Jacek Wszoła: Dziś jest trudno o medale

Zdjęcie okładkowe artykułu: Getty Images / S&G/PA Images / Na zdjęciu: Jacek Wszoła
Getty Images / S&G/PA Images / Na zdjęciu: Jacek Wszoła
zdjęcie autora artykułu

- Wiele rzeczy zmieniło się przez kilkadziesiąt lat, dlatego dziś jest dużo trudniej o medale niż kiedyś - mówi Jacek Wszoła, mistrz olimpijski z Montrealu z 1976 roku.

Dwa złote, trzy srebrne, dwa brązowe - to dorobek medalowy Polski na środę rano podczas Igrzysk Olimpijskich. Do tego w ćwierćfinale odpadli nasi siatkarze. Mistrz olimpijski w skoku wzwyż z Montrealu i wicemistrz z Moskwy, Jacek Wszoła, zauważa że dziś konkurencja jest znacznie większa niż w poprzednich latach.

Marek Wawrzynowski, WP SportoweFakty: Igrzyska powoli dobiegają końca a nasz dorobek medalowy jest skromny. Dodatkowo odpadli siatkarze, na których tak bardzo liczyliśmy. To rozczarowanie? Jacek Wszoła: - No cóż, to się zdarza, grali z bardzo mocnym przeciwnikiem. A przecież nie są nagle słabszymi siatkarzami. Mówi pan jak sportowiec, doceniam to. Ale czy nie ma w panu kibica, który liczył na więcej? Może liczyłem, ale trzeba docenić wysiłek siatkarzy. Potrafili podnieść się po meczu z Iranem, potem cały turniej grali naprawdę dobrze. Oczywiście, że miałem nadzieję na więcej, szkoda czwartego seta, gdy daliśmy się dojść. Ale ja do tego zupełnie inaczej podchodzę. Jak? Są na miejscach 5-8 na świecie, to bardzo wysoko. Joanna Fiodorow zajęła 7. miejsce na świecie, to źle? To są wciąż świetni sportowcy. Czy któryś z naszych polityków jest 8. na świecie? W czymś w ogóle jesteśmy na 8. miejscu na świecie? Doceńmy to. Żeby ocenić negatywnie sportowców, którzy reprezentują tak wysoki poziom, trzeba zrozumieć, że sport się zmienił, poziom bardzo się wyrównał. Proszę spojrzeć na finał biegu na 400 metrów przez płotki. 7 na 8 zawodników pobiło rekordy krajowe, Alison dos Santos pobił do tego rekord Ameryki Południowej, Rai Benjamin nie tylko rekord Ameryki Północnej, ale miał czas lepszy od dotychczasowego rekordu świata… tyle, że nie ma rekordu, bo jeszcze lepiej pobiegł Karsten Warholm. O wszystkim decydują ułamki sekund, nie wystarczy być w światowej czołówce, musisz wspiąć się na wyżyny możliwości. Nie zawsze tak było? Nie było takiej konkurencji. Proszę zobaczyć choćby ile jest dziś krajów w Europie. Około 20 więcej niż w 1990 roku. To zupełnie inna konkurencja. Kraje, które kiedyś były słabsze dziś mają dostęp do najlepszych treningów. Przecież wystarczy internet i już wszystko wiesz. Są otwarte granice, dostęp do lepszych trenerów. Świat się zmienia. Igrzyska też. Tak, ale mi się to podoba. W 1992 roku po tym jak Dream Team odniósł wielki sukces komercyjny, MKOl przespał to i nie wykorzystał do popularyzacji dyscypliny. Bo sport staje się dla młodych ludzi coraz mniej atrakcyjny, spada oglądalność. Starzy urzędnicy muszą szybciej reagować na to, czym żyje ulica. Dlatego bardzo ucieszyły mnie takie dyscypliny jak koszykówka 3 na 3, skateboard. W tym kierunku trzeba iść. I mówię to ja, dziaders. Wróćmy do polskich występów. Dużo niewykorzystanych szans ale na Anitę Włodarczyk można liczyć. Ona jest niewiarygodna. Fantastyczna, przesympatyczna dziewczyna, do tego niewiarygodnie pracowita. Nie wiem na ile jej zdrowie pozwoli, ale mam nadzieję, że w Paryżu za 3 lata jeszcze raz wystartuje i wyrówna rekord Roberta Korzeniowskiego. 4 złote medale… to realne. Drugi złoty jest w sztafecie mieszanej. Zaskoczenie? Zaskoczył mnie Kajetan Duszyński, który z taką łatwością wyszedł na pierwsze miejsce i je utrzymał. A przecież to była ostatnia zmiana, najlepsi z najlepszych. Fantastyczny bieg. Wiele złotych medali już nie będzie.

Zobaczymy, są młociarze, Maria Andrejczyk (rzut oszczepem) świetnie wygląda, Patryk Dobek (800 metrów) ma też szanse. Może nie będzie aż tak źle. Może będzie, może nie. Mówi pan dość optymistycznie. Czy to znaczy, że nie ma sensu wyciągać wniosków, że należy przejść nad takimi wynikami do porządku dziennego? Nie, tego bym nie powiedział. Trzeba wyciągać wnioski. Ale proszę pana, jakie wnioski może Pan wyciągnąć? My nie potrafimy wykorzystać sukcesu. Po czasach gdy sukcesy odnosiła Agnieszka Radwańska, co dziś znaczymy w tenisie? Oczywiście są pojedyncze sukcesy, ale proszę spojrzeć na Czechów. Mają fundacje, programy dla młodzieży i tak dalej. Dziś w małych Czechach jest znacznie więcej kortów, hal. I oni mają efekty. A sporty zimowe? Proszę zobaczyć na alpejczyków. Nie potrafimy wydzielić stoku zjazdowego, zawodnicy muszą jeździć w Alpy, płacić za stok, montować wszystkie punkty pomiarowe i tak dalej. O tych problemach pisał już w swojej autobiografii Andrzej Bachleda. A on przecież jeździł w latach 60. I 60 lat później są te same problemy. Albo proszę spojrzeć na pływaków, którzy muszą wstawać o 4.30, żeby mieć kawałek pływalni dla siebie. Dlaczego w naszych ośrodkach przygotowań olimpijskich nie ma 50-metrowego basenu tylko dla kadr? Bo to kosztuje. Medal olimpijski kosztuje. Jeśli chcemy mieć medale, musimy zainwestować. Ale warto? Według badań instytutu cukru w Polsce sport uprawia ledwie 25 procent społeczeństwa. Moim zdaniem to są dane przeszacowane i to grubo. Gdy byłem współwłaścicielem sieci siłowni robiliśmy takie badania i nam wychodziło 6 procent. Ale to było ponad 20 lat temu, sporo się zmieniło od tego czasu. Oczywiście, że tak, ale wciąż nie sądzę, żebyśmy doszli do tego poziomu. Wystarczy spojrzeć na ulice.

ZOBACZ Robert Korzeniowski: Anita Włodarczyk to nasze dobro narodowe

Źródło artykułu: