Żużel. Za i przeciw. Dajmy więcej praw zawodnikom. Kluby nie płacą, a traktują ich jak niewolników

Zdjęcie okładkowe artykułu: WP SportoweFakty / Ilona Jasica. / Mecz Wandy Kraków w sezonie 2019.
WP SportoweFakty / Ilona Jasica. / Mecz Wandy Kraków w sezonie 2019.
zdjęcie autora artykułu

Należałoby poszukać pomysłu na wypośrodkowanie praw pomiędzy klubami, a zawodnikami. Obecnie te proporcje są zaburzone. W Wandzie prezes od lat miał dziurawe kieszenie i pustą kasę. A jednak uprawiał własny folwark, manewrował zawodnikami jak chciał.

Lubię często podpierać się słowami Marty Półtorak. Była prezes klubu z Rzeszowa nie funkcjonuje już czynnie w czarnym sporcie, ale jest wnikliwym obserwatorem, z szerszą perspektywą i celnymi spostrzeżeniami. Jej uwagi nierzadko do mnie trafiają.

Pani Marta od wielu miesięcy powtarza, że w polskim żużlu obowiązuje rozbudowany system kar, ale nagród nikt już tak chętnie nie rozdaje. Poza tym w razie kłopotów na pierwszej linii frontu stoi klub, nad nim roztacza się parasol ochronny, a zawodnikiem nikt za bardzo się nie interesuje, poza jednym momentem, kiedy niczym robot musi wyjechać na tor i zdobyć punkty.

Stal Rzeszów, Speedway Wanda Kraków, to najświeższe przykłady, z których powinniśmy wyciągnąć jak najszybciej lekcję na najbliższą przyszłość. Niedługo ruszy wielka debata WP SF nad zmianami w polskim żużlu. Do przysłowiowego okrągłego stołu zaprosiliśmy wielu ekspertów i trenerów, którzy za pośrednictwem naszego portalu spróbują przygotować ściągę, jakich zmian potrzebuje dyscyplina.

ZOBACZ WIDEO Żużel. #MagazynBezHamulców. Prezes Włókniarza w ogniu pytań o Drabika, Cieślaka i Doyle’a

Zagadnienia związane z drugoligowymi ośrodkami i ich życia na kredyt to temat rzeka i rak trawiący dyscyplinę. Zajmiemy się i nim, ale chętnie wyrażę szybką opinię, bo w ostatnich tygodniach wszedłem w posiadanie większej wiedzy dotyczącej ośrodka z grodu Kraka.

Szybkie wnioski. W pierwszej kolejności należałoby poszukać pomysłu na wypośrodkowanie praw pomiędzy klubami, a zawodnikami. Obecnie te proporcje są zaburzone. W Wandzie prezes od lat miał dziurawe kieszenie i pustą kasę. A jednak uprawiał własny folwark, manewrował zawodnikami jak chciał, ci tańczyli na jego nutę, trzymały ich kontrakty, a każde słowo mogło być użyte przeciwko nim. Ale w Rzeszowie było podobnie. Przykładowy zawodnik z nadzieją wsłuchiwał się w kolejne obietnice złotoustego Ireneusza Nawrockiego, a tak naprawdę był jego niewolnikiem i więźniem.

Pewnie gdyby taki jegomość wiedział, że godzi się na jazdę charytatywną, albo dokładanie do interesu, to po prostu wpłaciłby kasę na klub, kupił kiełbaskę i zasiadł na trybunach, a nie narażał zdrowie za darmo. Aż dziw, że żużlowcy Wandy będąc nieformalnymi sponsorami krakowskiego tonącego okrętu nie zażyczyli sobie w połowie sezonu reklamy na murawie albo bandzie. Zawsze to jakiś zwrot.

Zasłaniamy się tym, że w Polsce brakuje ośrodków i o każdy należy dbać jak o własną żonę. Pewnie, tylko, że to błędne koło. One prędzej, czy później i tak padają, ich reaktywacja kosztuje dużo więcej niż pudrowanie trupa przez kilka dobrych sezonów. I za chwilę jak w grze planszowej wyciągamy kartę "wracasz na start".

Żeby nie było, że bronię tylko zawodników, oni również nie są nieskazitelnie czyści. Konsultują się między sobą, dokładnie wiedzą, co dzieję się u kolegów, w klubach. A jednak niejednokrotnie pozostają głusi na apele i robią po swojemu, a potem jest płacz i zgrzytanie zębów. Przecież nikt nikomu nie przystawia pistoletu do głowy, że musi gdzieś złożyć parafkę pod umową, bo mu np. ukradną auto. Otaczamy się ludźmi rozumnymi, myślącymi, odpowiadającymi za swoje czyny.

W piłce nożnej zawodnik w wyniku zaległości może złożyć wniosek o przedwczesne rozwiązanie umowy z winy klubu. Tu knebluje mu się usta. Wiadomo, że dotykam teraz dwóch światów. W futbolu jest jeszcze kilkaset innych zespołów i prawdopodobieństwo na znalezienie sobie nowego pracodawcy jest nie porównywalnie większa, ale niech ten żużlowiec w takim razie ma coś więcej do powiedzenia niż "nie przyjadę na mecz".

W Polsce obowiązują licencje nadzorowane, są regularnie prześwietlane finanse, ale może warto pójść dalej, zwłaszcza na najniższym szczeblu i prosić przy procesie o gwarancje budżetowe, z podpisami partnerów, którzy mają te środki zapewnić. Tak w razie, jakby ktoś nagle zapomniał o środkach na pokrycie bieżącej działalności. Sam audyt na koniec sezonu, to trochę mało.

CZYTAJ TAKŻE: Stal poszła va banque oferując dwuletni kontrakt Kasprzakowi? CZYTAJ TAKŻE: Kontuzja polskiego seniora niczym wyrok. Na kilka klubów może paść blady strach

Źródło artykułu: WP SportoweFakty
Czy kluby traktują swoich zawodników jak niewolników?
Tak
Nie
Zagłosuj, aby zobaczyć wyniki
Trwa ładowanie...
Komentarze (10)
avatar
smok
17.02.2020
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Jedynym rozwiązaniem jest dążenie do zniesienia limitów finansowych. Niezapłacenie pieniędzy z kontraktów sponsorskich jest obecnie niczym niezapłacenie premii. Co do kwoty w kontrakcie objętej Czytaj całość
avatar
chiefer
15.02.2020
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Hmmm ...  szanowałem Go, ... naprawdę ...  do sytuacji "monster gate".  Ja rozumiem sponsor, kolega itd,  ale są pewne granice.  Dobrze "że sceny zszedł".  
avatar
RECON_1
15.02.2020
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Wielka debata w SF? Strach się bac tej loży ekspertów... Wina jest też po stronie zawodników bo z pewnością z pomocą poczty pantoflowej orientują się co i jak to wygląda w danym ośrodku, więc n Czytaj całość
avatar
SpartyFan
14.02.2020
Zgłoś do moderacji
0
1
Odpowiedz
"Niedługo ruszy wielka debata WP SF nad zmianami w polskim żużlu." Ja mam propozycję dla WP SF: przestańcie być DZIADAMI, piszcie obiektywnie, przestańcie hejtować zawodników, weźcie Czytaj całość
avatar
sympatyk żu-żla
14.02.2020
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Jest od tego Cegła niech działa na swoim polu .Pracodawca ma mieć swoje prawa ale pracownik też powinien mieć swoje prawa,jeżeli podpisuje się kontrakt zawodnikiem Zawodnik jak i klub ma prawo Czytaj całość