Jako pierwszy Polak wygrał juniorski TOP 12. Miał zostać lekarzem, jest cenionym trenerem

Zdjęcie okładkowe artykułu: Materiały prasowe / PZTS / Na zdjęciu: polscy tenisiści stołowi
Materiały prasowe / PZTS / Na zdjęciu: polscy tenisiści stołowi
zdjęcie autora artykułu

Wychował się w rodzinie lekarzy, on sam nie zdecydował się jednak pójść na medycynę. Związał się z tenisem stołowym, w którym osiągał spore sukcesy. Obecnie Piotr Szafranek pracuje jako trener.

W tym artykule dowiesz się o:

Redakcja PZTS: Piotr Szafranek miał zostać lekarzem, a nie tenisistą stołowym?

Piotr Szafranek: Pochodzę z rodziny lekarskiej, a rodzice, Rozalia i Józef, mieli nadzieję, że ich troje dzieci będzie kontynuowało medyczne tradycje. Tymczasem córki, a moje siostry Joanna i Alicja, również zostały lekarzami, a ja poszedłem inną, sportową drogą.

Jak ona się zaczęła w rodzinnym Chełmie?

W 1980 roku wybraliśmy się rodzinnie na krótki odpoczynek do pobliskiego jeziora Białego. Miałem 7 lat i z zaciekawieniem obserwowałem przebywających tam na obozie tenisistów stołowych. W domu mieliśmy stół do ping-ponga, grałem z ojcem i dziadkiem, więc chętnie dołączyłem do trenujących rówieśników i okazało się, że z niektórymi wygrałem. Złapałem bakcyla, zapisano mnie do klubu Ogniwo i od ponad 40 lat jestem związany z tym sportem.

Zazwyczaj bywa tak, że w celu rozwijania sportowej pasji i podnoszenia umiejętności trzeba opuścić macierzysty klub.

W moim przypadku też tak było. W 1988 roku, kiedy kończyłem podstawówkę, wszystko było już ustalone i - jako 2-krotny Mistrz Polski juniorów młodszych - miałem kontynuować pingpongową przygodę w Gliwicach. Cóż się jednak okazało, pan kierownik, który miał przyjechać do Chełma podpisać wszelkie dokumenty, spadł z drabiny, potłukł się i nic z tego nie wyszło. Wtedy mój starszy kolega Michał Dziubański zaproponował, abym przeniósł się na północ Polski, do Gdańska. Akurat wówczas trener Adam Giersz tworzył Ośrodek Centralnego Szkolenia, więc dobrze trafiłem. Co prawda mnie do gdańskiego AZS przyjmował Tadeusz Klimkowski, ale on wkrótce wyjechał do Francji i tam już został. Przychodziłem jako medalista Mistrzostw Europy, wraz z Anią Januszyk zdobyliśmy brąz w kadetach.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: hit sieci z udziałem Sereny Williams. Zobacz, co robi na emeryturze

Pańska starsza siostra Joanna Szafranek, dziś lekarz radiolog, też występowała w AZS AWF Gdańsk w pingpongowej ekstraklasie.

Zanim rozpoczęła studia medyczne, grała na dobrym poziomie w tenisa stołowego. Z Ogniwem Chełm awansowała do ekstraklasy, a w najwyższej klasie broniła barw AZS AWF na początku lat 90. Dziś jest wielką fanką tenisa ziemnego, mistrzynią świata lekarzy, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Tenisowego Lekarzy.

Jak rodzice zareagowali, że jedyny syn zostanie sportowcem, a nie lekarzem?

Jako kilkunastoletni chłopak musiałem podjąć decyzję, albo kształcę się w kierunku medycznym, albo zajmę się profesjonalnie sportem. Mama płakała, tata też nie był zadowolony, ale nie byli w stanie wyperswadować mi planów. Tym bardziej, że szybko zacząłem odnosić sukcesy. Zaraz na początku współpracy trener Giersz zabrał mnie na Ogólnopolski Turniej Klasyfikacyjny Seniorów. Nie miałem kwalifikacji na takie zawody, ale przyznano mi dziką kartę, a jako 15-latek zająłem 4. miejsce, wygrywając m.in. ze świeżo upieczonym olimpijczykiem z Seulu Piotrem Molendą.

Niedługo później, na przełomie marca i kwietnia 1989 roku, grałem już m.in. z Andrzejem Grubbą i Leszkiem Kucharskim w mistrzostwach świata w Dortmundzie. Łącznie 4 razy wystąpiłem w zawodach tej rangi, a rodzice byli moimi największymi kibicami. Pojechali nawet na MŚ do Chin w 1995 roku. Grałem w składzie z takimi zawodnikami jak Lucjan Błaszczyk, Tomasz Krzeszewski, Piotr Skierski, Michał Dziubański. W seniorach największym osiągnięciem, choć jako rezerwowy, był brązowy medal DME w Bratysławie w 1996 roku. Wcześniej zostaliśmy z Luckiem Błaszczykiem i Tomkiem Krzeszewskim Młodzieżowymi Wicemistrzami Świata po finałowej porażce ze Szwedami. Oni w półfinale ograli Chińczyków, a my Koreańczyków.

Mając 18 lat został pan pierwszym Polakiem, który wygrał prestiżowy turniej TOP 12.

Zawody odbywały się we włoskiej Messinie, czwarty był Lucjan, a siódmy Władimir Samsonow, późniejszy mistrz ping-ponga. W juniorskim TOP 12 grałem też w 1990 roku we francuskim Vichy, gdzie nie udało mi się wykorzystać 6 (!) meczboli z późniejszym mistrzem świata seniorów Wernerem Schlagerem. A co do Samsonowa, w dawnych czasach wiele razy przyjeżdżał do miejscowości Zawadzkie na organizowane tam turnieje. Zdarzało się, że wygrywałem z nim, a częściej przegrywałem, choć był 3 lata młodszy.

Piotr Szafranek z podopiecznymi (fot. archiwum trenera)
Piotr Szafranek z podopiecznymi (fot. archiwum trenera)

Pana synowie nie poszli w ślady ojca.

Janek nieźle grał w tenisa stołowego, wygrywał mistrzostwa wojewódzkie, ale miał kłopoty z kolanami. Poszedł zatem na... medycynę, jest na 4. roku i otrzymuje stypendium za bardzo dobre wyniki w nauce. Młodszy syn Wojtek wybrał piłkę nożną, jest napastnikiem Zagłębia Lubin, niedawno wywalczył miejsce w podstawowym składzie drugoligowych rezerw.

Z kim pan wygrywał w dorosłej karierze?

Utkwił mi w pamięci mecz superligi ze Szwecją w Brzegu Dolnym. Przy stanie 3:3 zagrałem z Peterem Nillsonem i zdobyłem zwycięski punkt. Sporo dobrych gier miałem też w 1. i 2. lidze niemieckiej. Najlepsze były lata spędzone w Hoengen. Z tym klubem awansowałem do Bundesligi, zdobyłem też Puchar ETTU, czyli odpowiednik dzisiejszego Pucharu Europy. Tam też rozpocząłem pracę trenerską w 2000 roku. To były czasy kiedy w Niemczech grali najlepsi polscy tenisiści stołowi, a w ogóle niewiele obcokrajowców mogli przyjąć ze względów regulaminowych.

Później grał pan jeszcze w Holandii.

Sięgnąłem tam po trzy tytuły mistrzowskie i jeden brąz. Cały czas rozwijałem warsztat szkoleniowy. Dlatego chętnie skorzystałem z propozycji i w 2005 roku dołączyłem do Ośrodka Szkolenia Sportowego Młodzieży Polskiego Związku Tenisa Stołowego. Cieszę się, że mogę przekazywać swoją wiedzę i umiejętności młodzieży. Do ośrodka trafiają zdolni zawodnicy i zawodniczki, a naszym zadaniem jest im pomóc.

Wiem, że niektórym jest ciężko, zmiana otoczenia, szkoły, ale też inny trening, kolejna zmiana, tym razem techniki czy nawyków. Potrzeba współpracy obu stron, a później radujemy się z efektów. Na przykład Rafał Formela poczynił duże postępy i niedawno zagrał w prestiżowym TOP 10 kadetów. Generalnie uważam, że mamy dobrych trenerów, pracujemy według Narodowego Programu Rozwoju Tenisa Stołowego, ale też każdy z nas ma swoje doświadczenia, w tym międzynarodowe, pomysły i z nich też chętnie korzystamy.

Przez wiele lat pracował pan jako trener kadry kadetów i juniorów, przykładając rękę do wielu sukcesów.

Między 2010 a 2015 rokiem reprezentanci Polski wielokrotnie zdobywali medale ME, w tym złote i srebrne. W tym gronie byli m.in. Jakub Dyjas, Konrad Kulpa, Patryk Zatówka, Marek Badowski, Jakub Folwarski, Tomasz Kotowski, Adrian Więcek, Michał Bańkosz, Tomasz Tomaszuk, Kamil Nalepa. Z Olimpią-Unią Grudziądz wywalczyłem cztery tytuły mistrzowskie i dwa wicemistrzowskie w superlidze, z AZS AWFiS Unia Gdańsk wicemistrzostwo kraju. Z zespołem z Grudziądza byliśmy w półfinale Ligi Mistrzów i finale Pucharu ETTU. Jako zawodnik stawałem na najwyższym stopniu podium MP w deblu i mikście, a w singlu miałem srebro.

Czytaj także:Dariusz Szumacher: Czerpiemy wzorce od najlepszych na świecieDebiutanci na plus. Polacy dziewiątą drużyną świata

Źródło artykułu: WP SportoweFakty
Czy polski tenis stołowy będzie się rozwijał?
Tak
Nie
Zagłosuj, aby zobaczyć wyniki
Trwa ładowanie...
Komentarze (0)
ZOBACZ TAKŻE