenie miały powody do radości. Wiśle zaś pozostaje pogratulować ambitnego podejścia, ale do domu wróci z pustym dorobkiem.

Wisła Can - Pack Kraków - Beretta Famila Schio 62:65 (10:16, 20:22, 15:10, 17:17)

Wisła: Phillips 15, DeMondt 13, Leciejewska 8, Powell 7, Kobryn 6, Bjelica 5, Dabović 4, Ujhelyi 2, Czarnecka 2

Beretta: Erkić 15, Ford 13, Cohen 8, Nadalin 8, Macchi 7, McCarville 6, Mascidari 4, Ramon 2, Jalcova 2

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf.własna

Komentarze (5):

  • kibicprawdziwy Zgłoś komentarz
    Lotos,odczep się od Wisły,bo to nie twoja półka.Nie jechały tam żeby zdobyć tytuł a aby powalczyć i sprawdzić w którym są miejscu.Poza jednym meczem z Hiszpankami,zagrały nieżle i
    Czytaj całość
    niestety przegrały w końcówkach.Zgadzam się że Bjelica jest pod formą i nie wiem po co jest Węgierka w zespole,ale trener dał pograć innym zawodniczkom i okazało się że zmienniczki poradziły sobie całkiem dobrze.Nauk nie pójdzie w las.
    • lotos Zgłoś komentarz
      Totalna porazka zwłaszcza trenera.Faworyzowanie niektórych zawodniczek zwłaszcza Bielicy oraz Ujhelyi kosztem Leciejewskiej do tego brak odpowiedniej rotacji.Ten trener w dorosłej
      Czytaj całość
      koszykówce niczego nie osiągnął i pewnego poziomu nie pokona przykład z Wisłą oraz reprezentacją Hiszpani na ostatnim Euro.Tego trenera należy jak najszybciej pożegnać.
      • kvbmi Zgłoś komentarz
        W przekroju całego turnieju, każda minuta spędzona na parkiecie przez Bielice, to była strata czasu. Równie dobrze można było dać koszulkę jakiejś pani sprzedającej bilety na mecz w
        Czytaj całość
        kasie i też mogłaby grać. Za taką grę powinna sobie kupić największy dywan w tej Turcji i targać go na piechotę do Polski. Niestety do pomocy mogłaby sobie wziąć parę innych liderek drużyny, których skuteczność mimo paru zdobytych punktów nie zachwycała. Ale co poradzić. Dobrze, że choć na koniec dano pograć zmienniczkom. Na pewno trzeba pochwalić dziś Leciejewską, Czarnecką, za chęć do gry i świeżość. Szkoda, że tak późno weszła Krężel, na pewno też pokazałaby dobrą grę. Ogólnie w całym turnieju, gra zmienniczek była lepsza od gry podstawowych zawodniczek i szkoda, że nie wykorzystano tej dyspozycji bardziej. Szkoda, że nie udało się Wiśle nic wygrać, ale teraz już nic się nie poradzi. Zostaje się cieszyć w ogóle udziałem polskiej drużyny w tym turnieju, bo to też jest duża sprawa, a nie co dzień jest okazja, oglądać polską drużynę rywalizującą z najlepszymi.
        • Gregor Zgłoś komentarz
          Good bye Mr. Hernandez!
          • zielona Zgłoś komentarz
            CHODZA SŁUCHY ZE HERNANDEZ DOSTAŁ PROPOZYCJE PRACY W MONGOLI Z TAKA GRA W EUROLIDZE .CZAS WRACAC DO DOMU !!!
            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
            ×
            Sport na ×