Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Stal Rzeszów upadła na samo dno. Pycha, buta i bezkarność (analiza)

Historyczny upadek Stali Rzeszów stał się faktem. Trzyletnia kadencja obecnych włodarzy musi pójść w zapomnienie, jeżeli dwukrotny mistrz Polski ma się wygrzebać z trzeciej klasy rozgrywkowej.
Radosław Gerlach
Radosław Gerlach
Narada kierownictwa Stali Rzeszów Z prawej Marcin Janik WP SportoweFakty / Marcin Inglot / Na zdjęciu: Narada kierownictwa Stali Rzeszów. Z prawej Marcin Janik

Pycha, buta i bezkarność. Tak najkrócej można opisać to co działo się w Stali Rzeszów w latach 2015-2017. Andrzej ŁabudzkiMarcin Janik i Janusz Dziobak zastali drużynę w PGE Ekstralidze. Zostawiają ją w 2. Lidze Żużlowej, najniżej w 70-letniej historii klubu. Stal miała wiernych kibiców, którzy pozostali z klubem do samego końca. Miała też wsparcie ze strony miasta i oddanych zawodników. Działacze nie mieli jednak szacunku do nikogo oprócz ich samych. 

Afera Porsingowa  

Był marzec 2017 roku. Nicklas Porsing ze Stali Rzeszów ogłosił, że nie przystąpi do meczu ligowego dopóki nie otrzyma zaległych pieniędzy z poprzedniego sezonu. Duńczyk skontaktował się z nami i poskarżył na klub. Mówił o tym, że prezes go oszukał. Twierdził, że przedłużył kontrakt w zamian za obietnicę wypłaty należnej mu kasy. Sezon jednak się zbliżał, a przelewu na koncie nie było, więc Porsing się zbuntował. Chodziło o kilkadziesiąt tysięcy złotych. 

Stal zaczęła sezon meczem na własnym torze z Euro Finannce Polonią Piła. Porsinga w składzie nie było. 25-latek zasiadł na trybunach i opublikował zdjęcie zakupionego biletu, okraszając je dosadnym komentarzem: "pomagam klubowi", co rozwścieczyło klubowych działaczy

ZOBACZ WIDEO Nowe pomysły na walkę z dopingiem w sporcie żużlowym

Tydzień później Stal miała mecz w Daugavpils. Kontrakt Porsinga wciąż obowiązywał, więc w razie powołania był on zobligowany, by stawić się na Łotwie. W innym przypadku otrzymałby od klubu karę w wysokości 50 tysięcy złotych. Informację o powołaniu na niedzielne spotkane ligowe na Łotwie dostał, gdy w sobotę miał już zaplanowane zawody w Anglii. Stanął przed dylematem, jak dojechać, ale i też, jak przetransportować do Daugavpils sprzęt, który akurat znajdował się w Danii.

Stal miała wyjść z propozycją: "podstawimy firmę transportową, która przewiezie motocykle z Danii na Łotwę, a ty w niedzielę rano wsiądziesz w samolot do Rygi". Porsing przed południem wylądował na Łotwie, a po kilku godzinach był już na stadionie w Daugavpils. Wtedy otrzymał informację, że bus z jego sprzętem utknął na Litwie. Taka wiadomość obiegła też media

Z naszych informacji wynika, że żadnego busa nie było i nie został on nawet wynajęty. Wiele wskazuje na to, że cała ta sytuacja była zaplanowaną akcją przez kierownictwo Żurawi i miała na celu upokorzenie Duńczyka. Rzeszowianie nie tylko narazili się na lanie na torze, jadąc w 6-osobowym zestawieniu, ale także potraktowali swojego zawodnika z przysłowiowego buta. Wiemy, że po tamtym spotkaniu Porsing wciąż nie miał na koncie zarobionych przez siebie pieniędzy z 2016 roku. 

Karać, karać i jeszcze karać 

Regulamin w niektórych przypadkach przewiduje naprawdę drakońskie kary, a ich wysokość zależy w głównej mierze od interpretacji klubu. Stal w minionym sezonie zazwyczaj korzystała z górnych widełek.

Patryk Wojdyło, 18-letni wychowanek Żurawi otrzymał w czerwcu karę na 25 tysięcy złotych. Junior podczas meczu Stali z Grupą Azoty Unią Tarnów miał zasłoniętą naszywkę z logiem sponsorskim na piersi. Swoją drogą, to młodzieżowiec miał kontrakt na poziomie 200 złotych za punkt. Aby uzbierać na karę musiałby zatem zdobyć w całym sezonie około 125 punktów z bonusami. Uzbierał ich tylko 38. 

Obrywało się jednak nie tylko wychowankom. Stal nie miała litości przede wszystkim do swoich obcokrajowców. Poza Porsingiem, sankcją został objęty również Dimitri Berge. Generalnie klub organizował treningi w dni, kiedy zawodnikom nie było to na rękę. Załóżmy, że Jake Allen ma mecze w Anglii w czwartek i sobotę. Stal powołuje go na trening w piątek. Zawodnik chcąc się na nim pojawić musiałby lecieć tam i z powrotem. Może liczyć na zwrot jedynie na nocleg. 

Słowa rzucane na wiatr

W przypadku Stali często zdarzało się tak, że słowa działaczy rozmijały się z rzeczywistością. Kiedy pod koniec kwietnia gruchnęła wiadomość o zakończeniu kariery przez Davey'a Watta, kierownik drużyny, oznajmił, że Australijczyk wcale jej nie kończy, bo tak kocha Rzeszów, że jak tylko będzie potrzeba to przyjedzie wspomóc zespół

Przy szerokiej kadrze, jaką miała Stal, wydawało się wątpliwe, że Watt będzie kiedykolwiek potrzebny. Minęło jednak zaledwie kilka tygodni i Stal zaczęła wystawiać niepełny, czasem nawet 5-osobowy skład. Gdzie był wtedy kochający Watt?

Kiedy Chris Harris nagle podpisał kontrakt z jeżdżącym w te same dni Peterborough Panthers, a Dimitri Berge zabrał z Polski swoje motocykle, pojawiły się tłumaczenia włodarzy klubu o skręconych kostkach, źle przebukowanych biletach lotniczych czy horrendalnej serii kolizji terminów. Brzmiało to głupio i niedorzecznie.

Działacze Stali często jednak rzucali słowa na wiatr. Pamiętamy, jak kierownik drużyny po 13. biegu meczu w Tarnowie (przy wyniku 58:20 dla Unii) mówił z uśmiechem: "walczymy do końca". To stwierdzenie zapadło w pamięci rzeszowskich kibiców. Dodajmy, że gdyby nie upadek Patryka Rolnickiego w 15. biegu to padłby kolejny niechlubny rekord w historii klubu, czyli najwyższa derbowa przegrana z odwiecznym rywalem.

Kpina z najwierniejszych z wiernych

Jeśli drużyna spada na samo dno, to z reguły odwracają się od niej kibice. Kiedy Start Gniezno przed kilkoma laty opuszczało szeregi Nice 1.LŻ, na obiekcie przy Wrzesińskiej pojawiało się kilkaset osób. Tymczasem na mecze Stali wciąż przychodziły tłumy. 8 tysięcy widzów na barażowym spotkaniu ze Speed Car Motorem Lublin jest najlepszym dowodem na to, jak oddani potrafią być rzeszowscy kibice. I to bez względu na wynik zespołu. 

Frustracji nie wylewali nigdy. Dopingowali swój zespół nie tylko u siebie, ale i na dalekich wyjazdach. Choć wedle przeprowadzanych sond poparcie dla poczynań aktualnego prezesa wynosiło około 5-7 procent, to kibice Stali przez cały sezon nie szczędzili grosza na bilety. W zamian otrzymywali jazdę swojej ukochanej drużyny w 5-osobowym składzie, niekiedy z trzema juniorami. 

No i pycha 

Bo przecież Stal w barażu nie miała z kim przegrać. Co z tego, że dostawała bęcki na własnym torze z osłabioną Polonią Piła, czy nie potrafiła wygrać żadnego biegu na wyjeździe. Speed Car Motor Lublin, TŻ Ostrovia Ostrów Wlkp.? - To jest przepaść - mówił pewny swego Janusz Stachyra przed barażowym dwumeczem z drugą siłą trzeciej klasy rozgrywkowej. Przepaść taka, że Stal właśnie w tej trzeciej klasie się znalazła. 

Ale rywalami gardzili też inni działacze, a trener Stachyra to i tak wersja "light" szowinizmu, jaki zapanował ostatnio przy Hetmańskiej.  - Lublin? Kogo oni mają, dziadka Pedersena i Staszka Burzę? - pytali w klubie. Faktycznie, obaj panowie do najmłodszych żużlowców z pewnością nie należą. Niemniej, Pedersen i Burza zdobyli w dwumeczu łącznie 31 punktów z bonusami, zaś Marcel Szymko i Kamil Kiełbasa, czyli autorskie wynalazki kierownictwa Żurawi... 1. Z ust rzeszowskich włodarzy nigdy nie padło słowo: przepraszam, choć okazji, by uderzyć się w pierś były tysiące.

Po co nam wychowankowie

Pisaliśmy już o karze dla Wojdyły. 18-latek prawdopodobnie pożegna się z klubem po sezonie, a i jego dalsza kariera stoi pod sporym znakiem zapytania. Ale Wojdyło to nie jedyna ofiara tzw. przemocy w rodzinie.

Karol Baran czyli ulubieniec rzeszowskich trybun, został przed rokiem przystawiony do ściany. Łabudzki czekał na Barana w klubie do ostatniej godziny okienka transferowego. Zawodnik chciał jeździć dla drużyny, ale chciał gwarancji otrzymania zaległych pieniędzy. Takiej nie dostał. Odszedł, bo nie chciał jeździć za darmo przez kolejny sezon. Stal okrzyknęła go zdrajcą.

Paweł Miesiąc i Maciej Kuciapa również nie prędko wrócą do macierzy. Mówi się, że ten drugi zgłosił sprawę swoich zaległości z sezonu 2016 do Polskiego Związku Motorowego. Z kolei Dawid Lampart skusił się na jeszcze jeden rok startów z Żurawiem na plastronie, ale zrobił to w głównej mierze dla swojego 16-letniego brata Wiktora. Już w czerwcu kapitan ogłosił natomiast, że po zakończeniu rozgrywek ucieka z Rzeszowa. 

Przez nonszalanckie podejście działaczy, którzy w ostatnich latach traktowali Stal jak zabawkę, klub znalazł się w fatalnej sytuacji organizacyjnej, finansowej, wizerunkowej, sportowej, ale także z czarną wizją na przyszłość.

Szalenie ciężko będzie teraz odbudować w środowisku zaufanie do rzeszowskiego ośrodka, ale także spełnić wymóg pięciu krajowych jeźdźców na przyszłoroczne rozgrywki. Skłóceni wychowankowie raczej do Stali nie wrócą, a znalezienie wartościowych zawodników z polską licencją na trzecią klasę rozgrywkową to nie lada sztuka. Klub może na lata ugrząźć w niedoli 2. Ligi Żużlowej.

Wyplewić sodomę i gomorę 

Stal Rzeszów na dniach ma zostać przejęta przez Ireneusza Nawrockiego. Z osobą nowego właściciela kibice wiążą ogromne nadzieje. Liczą przynajmniej na to, że za Stal w końcu nie będzie się trzeba wstydzić. Ale jeśli Nawrocki chce coś osiągnąć z drużyną, to musi pozbyć się skompromitowanych i zasiedziałych działaczy, którzy odpowiadają za obecną sytuację klubu, najgorszą w historii.

Okazuje się jednak, że nowy właściciel ma inne plany i część kadr ma dostać nawet awanse. Odejdzie natomiast prezes Łabudzki, który po meczu w Lublinie zapadł się pod ziemię.

Czy w Stali Rzeszów należy wymienić działaczy?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (81)
  • Juniorstress Zgłoś komentarz
    Dla mnie to trochę komedia jest co się dzieje w tym Rzeszowie. Junior (Patryk Wojdyło) jedzie za 200 zł za punkt, prezentuje się całkiem dobrze na torze, to się na niego karę nakłada
    Czytaj całość
    za jakąś głupią naszywkę na kevlarze, na którą pewnie mało kto zwraca uwagę. Pojawia się inwestor, który niby chce kupić udziały i spłacić 2 mln długu (jeśli dobrze rozumiem), zbudować drużynę itd i... zostawić Stachyrę? O RLY? Czy ten pan nie wie co kupuje? Może jako trener szkółki Stachyra jest dobry, ale jako trener drużyny już parę razy zasłynął z kontrowersyjnych wypowiedzi. Nie utrzymał zespołu w lidze. Przegrał z kretesem baraże i to ma być trener? Sorry, ale on nie wydźwignie Stali z 2 ligi nawet jak ten nowy inwestor położy mu 3 bańki na stole na zbudowanie kadry. Wychowankowie pewnie też będą woleli jeździć już gdzie indziej żeby się nie sparzyć. Z tym Grajczonkiem też trochę dziwna sprawa. Miał naprawdę dobry sezon. Jeśli i jemu Rzeszów wisi kasę, do tego spadli do 2 ligi to nie wiem czy on tak będzie chciał tam zostać. Jak dostanie propozycje z Nice PLŻ to moim zdaniem wyląduje w Krakowie, może w Pile lub w Daugavpils. A może w Łodzi. Wojdyłę widzę w Orle. Trenerem jest Janusz Ślączka, i sądzę że będzie chciał go ściągnąć do Orła. Jeśli zostaną Miśki to będziemy mieć b.mocną jak na 1 ligę parę juniorów. Żal kibiców bo to na prawdę obciach mieć takich działaczy i tak prowadzony klub. A im dłużej to wszystko się ciągnie tym bardziej dochodzę do wniosku, że z tym inwestorem to może być taka zasłona dymna dla obecnego zarządu, żeby odwrócić trochę uwagę, uśpić kibiców dając im nadzieję, a potem się okaże, że jednak negocjacje nie poszły jak trzeba, inwestor się wycofał i zostaje stary skład na stołkach. Tylko nie wiem kto będzie jeździł. Zagranicznych może uda się ściągnąć jakichś no-name'ów. Gorzej z Polakami.
    • elvis Zgłoś komentarz
      A tak psioczyli na Caryce.
      • Stal_Rze Zgłoś komentarz
        Dlaczego Stal Rzeszów spadła na dno ? Bo jest zarządzana przez bandę nieudaczników.
        • Cezariusz Zgłoś komentarz
          Najbardziej szkoda mi kibiców z Rzeszowa. Niezłe bagno muszą przeżywać. Jeszcze ten cudaczny niby-sponsor. Nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Pozdrowienia z Lublina.
          • Poznaniak z Gorzowa Zgłoś komentarz
            Idealne podsumowanie dna, na które sprowadzili tak zasłużony klub pożal się Boże "działacze"...
            • krzysiek.n Zgłoś komentarz
              A może wygląda to tak--Łabudzki spalony jest wszędzie.Miesiąc temu była próba ocieplenia Janika ( dzielnego żołnierza Andrzejka ) za pomocą artykułu sponsorowanego przez red. Gerlacha
              Czytaj całość
              , nstp. przed barażami wychodzi sprawa sponsora któremu wisi ile Stal ma długów bo on tyle to nosi w kieszeni. A więc Andrzej który nawet u Solarza ma przechlapane wymyślił --tak jak Marta go wkręciła to on namaści Janika na prezesem a kibice krzykną że idzie nowe. Janik prezesem ,Łabudzki znika i teoretycznie każdy zadowolony.I dopiero teraz budzi się Władziu Biernat--fakt że osiągnięć nie ma w ogóle ale dla dobra sprawy poświęci sie zostać prezesem. Z dwójki złego już wolę Władka--typ Stachyry ( marny fachowiec ale swoje gniazdo uszanuje ). Generalnie wszystko mi się tu trzyma kupy tylko mam jeden dylemat---Jak by chcieli załatwic licencje w tym roku. I jeszca na koniec==2-liga to dla kibiców tragedia ale niektórzy biznesmeni uważają że na trupach można nieżle zarabiać.
              • darek pe Zgłoś komentarz
                No to kurde nie splacali zawodnikow i dostali licencje? Cos mi tu brzydko pachnie...
                • józek Zgłoś komentarz
                  p. Półtorak nigdy nie wróci, niech to wreszcie dotrze. AŁ nie da się wywieźć na taczkach, bo to on jest właścicielem SA. Kto mu oddał stery, dlaczego i po co - nie będę pisał, bo
                  Czytaj całość
                  nie wiem. Dwa wyjścia - ogłoszenie upadłości SA, lub brak licencji (co zaskutkuje tym samym). Kasa z miasta na Stowarzyszenie, niech szkoli. Trzeciego wyjścia nie chcę.
                  • poważny.grzesznik Zgłoś komentarz
                    Żal tego czytać, pisałem o Łabudzkim od trzech lat do kibiców z Rzeszowa że mają go na taczkach wywieźć. Teraz to tylko pogrzeb Rzeszowa bo jak widać odspawać od koryta się ich nie
                    Czytaj całość
                    da a i sponsor jak dla mnie to mega pic żeby tylko skończyć sezon. Stal musi upaść i zacząć od początku tego syfu nie da się już posprzątać, trzeba nowych osób nie uwikłanych w stary układ. Szkoda mi kibiców i zawodników, tak bezczelnie i ordynarnie traktowanych i oszukiwanych. W głowie mi się nie mieści takie traktowanie nikogo a już wychowanków i młodych wychowanków w ogóle. Dziwię się że taki Wojdyło czy Porsing nie dał tam nikomu w ryj bo się należy. Kibice do dzieła na taczki ich i do Wisłoki
                    • Siwy 1944 Zgłoś komentarz
                      Cała prawda o burdelu taczki i wywieść to całe towarzystwo jak najdalej od Rzeszowa żeby więcej nas nie ośmieszali dobry artykuł o psełdo działaczach
                      • krzych85 Zgłoś komentarz
                        Josh Grajczonek, Nick Morris i Nicklas Porsing nadal będą jeździć w Stali Rzeszów. Trener Janusz Stachyra również zostaje w klubie znad Wisłoka. Co zrobią bracia Wiktor i Dawid
                        Czytaj całość
                        Lampartowie? Ireneusz Nawrocki, biznesmem z Bielska-Białej, który postanowił postawić na nogi rzeszowski żużel, energicznie zabrał się do pracy i są już jej pierwsze efekty. Jak nas poinformował, wymieniona trójka zagranicznych żużlowców postanowiła, mimo spadku drużyny do drugiej ligi, nadal bronić jej barw w przyszłym roku. - Najprawdopodobniej będziemy mieli jeszcze trzech młodych wilków z Anglii, którzy chcą się pokazać i mają bardzo dobre wyniki, bo ich średnia wynosi powyżej dwóch punktów - zdradził nam nowy inwestor, który we wtorek spotkał się także z braćmi Dawidem i Wiktorem Lampartami. - Wszystko rozstrzygnie się do wtorku, ale myślę, że będziemy razem współpracować. Myślimy również o wzmocnieniu polskiego składu. Rozmawiamy z wieloma zawodnikami, w tym z jednym „konkretnym”. Jesteśmy zaskoczeni, bo mimo spadku zespołu, wielu zawodników samych dzwoni do nas. Dowiedzieli się, że jakaś świeża krew, czyli moja, wchodzi do klubu i chcą u nas jechać - dodaje Nawrocki. - Na pewno zostaje w klubie Janusz Stachyra, który jest bardzo dobry do szkolenia młodzieży i przygotowania toru, ale potrzebny jest jeszcze menedżer drużyny i myślimy, jak ugryźć ten temat - kontynuuje kadrowy wątek pan Ireneusz. - Chcemy stworzyć prawdziwy team, w którym będzie obowiązywała zasada, że jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Kogoś takiego, kto wprowadzi taką atmosferę, ogarnie to wszystko, właśnie szukamy. Nowy szef rzeszowskiego żużla ma także inne ambitne plany. - Wzmocnimy marketing, odbyłem spotkania z Rafałem Trojanowskim, którego chcemy zaangażować w naszym klubie. Nadal jeszcze walczymy o pierwszą ligę, chciałbym aby nasze zabiegi zakończyły się pozytywnie - mówi nasz rozmówca, który spotkał się także z mechanikami. Nawrocki przyznał, że negocjuje także z zarządem spółki warunki jej przejęcia. - Dogrywamy sprawy, okazuje się, że pozostało sporo zaległości . Myślę, że w przyszłym tygodniu będą już konkrety czyli umowy. Wprawdzie działamy wspólnie, cały czas coś się dzieje, ale mam trochę związane ręce, bo nie mogę zainwestować. Nie brakuje oczywiście problemów, ale mam nadzieję, że się z nimi uporamy. Sezon żużlowy w Rzeszowie już się zakończył. Nie uda się już w tym roku zorganizować Memoriału Eugeniusza Nazimka. Rozpoczął się demontaż dmuchanej bandy.
                        • krzysiek.n Zgłoś komentarz
                          Jak pozbyć się tego układu kiedy Ferenc jest witany przez spikera na każdym meczu.Co do tej pory zrobił czy powiedział Biernat (posiadacz 44% akcji i jak o sobie mówi naturalny kandydat
                          Czytaj całość
                          na prezesa ) .Ci ludzie zrobili totalny przekręt z tym klubem a z kibiców przez 4 lata robili debili.
                          • Godfather-Darth Vader Zgłoś komentarz
                            No to Rzesza leży i kwiczy robiąc pod siebie i nie ma kto biegać z pampersami.
                            Zobacz więcej komentarzy (30)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×