Żużel. "Coś takiego nie przeszłoby mi nawet przez myśl". Prezes stanowczo o decyzji rywala

- Jako prezes nigdy nie doprowadziłbym do takiej kolejności wydarzeń - powiedział Jerzy Kanclerz, komentując wypożyczenie Jakuba Krawczyka z Arged Malesy do Betard Sparty. Działacz Abramczyk Polonii zdradził również powody zmian w swoim klubie.

Mateusz Kmiecik
Mateusz Kmiecik
Jerzy Kanclerz WP SportoweFakty / Michał Szmyd / Na zdjęciu: Jerzy Kanclerz
Abramczyk Polonia Bydgoszcz, obok Cellfast Wilków Krosno, Innpro ROW-u Rybnik oraz Arged Malesy Ostrów jest jednym z faworytów do zwycięstwa w Metalkas 2. Ekstralidze. Ekipa z województwa kujawsko-pomorskiego od kilku sezonów stara się wywalczyć awans do PGE Ekstraliga, ale jak na razie robiła to bezskutecznie.

Co ciekawe, zdaniem Jerzego Kanclerza, jeszcze przed transferem Jakuba Krawczyka to wielkopolski zespół był najmocniejszy na drugim poziomie rozgrywkowym. 20-latek został jednak wypożyczony do Betard Sparty Wrocław.

W opinii prezesa siedmiokrotnych drużynowych mistrzów Polski styl tego ruchu nie był dobry, gdyż czegoś takiego nie robi się kibicom. Najpierw ogłoszono im, że młodzieżowiec zostaje w Ostrowie Wielkopolskim, a następnie go "zabrano". On sam nie wyobraża sobie, aby mógł zrobić coś podobnego w Bydgoszczy, na przykład z Wiktorem Przyjemskim. Najpewniej miałby od tego momentu dość trudne relacje z fanami swojego klubu.

ZOBACZ WIDEO: Otwarcie krytykował Canal+. O to miał pretensje

- Dlatego coś takiego nie przeszłoby mi nawet przez myśl. Rozumiem oczywiście, że decydowały finanse i zarząd mógł wybrać mniejsze zło. Jeszcze raz jednak podkreślam, że jako prezes nigdy nie doprowadziłbym do takiej kolejności wydarzeń. Poza tym jako działacz znam się trochę na finansach i według mnie w całej tej sprawie nie chodzi tylko o konieczność zapłaty kary za szkolenie w wysokości ponad 300 tysięcy. Uważam, że musiało stać się coś jeszcze, ale nie chcę w to głębiej wchodzić. Nie znam niuansów - przyznał w rozmowie z portalem kurierostrowski.pl.

Wracając jednakże do Polonii, to tam też doszło do kilku przetasowań. Z drużyną pożegnali się, chociażby David Bellego oraz Kenneth Bjerre. Pojawili się za to m.in. Krzysztof Buczkowski i Kai Huckenbeck. Jednym z powodów takiej decyzji było nie do końca dobre dopasowanie się do domowego toru tych dwóch pierwszych, przez co nie czuli się oni na nim najlepiej. Innym argumentem były wyścigi nominowane.

- Wiele meczów rozstrzyga się właśnie wtedy. W ubiegłym sezonie byliśmy jedynym zespołem, który był blisko pokonania Enea Falubazu Zielona Góra. Tak było zarówno na wyjeździe jak i u siebie. Zabrakło nam mocnej końcówki, kiedy skończyły się biegi Wiktora Przyjemskiego. David Bellego i Kenneth Bjerre zawodzili. Teraz mam Krzysztofa Buczkowskiego oraz Kaia Huckenbecka i liczę, że oni udźwigną temat - stwierdził Jerzy Kanclerz.

Czytaj także: Żużel. Rewelacyjne wieści od polskiego klubu. Kibice wykupią wszystkie bilety?! Zginął w obozie koncentracyjnym. Polski żużel poniósł ogromną stratę

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×