KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

O nich będzie jeszcze głośno: New Orleans Pelicans

Drużyna z Nowego Orleanu już niedługo zadebiutuje w NBA pod nowym szyldem. Czy luizjańskie Pelikany to organizacja, która w przyszłości wyrośnie na potęgę?

Patryk Pankowiak
Patryk Pankowiak

We współczesnej NBA jesteśmy świadkami pewnego rodzaju zmiany warty. Dużo zmieniło się z perspektywy ostatnich sezonów. Takie potęgi, jak Boston Celtics czy Los Angeles Lakers muszą ustąpić miejsca świeższym, bardziej perspektywicznym organizacjom. Co prawda, nie wydaje się, żeby ci drudzy w nadchodzących rozgrywkach odpuścili walkę o mistrzowski tytuł, głównie ze względu, że w ich składzie jest Kobe Bryant, ale z drugiej strony... spójrzmy prawdzie w oczy. Czas wielkich Lakers dobiegł końca. To nie jest już ten dominujący klub z Hollywood, którego obawiała się cała liga. W Massachusetts po "Wielkiej Trójce" nie ma już śladu. Celtics rozpoczęli właśnie gruntowną przebudowę, której pozytywne efekty ujrzą światło dzienne pewnie za nie mniej niż kilka lat.

Młodość fundamentem

W najlepszej lidze świata jest jednak kilka klubów, które od jakiegoś czasu zbroją się już w młode talenty i budują naprawdę fajne kolektywy. Mowa tutaj choćby o Golden State Warriors, Cleveland Cavaliers czy New Orleans Pelicans. W tym artykule przyjrzymy się bliżej właśnie tym ostatnim, którzy dzięki świetnemu generalnemu menadżerowi awizowali swój udział w walce o play-offy 2014.

Mówiło się, że Nowy Orlean bez Chrisa Paula nigdy nie będzie już taki sam. Każdy sympatyk Szerszeni faktycznie mocno ubolewał nad stratą wielkiego rozgrywającego, a przede wszystkim prawdziwego lidera i osoby od razu kojarzącej się z luizjańską koszykówką. Po każdej burzy wychodzi jednak słońce, a z tego rodzi się tęcza. Tęcza, która tym razem ujawnia się pod szyldem Pelicans.

New Orleans Pelicans mają w tym momencie puste konto, nie muszą już spoglądać w tył i bić się w pierś, że po raz kolejny nie osiągnęli zadowalającego wyniku. Tom Benson, właściciel drużyny z południowego miasta Stanów Zjednoczonych ostatecznie dopiął swego i stworzył zupełnie coś nowego. Nowe barwy, nowa nazwa i wiele atramentu do zapisania na pustych kartach historii.

Koszykówka na SportoweFakty.pl - nasz nowy profil na Facebooku. Tylko dla fanów basketu! Kliknij i polub nas.

Pelikany mogą pofrunąć wysoko

Co więcej, organizacja z Nowego Orleanu w tegorocznym off-season wykonała doskonałą robotę i pozyskała już kilku bardzo wartościowych graczy. Tutaj trzeba wspomnieć o wyczynie generalnego menadżera, Della Dempsa, który zdecydował się wytranswerować wybranego z numerem szóstym w drafcie Nerlensa Noela. W jego miejsca zespół Pelikanów zasili jeden z najlepszych rozgrywających młodego pokolenia - Jrue Holiday oraz big man z prawdziwego zdarzenia - Jeff Withey.

23-letni były już gracz Philadelphi 76ers to jeszcze nie do końca oszlifowany diament, który u boku Monty'ego Williamsa może dołożyć do swojego arsenału również efektywną grę w defensywie. Do Luizjany przeprowadza się również rok starszy od Holidaya - Tyreke Evans. Z obozu Pels dobiegają głosy, że czwórka draftu 2009 ma sprawować rolę szóstego rezerwowego, al'a Manu Ginobili czy JR Smith.

To rozwiązanie na pewno ma sens, tym bardziej, że w szeregach drużyny z Nowego Orleanu jest jeszcze Eric Gordon - zawodnik, którego jak do tej pory ograniczały kontuzjowane kolana. Teraz, po udanie odbytych rehabilitacjach rzucający obrońca jest jednak zwarty i gotowy do gry, a zarząd Pelicans wcale nie myśli o odesłaniu go do innego klubu.

O sile nowych "Hornets" w najbliższych latach decydować będą przede wszystkim Anthony Davis oraz Austin Rivers. Syn Doca może w mniejszym stopniu, zresztą zobaczymy jak rozwinie się jego talent. Nie mniej, jest to dwójka niesamowicie perspektywicznych graczy, którzy w debiutanckim sezonie nie do końca odkryli cały swój potencjał. Ważnym uzupełnieniem układanki jest również Ryan Anderson i Al-Farouq Aminu. Ten pierwszy to typy sharp shooter - skrzydłowy o znakomitym rzucie za trzy punkty, który bardzo dobrze spisuje się na pozycji niskiego i silnego skrzydłowego. Kilkanaście godzin temu, w środowy poranek, dowiedzieliśmy się również, że barwy Pels reprezentować będą jeszcze Anthony Morrow oraz Greg Stiemsma.

To wszystko czyni z Pelicans drużynę naprawdę perspektywiczną, która za kilka lat może być wymieniana jednym tchem przy tych największych i najmocniejszych. Świetnie pokazuje to choćby średnia wieku sześciu teoretycznie najlepszych graczy, która oscyluje w graniach 23 lat.

Czy Pelikany już w nadchodzącym sezonie zasadniczym wywalczą sobie miejsce w gronie najlepszych ośmiu ekip Zachodu? Ciężko osądzić, tym bardziej, że ta konferencja (jak zwykle) będzie o wiele silniejsza od Wschodniej. Nie mniej, zespół z Nowego Orleanu na pewno nie będzie odgrywał już w NBA roli przysłowiowych chłopców do bicia, ten czas to zamknięty rozdział. Rozdział, który należał przecież do luizjańskich Hornets.

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×