Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Tony Taylor: Nie dałem z siebie tyle, ile mógłbym dać

- Finał zarówno nam jako całemu zespołowi, jak i mi, np. pod względem skuteczności gry, po prostu nie wyszedł. Nie dałem z siebie tyle, ile mógłbym dać - mówi Tony Taylor, rozgrywający PGE Turowa.
Michał Fałkowski
Michał Fałkowski

Po dwóch wygranych na rozpoczęcie finałowej serii wydawało się, że mistrzostwo zostanie w rękach zgorzelczan. Jednakże, nic bardziej mylnego. Cztery kolejne mecze wygrali koszykarze z Zielonej Góry, którzy ostatecznie odebrali rywalom złoto wypuszczone z rąk rok wcześniej.


- Przełomowy był mecz numer trzy. Stelmet zagrał wówczas bardzo skutecznie w ataku, czym nas zaskoczył. Dotychczas to my wygrywaliśmy z nimi ofensywą, a tymczasem przed trzecim meczem oni zrobili świetny scouting i nie dość, że grali z rozmachem w ataku, to jeszcze postawili twardą obronę - mówi Tony Taylor, rozgrywający PGE Turowa.

- Po dwóch meczach przede wszystkim starałem się wybić sobie z głowy myśli, że już tak niewiele nam brakuje. Dwa kroki zrobiliśmy, potrzeba było jeszcze dwóch kolejnych. Niby mało, ale też jednocześnie dużo. Starałem się o tym nie myśleć. Dzisiaj sądzę, że gdybyśmy wygrali trzecie starcie, Stelmet już by się nie podniósł - dodaje Amerykanin.

O ile w pierwszej części serii to PGE Turów imponował pewnością siebie i różnorodnością w wykorzystaniu swoich możliwości ofensywnych, o tyle mecz numer trzy całkowicie odmienił losy finału. Stelmet grał coraz lepiej w defensywie, a na dodatek zaczął przekładać to również na skuteczny atak. Był pewny siebie i tą cechą dominował nad przeciwnikiem. Choć innego zdania jest Taylor.

- Nie sądzę, by oni grali na jakoś znacznie większej pewności siebie, niż my. My również mieliśmy wiarę we własny potencjał i umiejętności. Z tą różnicą, że Stelmet w trakcie finału potrafił dokonać kilku zmian, zmienić sposób gry, przeistoczyć się. My natomiast cały czas staraliśmy się grać to samo - twierdzi rozgrywający.

Zakończone przed kilkoma dniami finały były dla Tony'ego Taylora zdecydowanie lepsze - pod względem indywidualnym - niż zeszłoroczne (średnio 9,2 punktu, 2,7 asysty i 2,8 zbiórki wobec 6,2 punktu, 1,8 asysty i 1,2 zbiórki). Jednakże, ze względu na kolor kruszcu wywalczony w obu przypadkach, Amerykanin częściej wspominał będzie poprzednie rozgrywki

- W tamtym sezonie byłem graczem bardzo niedoświadczonym. Poznawałem koszykówkę w Europie. Do tego w play-off prawie w ogóle nie zagrałem, właściwie tylko w finale. I choć nie było łatwo, to jednak zakończyliśmy serię z mistrzostwem w garści. To był wyjątkowy czas. A teraz? Graliśmy dobrze, cały sezon będę wspominał pozytywnie, jednakże finał zarówno nam jako całemu zespołowi, jak i mi, np. pod względem skuteczności gry, po prostu nie wyszedł. Nie dałem z siebie tyle, ile mógłbym dać - komentuje 25-latek.

Po sezonie, w którym wynik jest gorszy od poprzedniego, w PGE Turowie z pewnością dojdzie do wielu zmian. Czy jest szansa, że na polskich parkietach nadal zobaczymy Taylora? - Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie by o tym rozmawiać. Ja dzisiaj mogę powiedzieć, że chciałbym tutaj dalej występować, ale kto wie co przyniesie przyszłość i czy gdzieś indziej nie będzie dla mnie lepszych warunków - kończy zawodnik.

Chevon Troutman: Spłaciłem swój dług

Czy PGE Turów powinien zatrzymać Tony'ego Taylora?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (5):

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×