KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Krośnieński Leigh Adams. Kochał żużel i bawił się jazdą, nie wiedząc jaką ma punktówkę. Taki był Tomasz Łukaszewicz

Tomasz Łukaszewicz to postać, która w Krośnie zostanie zapamiętana na długie lata. Zawodnik przez 6 lat startował z wilkiem na piersi, wywalczył z klubem awans do 1. ligi, a miasto traktuje jak drugi dom.

Marlena Bajger
Marlena Bajger
Na zdjęciu od lewej: Tomasz Łukaszewicz (kask niebieski), Aleksiej Charczenko (biały), Krister Jakobsen (czerwony) WP SportoweFakty / Michał Krupa / Na zdjęciu od lewej: Tomasz Łukaszewicz (kask niebieski), Aleksiej Charczenko (biały), Krister Jakobsen (czerwony)
Tomasz Łukaszewicz jest wychowankiem Unii Leszno. Licencję zdobył w 1997 roku. Największe sukcesy osiągał w wieku juniora, znajdując się dwa razy tuż za podium w Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski w sezonie 1997 i 1999. Jednak głównie został zapamiętany jako solidy ligowiec. W sezonie 2003 regularnie startował w Ekstralidze w drużynie Unii Leszno, a jego średnia biegopunktowa wyniosła 1,268.

W rozgrywkach ligowych zadebiutował w 1997 roku w Wandzie Kraków, 7 lat później trafił do Krosna, gdzie spędził aż 6 lat - 3 w KSŻ-cie i 3 w KSM-ie. Z tym pierwszym zespołem w 2004 roku awansował do 1. ligi, będąc jednym z liderów drużyny. Na torze wyróżniał go kevlar uszyty wg podobnego projektu jak u Leigh Adamsa. Obaj zawodnicy mieli tego samego sponsora, firmę Polcopper, za którą stoi Piotr Rusiecki, obecny prezes Unii Leszno.

- Kiedy ścigałem się na żużlu, w moim macierzystym klubie było bardzo dużo juniorów, a ja potrzebowałem i chciałem jeździć. To, że trafiłem do Krosna  było dużą zasługą prezesa Kazimierza Bobusi. Najpierw dostałem propozycję podpisania kontraktu w Rawiczu i go nawet podpisałem. Jednak po paru godzinach, gdy wróciłem do domu, sam do siebie powiedziałem, że źle zrobiłem, podpisując tam kontrakt, a nie w Krośnie - opowiada nam Tomasz Łukaszewicz.

ZOBACZ WIDEO Żużel. #MagazynBezHamulców. Prezes Włókniarza w ogniu pytań o Drabika, Cieślaka i Doyle’a

- Skontaktowałem się z działaczami z Rawicza, oczywiście przeprosiłem ich za to i w taki sposób wylądowałem w Krośnie. Było duże zamieszanie z mojej strony, bo do końca tego nie przemyślałem. Jednak uważam, że z perspektywy czasu była to dobra decyzja. Najlepsze moje lata spędziłem właśnie w Krośnie - dodaje były już żużlowiec.

W latach kiedy Tomasz Łukaszewicz jeszcze jeździł, na torze w Krośnie była żużlowa nawierzchnia. Czarna i wymagająca. - W Krośnie był typowy żużel i dla większości zawodników, którzy przyjeżdżali z torów granitowych, było wielkim problemem dostosowanie się do tej nawierzchni. Żużlowcy, którzy dzień wcześniej startowali na torze granitowym i robili komplet punktów, kiedy przyjeżdżali do Krosna to nie mogli załapać się na "szprycę". Trzeba było umieć dopasować się do tego długiego i czarnego toru. Mi to całkiem dobrze wychodziło i bardzo fajnie wspominam starty na nim - wyjaśnia.
Tomasz Łukaszewicz / fot. Michał Krupa Tomasz Łukaszewicz / fot. Michał Krupa
Sezony spędzone w Krośnie należały do najlepszych w karierze zawodnika. Tomasz Łukaszewicz występując przez 6 sezonów z wilkiem na plastronie wystartował w 80 spotkaniach, w 371 biegach, co dało mu 541 punktów i 50 bonusów, a jego średnia bieg. wynosiła 1,593.

- Współpraca z prezesami w Krośnie zawsze układała mi się bardzo dobrze, a szczególnie z prezesem Bobusią. Była taka sytuacja, że naprawdę bardzo nie chciałem podpisać kontraktu w Krośnie, jednak prezes tak mnie męczył, tak wydzwaniał, że w końcu podpisałem - wspomina.

- Jako zawodnik czułem się jak pracownik, który przychodzi do pracy i chce wykonać jak najlepiej swoje zadania. Nie zawsze to wychodziło tak jakbym chciał. Jednak uważam, że zawsze bardzo poważnie podchodziłem do żużla. Nie zdawałem sobie sprawy z tych wielkich liczb. Skupiałem się głównie na zawodach, chciałem po prostu jeździć na żużlu. Na początku moich startów w Krośnie nawet do końca nie wiedziałem jaką mam stawkę za punkt. Bawiłem się speedwayem - tłumaczy.

- Po latach spędzonych w Krośnie mogę powiedzieć, że jest tu zupełnie inna mentalność u ludzi niż w moich okolicach. Chodzi głównie o życzliwość, każdy każdemu pomaga. Miałem kiedyś taką sytuację, że przyjechałem pod stadion i zepsuł mi się bus. Akurat obok przejeżdżał Tomasz Pliszyło (znany krośnieński działacz i sponsor - dop. red.). Wtedy jeszcze się nie znaliśmy. Zapytał co się stało i pomógł mi naprawić samochód, za co bardzo mu dziękuję - wspomina Tomasz Łukaszewicz.

W czasach, kiedy jeszcze niewielu zawodników stawiało na profesjonalny wygląd, on wyglądał jak zawodnik z Ekstraligi. Kevlar z wszytym plastronem, osłony motocykla w barwach klubu, a do tego waleczna postawa na torze. Tak w głównej mierze został zapamiętany jako zawodnik.

- O wszystkie sprawy organizacyjne, od sponsorów po kontakty, musiałem dbać sam. Nie miałem nikogo, kto mi w tym pomagał. Wielu moich kolegów z okolic Leszna miało tak, że rodzice czy znajomi załatwiali im kontrakty, sponsorów. Natomiast ja musiałem robić to sam. Miałem wokół siebie w Krośnie i nie tylko, wielu ludzi, którzy bardzo mi pomogli - panów Tadeusza Wala z firmy Twist, Stanisława Chabaja, Pizzerię Planeta z Korczyny, Tomka Pliszyłę, sieć sklepów "S", czy Jacka Rempałę, który opiekował się moim sprzętem, za co mu bardzo im dziękuję. Do tego mojego głównego sponsora, firma Polcopper, głównie dzięki tym ludziom i firmom mogłem ścigać się na żużlu - wyjaśnia Tomasz Łukaszewicz.

Z Krosna Tomasz Łukaszewicz odszedł po 2009 roku. Podpisał kontrakt w reaktywowanej Wandzie, gdzie jak mówił w 2010 roku "naobiecywano mu złotych gór". Ostatecznie nie pojechał tam ani razu, a w trakcie sezonu odszedł w ramach wypożyczenia do Kolejarza Rawicz. Wówczas odjechał swój ostatni mecz w Krośnie. Wypadł jednak słabo, Kolejarz przegrał 31:59, a on zdobył 3 punkty.

- Na koniec kariery żużel przestał mnie bawić. Wyniki z roku na rok były coraz słabsze, ja też zmieniłem podejście do tego sportu, więc nie widziałem sensu, żeby ciągnąć coś na siłę. Kiedy podpisywałem kontrakt w Krośnie, żyłem tym żużlem, a później coś się wypaliło. Pojawiały się też głosy, żebym może dał sobie spokój. Wówczas zacząłem iść w innym kierunku.
Tomasz Łukaszewicz przed Piotrem Dymem / fot. Michał Krupa Tomasz Łukaszewicz przed Piotrem Dymem / fot. Michał Krupa
- Z motocykla żużlowego przesiadłem się do ciężarówki. Teraz jestem zawodowym kierowcą. Już ponad 20 lat pracuję u swojego sponsora, w firmie Polcopper. Przewożę złom z punktu "A" do punktu "B" po całej Europie. Dodam, że prawo jazdy na ciężarówkę z naczepą zdawałem w Krośnie. Pan, który był moim egzaminatorem, interesował się żużlem, jednak oczywiście egzamin musiałem zdać jak każdy inny - wspomina.

Lata spędzone w Krośnie Tomasz Łukaszewicz wspomina z dużym sentymentem. - Bardzo chciałbym odwiedzić te strony. Kiedyś myślałem, żeby w wakacje przyjechać na Podkarpacie. Zorganizować sobie wyjazd na Solinę, ponieważ byłem tam już kilka razy i dodatkowo zaliczyć jakieś zawody w Krośnie. Dlatego być może taki wyjazd uda się zorganizować w tym roku. Krosno wspominam bardzo dobrze i zawsze miło wracam myślami do moich startów i do ludzi, których tu poznałem. Śmiało mogę powiedzieć, że to mój drugi dom - mówi Tomasz Łukaszewicz.

- Chciałbym pozdrowić kibiców z Krosna i podziękować za doping, dobre słowo i wsparcie. Zawsze jak tam jechałem, to bardzo się cieszyłem z tego powodu. I cieszę się, że ktoś jeszcze o mnie pamięta - dodaje.

Wielu zawodników po zakończeniu kariery pozostaje przy żużlu, np. w roli mechanika. Tomasza Łukaszewicza to jednak nie interesowało. - Miałem taką propozycję, ale od poniedziałku do piątku nie ma mnie w domu, więc jest ciężko z czasem. Poza tym żużel jest fajnym sportem, ale od strony kibiców. Mechaników mocno podziwiam. Pracując u topowego zawodnika, który ma kilka lig, to naprawdę jest to praca 24 godziny na dobę. Mnie coś takiego nie interesowało - mówi wprost.

- W zeszłym roku byłem dwa razy na zawodach w Lesznie. Ogólnie wolę oglądać mecze w telewizji. Głównie dlatego, że kibic jest taki, że gdy drużyna czy zawodnik jedzie dobrze, to jest wszystko okej, jednak gdy noga się powinie, to już tak dobrze nie jest, a mnie osobiście coś takiego bardzo denerwuje. Dlatego też jeśli już oglądam jakieś zawody, to głównie w domu - wyjaśnia.

Przeczytaj także: 
Ciemna strona finału drugiej ligi. Zwycięzcy oskarżeni o kombinacje z paliwem i silnikami
Nie ma szans na II ligę tylko dla Polaków. GKSŻ zabrała stanowisko w tej sprawie

Czy Tomasz Łukaszewicz posiadał potencjał, żeby być jeszcze lepszym zawodnikiem?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (13)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×