WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Hubert Radke: Powoli w Europie widać oznaki amerykanizacji sportu zawodowego

- Wszystkie zmiany mają na celu dalsze wyrównywanie szans między wszystkimi rywalizującymi zespołami oraz dominacji jednego klubu na wiele lat - mówi Hubert Radke, gracz Rosy Radom i ekspert NBA.
Bartłomiej Berbeć
Bartłomiej Berbeć

Dobiegł końca pierwszy pełny sezon regularny NBA, w którym nowa umowa CBA była w mocy. Jak oceni pan ten okres i zmiany, które miała wnieść? - Właściwie można powiedzieć, że wiele rzeczy było widocznych już teraz, ale sporo wyjaśni się jeszcze tego lata, w okresie podpisywania kontraktów. Będą to kwestie związane z nowym salary cap (z ang. puli wynagrodzeń) i wynikającym z niego luxury tax, (z ang. podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń), które zmieniły się w dość istotny sposób. Determinują one kształt wielu zespołów, co było widoczne już w lutym, w obliczu wymiany, w której Rudy Gay trafił do Toronto Raptors. Te zmiany podyktowane były właśnie nowymi przepisami, koniecznością ograniczenia puli środków finansowych przeznaczonych na wynagrodzenia zawodników i uniknięcia dodatkowych kosztów z tym związanych. Z czasem będą one coraz bardziej widoczne w polityce wielu zespołów - mówi Hubert Radke, ekspert ligi NBA, koszykarz Rosy Radom oraz komentator Canal+.

- Dochodzą do tego jeszcze zapisy o amnestii, która ma także przyczynić się do uwolnienia klubowego budżetu z niektórych wydatków i które można różnie odbierać. Niektórzy sugerowali, że Los Angeles Lakers powinni za ich pomocą pozbyć się kontuzjowanego Kobe'go Bryanta, bo przyjdzie im zapłacić horrendalną kwotę podatku. Nie oni jedni są w takiej sytuacji i wkrótce niektóre kluby być może zmuszone będą podjąć kontrowersyjne decyzje, w wyniku których kilka gwiazd ligi stanie się dostępnych na rynku wolnych agentów - dodaje zawodnik.

- Wszystkie te zmiany mają na celu dalsze wyrównywanie szans między wszystkimi rywalizującymi zespołami i unikanie sytuacji, w której jeden zespół dominuje ligę przez wiele lat. Wydaje mi się, że jest to coś fenomen, jeżeli chodzi o amerykański sport w ogóle. Jest to diametralnie odmienna sytuacja od tego, co znamy w Europie, gdzie dzięki wielkiemu budżetowi jedna drużyna może teoretycznie zdominować rozgrywki na wiele lata. W USA tego nie ma, mimo że kluby z wielkich miast - Nowy Jork, Los Angeles czy Miami - wciąż dysponują wyższymi budżetami, ale płacą też od tego podatek. Gdy on wzrośnie, mogą dojść do granicy, w której to już po prostu nie będzie im się to kalkulowało finansowo, a właśnie rachunek ekonomiczny jest tutaj najważniejszy. Ilekroć obserwujemy doniesienia medialne na temat niektórych transferów w lidze NBA, i dziwimy się dlaczego konkretny zawodnik odchodzi, powinniśmy w pierwszej kolejności wziąć pod uwagę znaczenie aspektu finansowego na funkcjonowanie klubów, dalej dopiero aspekt sportowy - obszernie wyjaśnia Radke.

Salary cap jest rzeczywiście świetnym rozwiązaniem. Naukowiec Robert Siekmann postulował nawet wprowadzenie jej także na Starym Kontynencie, ale tylko wtedy, gdy obowiązywały na terenie całej Unii Europejskiej... - Oczywiście. Czytałem ostatnio wywiad z dyrektorem sportowym piłkarskiego klubu AC Milan na temat polityki wprowadzonej przez UEFA w 2012 roku zwanej "Financial Fair Play", której celem jest zapewnienie finansowej stabilności klubów, ograniczenie ich wydatków i oddłużenie tych, które przeznaczały zbyt wiele na transfery. Polityka ta miałaby również wyrównywać szanse i powodować, że niektórzy inwestorzy, najczęściej wymieniani są ci z Bliskiego Wschodu czy z Rosji, dysponujący olbrzymimi środkami finansowymi nie mogliby w ten najprostszy sposób zapewnić wyniku sportowego. W pewnym sensie więc te zasady UEFA przypominają salary cap.

- Profesor Siekmann oczywiście ma rację, że spójna polityka dotycząca salary cap byłaby bardzo interesującym rozwiązaniem dla sportu w całej Unii Europejskiej. Jednakże specyfika prawa konkurencji w Europie i pozycja organizacji sportowych jest inna, niż w USA. Dlatego też nie wiemy czy takie rozwiązania prawne mogłyby w ogóle i w oparciu o jakie zasady zostać usankcjonowane w ramach prawa UE. Za oceanem salary cap wynika bezpośrednio ze skrzyżowania prawa pracy i prawa antymonopolowego. Wprowadzenie więc monopolistycznych ograniczeń, jakim niewątpliwie są progi płacowe i wszelkie wynikające z nich konsekwencje dotyczące mobilności sportowców na rynku pracy, odbywa się nie jednostronnie, ale w wyniku porozumienia organizacji sportowej, jaką jest liga zawodowa i stowarzyszenia, czy też związki zawodowe zawodników. Sportowcy zgodzili się na prawne środki ograniczające ich zarobki, za cenę większego udziału w zyskach generowanych przez ligę.

- Jednostronne ustanawianie ograniczeń przez organizację sportową, jakim jest chociażby polityka „Financial Fair Play” UEFA może zostać zakwestionowane w ramach prawa konkurencji UE, tak samo jak przed laty amerykańskie sądy zakwestionowały jednostronne ograniczenia wprowadzane przez ligi zawodowe. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby także w Europie takie rozwiązanie zostało wprowadzone na podstawie umowy pomiędzy związkiem zawodników, a osób zarządzających klubami… - wyjaśnia obszernie Radke.

Dokładnie taka sama sytuacja jest obecnie w Stanach Zjednoczonych - Zgadza się, z tym, że nie wiemy czy takie usprawiedliwienie wyłączenia reguł antymonopolowych, konkurencji, zyskałoby poparcie Komisji Europejskiej i w dalszej kolejności Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Generalnie rzecz biorąc, oba systemy działają na różnych zasadach, posługują się różnymi sposobami ograniczania konkurencji na rynku i może to nie być takie proste - tłumaczy ekspert.

Czyli jednym słowem - europejski sport czeka jeszcze daleka droga, by wprowadzić salary cap. A może to w ogóle nigdy się nie stanie? - Odpowiednie jest chyba to drugie pytanie - czy kiedykolwiek ktokolwiek będzie chciał przeprowadzić taką operację? Czy dysponujące władczą pozycją w Europie związki sportowe w ogóle zasiadłyby do rozmów ze stowarzyszeniami graczy. Wszystko za cenę konfliktu, zakwestionowania wszechogarniających kompetencji związków sportowych. Ale właśnie w ten sposób to odbywało się za oceanem, tyle tylko że ponad 50 lat temu.

- Historycznie rzecz biorąc Europa ma kompleksy Ameryki od ponad 200 lat i nie wydaje mi się, by w tej kwestii było inaczej. Z jednej strony jest fascynacja rozwiązaniami zza oceanu, ale z drugiej wydaje się to jeszcze bardzo, bardzo odległe. Chociaż to, co dzieje się w niektórych ligach, chociażby Polskiej Lidze Koszykówki, gdzie powoli stają się one zamknięte, jest to pierwsza faza "amerykanizacji" sportu zawodowego. Nie wiadomo natomiast, czy pozostałe kwestie pójdą w tym samym kierunku, a żeby wszystko funkcjonowało tak jak w USA potrzebujemy dobrych rozwiązań prawnych. My w Europie jesteśmy w tej kwestii z tyłu, co widać po rozwoju sportu na obu kontynentach - kończy Hubert Radke.

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (1):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Grzegorz Talar 0
    akurat myślę, że tematach finansowo-prawnych Globus jest mocny. szczególnie, że robi doktorat z prawa sportowego + dodatkowo pewnie czerpie wiedzę od rodziców, bo pochodzi z prawniczej rodziny (nawet pracuje w tej kancelarii i całkiem ma niezły dorobek jak na małolata i aktywnego koszykarza - http://www.kancelariar...bert-radke ; ciekawe jak to wszystko godzi...). o ile koleś mnie na parkiecie nie zachwyca to mam szacun dla jego pozaboiskowych dokonań.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Pokaż więcej komentarzy (1)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×