Relacje na żywo
  • wszystkie
  • MŚ 2022
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Skoki

Głos z Indonezji: Takiej tragedii tu jeszcze nie było. Prezydent kraju wkroczył do akcji

Szokujące obrazy z Indonezji obiegają cały świat. Po ligowym meczu doszło do tragedii, która kosztowała życie 125 osób. Co dokładnie się wydarzyło? Opowiedział nam o tym indonezyjski dziennikarz, który przygląda się dramatycznym wydarzeniom.

Piotr Koźmiński
Piotr Koźmiński
Zamieszki w Indonezji PAP/EPA / H. Prabowo / Na zdjęciu: Zamieszki w Indonezji.
W sobotę wieczorem w meczu ligi indonezyjskiej zespół Arema FC przegrał u siebie z Persebaya FC 2:3. To rozwścieczyło miejscowych kibiców, bo rywalizacja tych drużyn ma bardzo długą tradycję.

Po ostatnim gwizdku sędziego mnóstwo fanów Aremy wtargnęło na płytę boiska. Wówczas do akcji wkroczyła policja. Użyto gazu łzawiącego, co doprowadziło do wybuchu paniki. Tłum próbował wydostać się ze stadionu, nastąpił gigantyczny chaos.

Panika miała niestety tragiczne następstwa, bo uciekający ludzie tratowali się wzajemnie. To spowodowało wielką liczbę ofiar, a co za tym idzie jedną z największych tragedii w historii futbolu.

Dlaczego bilans jest tak tragiczny? Co teraz dzieje się w Indonezji? WP SportoweFakty rozmawiały z Al-Farabim Quadilibą "Fabim", miejscowym dziennikarzem.

Jak informuje nas "Fabi", w sprawę zaangażowali się już najważniejsi ludzie w państwie.

- To oczywiście temat numer jeden w naszym kraju. Wszystkie wiadomości są skupione na tym, co się wydarzyło. Prezydent Indonezji, Joko Widodo, nakazał szefowi policji bardzo dogłębne śledztwo. Szef państwa nakazał też władzom ligi zawieszenie rozgrywek na czas nieokreślony - informuje nas indonezyjski dziennikarz, pracujący dla MNC Portal Indonesia.

ZOBACZ WIDEO: Jak broni Wojciech Szczęsny w kadrze? "Nie róbmy z niego bohatera"

Prezydent nakazuje śledztwo, stadion zamknięty dla widzów

Zresztą są już podjęte pierwsze decyzje i nie chodzi tylko o zawieszenie ligi. - Prezydent żąda też wprowadzenia przepisów, aby do czegoś takiego już nigdy nie doszło. Z kolei indonezyjska federacja ukarała Aremę zamknięciem stadionu dla publiczności do końca sezonu. Tworzona jest też specjalna komórka dochodzeniowa, która ma się zająć tylko tą sprawą - przekazuje Al-Farabi.

Z całego świata spływają kondolencje dla rodzin, a jak informuje nas Al-Farabi, na niedzielny wieczór zaplanowano tam specjalne wydarzenie. - To tak zwana Noc Tysiąca Świec. Ludzie mają się zebrać przed największym stadionem w kraju, Gelora Bung Karno, i w ten sposób oddać hołd tym, którzy zginęli… - opisuje Al-Farabi.

Ile osób zginęło? Krążą różne dane

A ofiar, jak wspomniano, jest niestety wiele, choć krążą różne dane. - Przed chwilą Listyo Sigit Prabowo, generał policji, poinformował, opierając się na danych od departamentu zdrowia, że życie straciło 125 osób - przekazał nam w niedzielne popołudnie polskiego czasu Al-Farabi. Tymczasem nieoficjalne dane mówiły nawet o 182 ofiarach. W tym kontekście na ostateczny bilans będzie pewnie trzeba poczekać.

To nie są pierwsze ofiary śmiertelne przy okazji piłkarskiego meczu w Indonezji, ale.. - Zdarzały się tu już krwawe incydenty, jednak do tej pory jeśli ktoś ginął, to na skutek bójek z kibicami drugiej drużyny. W naszym kraju największe rywalizacje toczą się między Persiją Jakarta i Persib Bandung, a także właśnie między Aremą FC i Persebayą Surabaya. Te cztery kluby mają największe bazy fanów w Indonezji i przy okazji wspomnianych meczów bywa niespokojnie - tłumaczy Al-Farabi. Tym razem fanów gości nie było jednak na stadionie.
PAP/EPA/SANDI SADEWA PAP/EPA/SANDI SADEWA
Kto zawinił? Wielkie pretensje do policji

A kto zawinił w tej konkretnej sytuacji? - Na pewno częściowo winni są fani, bo nie potrafili powstrzymać emocji i wtargnęli na murawę, aby wyrazić gniew po przegranej ich ukochanego zespołu. A to zaczęło całą "anarchię" na stadionie. Organizator też nie jest bez winy. Bo choć policja była za tym, aby mecz rozegrano po południu, a nie wieczorem, to organizator się uparł i grano dość późno. Winna jest oczywiście policja, bo strzelała do ludzi gazem łzawiącym, czego na przykład przepisy FIFA zakazują.

- Bardzo szybko zdecydowano się na użycie gazu i to również w kierunku trybun. To dodatkowo napędziło panikę, bo ludzie natychmiast chcieli się wydostać ze stadionu. A do tego doszło jeszcze to, że liczba sprzedanych biletów przekraczała pojemność stadionu. Natomiast w moim odczuciu największą winę ponoszą władze ligi i organizator meczu. Bo to ich obowiązek, aby na imprezie, którą się zajmują, panował porządek - wylicza miejscowy reporter.

Stróże prawa wciąż pilnują stadionu

Al-Farabi przyznaje, że złość wobec policji jest w obecnie, zwłaszcza w środowisku kibiców i wśród krewnych ofiar, ogromna. - Bardzo wielu kibiców pisze w internecie wprost co myśli o tej akcji policji. Ludzie zwracają zwłaszcza uwagę na to, o czym wspomniałem, czyli strzelaniu do tych, którzy byli nie na murawie, a na trybunach. Natomiast co do samego stadionu, to z najnowszych informacji wynika, że policja wciąż go pilnuje i zbiera tam dowody do przygotowywanego postępowania – kończy indonezyjski dziennikarz.

"Powrót Messiego byłby negatywny dla projektu"
Dantejskie sceny. Przerwany mecz

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (3)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×