KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Sukces i zarazem lekki zawód - podsumowanie sezonu 2011/2012 okiem kibica AZS-u Częstochowa

Niektórym kibicom wciąż trudno pogodzić się z faktem, że zespół Tytanu AZS Częstochowa nie liczy się w walce o mistrzowskie trofeum w rozgrywkach PlusLigi i nie odgrywa już tak znaczącej roli na ligowych parkietach. Częstochowianie potrafią jednak zaskoczyć i co roku przysparzają swoim fanom emocje i radości mniejszego, bądź większego kalibru. Sezon 2011/2012 Akademicy zakończyli na szóstej pozycji, ale w moich oczach patrząc głównie przez pryzmat zdobytego Pucharu Challenge, minione rozgrywki były dla zespołu bardzo udane.

Adrian Heluszka
Adrian Heluszka

Znamy swoje miejsce w szeregu

Po raz pierwszy na meczach AZS-u pojawiłem się pod koniec lat dziewięćdziesiątych w dobie, gdy rozgrywki zmonopolizowane były przez mój ukochany AZS i siermiężny Mostostal Azoty Kędzierzyn-Koźle. Po tych wydarzeniach pozostał już tylko czar wspomnień i z roku na rok powoli oswajałem się z myślą, że przynajmniej na razie na dłuższą metę Akademicy nie są w stanie konkurować z Asseco Resovia Rzeszów, czy PGE Skrą Bełchatów, której supremacja trwała na ligowym gruncie. Czwarte miejsce wywalczone przed rokiem pod wodzą stawiającego pierwsze kroki w trenerskim fachu, Marka Kardosa pozwalały mi jednak sądzić, że częstochowianie znów otrą się o czwórkę i powalczą, jak co roku o miejsce gwarantujące grę w pucharach. Marzenia i nadzieje, to jedno, a rzeczywistość drugie. W lecie z zespołem pożegnali się bowiem Piotr Nowakowski, Michał Dębiec oraz Wojciech Gradowski, a nazwiska ich następców na kolana bynajmniej nie powalały. Wizja budowania drużyny opartej na młodzieży w ostatnich latach się jednak sprawdzała i wierzyłem, że tym razem będzie podobnie. Inauguracyjny pojedynek z naszpikowanym gwiazdami Jastrzębskim Węglem udowodnił, że zespół, którego motorem napędowym był Dawid Murek może wiele namieszać w PlusLidze. Niestety, później zaczęły się schody. Kolejne porażki z Indykpolem Olsztyn i Fartem Kielce wylały kubeł zimnej wody i były pierwszą gorzką pigułką do przełknięcia.

Piotr Nowakowski w lecie opuścił częstochowski klub Piotr Nowakowski w lecie opuścił częstochowski klub

Wzloty i upadki

Kolejne pojedynki utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że zespół jest niezwykle nieprzewidywalny i nieobliczalny, a wytypowanie wyniku spotkania z jego udziałem graniczy niemalże z cudem. Jak bowiem racjonalnie wytłumaczyć takie wahania formy, jak sensacyjne zwycięstwo na Podpromiu z późniejszym mistrzem Polski, Asseco Resovią, a następnie porażkę w nieprawdopodobnych i niezrozumiałych dla mnie nadal okolicznościach z warszawską Politechniką? O meczach ze stołecznym zespołem, a mówiąc ściślej o ich przebiegu w minionym sezonie można napisać wręcz książkę o charakterze dreszczowca, której nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. Pierwsza porażka z Inżynierami na długo zapadła w mojej i podejrzewam, że i w pamięci wielu kibiców. Plamę po tym meczu Dawid Murek i spółka zmazali jednak niezłymi występami w meczach przeciwko bełchatowskiej Skrze, czy kędzierzyńskiej ZAKS-ie, co pozwoliło w końcowym rozrachunku zakończyć rundę zasadniczą na szóstej pozycji.

Częstochowianie zakończyli sezon na szóstym miejscu Częstochowianie zakończyli sezon na szóstym miejscu

Niewykorzystana szansa w play-offach

Szóste miejsce spowodowało, że na "dzień dobry" w play-offach los skojarzył nas z Asseco Resovią. Konia z rzędem temu, kto wówczas wróżyłby taki obrót sprawy i przewidział, że to właśnie rzeszowianie zdetronizują bełchatowską "lokomotywę". Tym bardziej, że choć w trzech spotkaniach, to Akademicy postawili Resovii trudne warunki i przy odrobinie szczęścia mogli pokusić się o choćby jedną wygraną na terenie rywala. Stało się inaczej i tym samym, zgodnie z moimi przypuszczeniami, możliwość walki o medale prysła. Kierunek obraliśmy zatem na wywalczenie piątej lokaty. Nie spodziewałem się powiem szczerze, że będzie ona tak blisko. Dosłownie na wyciągnięcie ręki. Dwumecz z Fartem Kielce nie miał większej historii i w decydującej rozgrywce przyszło nam zmierzyć się z bydgoską Delectą, rewelacją rundy zasadniczej. Zespół Piotra Makowskiego nie poradził sobie jednak w pierwszej rundzie play-off z Jastrzębskim Węglem i na otarcie łez pozostała mu walka o piąte miejsce, co otworzyłoby Delekcie szansę debiutu na arenie międzynarodowej. Ku mojemu zaskoczeniu pierwsze dwa pojedynki w Łuczniczce padły łupem AZS-u i wizja przedłużenia fenomenalnej passy w europejskich pucharach była o krok. Niestety, jak się okazało, były to zaledwie miłe złego początki. Kolejne trzy spotkania wygrali już faworyzowani bydgoszczanie i to oni w rezultacie zajęli ostatnie miejsce premiowane grą w Pucharze Challenge. Częstochowianie natomiast sezon zakończyli poza pucharami, co pewnie przyjąłbym, jako wielkie rozczarowanie i zawód. Tym bardziej, że to najgorszy wynik od paru lat. Pewne wydarzenia każą mi jednak nieco z innej perspektywy spojrzeć na tą sytuację.


Zapisujemy się w annałach polskiej siatkówki!

Wszystko za sprawą pięknej, obfitującej w wiele dramaturgii przygody w Pucharze Challenge, zwieńczonej zdobyciem okazałego trofeum. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, ze to właśnie Dawidowi Murkowi dane będzie wznieść to trofeum do góry. Szybkie odpadnięcie z Pucharu CEV po dwumeczu z Hallkbankiem Ankara, gdzie "załatwił" nas pewien łotewski atakujący, kazało patrzeć rozsądnie na puchary. Tliły się we mnie przez chwilę nawet myśli, że zespół traktuje je wyraźnie po macoszemu. Jak się później okazało zupełnie niesłusznie. Pokonywanie kolejnych przeszkód już w niższym rangą Pucharze Challenge zmieniło zdecydowanie moje spojrzenie. Fonte Bastardo Azores, Unicaja Almeria, Rennes Volley i belgijski Prefaxis Menen - droga niełatwa, momentami wręcz żmudna zaprowadziła nas na prawdziwy szczyt w postaci finałowego dwumeczu z… warszawską Politechniką. Moje myśli przed tym dwumeczem były różne. Zespół Radosława Panasa miał za sobą również znakomitą przygodę z wyeliminowaniem Dynama Krasnodar, czy Lokomotiwu Charków na czele. Pierwszy mecz w stolicy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Zespół zagrał fenomenalnie, a klasą dla siebie był Michał Kamiński. Kropkę nad "i" wystarczyło postawić u siebie przy szczelnie wypełnionej hali Polonia, która wiele horrorów już widziała i… zobaczyła kolejny!

Demony przeszłości wróciły. Akademicy ponownie prowadzili 2:0 w setach, gdy do głosu doszli warszawianie. Dawno nie przeżyłem takiej dawki skrajnych emocji, jak w decydującym "złotym secie". Przy stanie 0:6 byłem kłębkiem nerwów i powoli oswajałem się z myślą, ze europejskie trofeum było tak blisko. To, co stało później można określić mianem cudu. Niektórzy mówili, że to wszystko opatrzność sił wyższych i bliskość Jasnej Góry. W końcu udało się! Przełamaliśmy ich opór, a nadzieje rywali rozwiały dwa bloki na Grzegorzu Szymańskim. Dawno się tak nie cieszyłem. Euforia była przednia, bowiem jakby nie patrzeć zespół przechodzi do historii, jako drugi polski klub po nieistniejącym już Płomieniu Milowice, który ma w swym dorobku europejskie trofeum. Obrazek, gdy Dawid Murek odbiera statuetkę najlepszego zawodnika finałowego dwumeczu, a następnie unosi trofeum do góry to było coś niesamowitego.

Częstochowianie na najwyższym stopniu podium Pucharu Challenge Częstochowianie na najwyższym stopniu podium Pucharu Challenge
Dziękuję i proszę o więcej!

Każda passa kiedyś się kończy. W tym przypadku dobiegła końca seria występów AZS-u Częstochowa w europejskich pucharach. Licznik zatrzymał się na 23 latach. Z łezką w oku niektórzy wspominają do dzisiaj mecze z Sisleyem Treviso, As Cannes, Iskrą Odincowo, czy Coprą Piacenza. Jeśli ktoś parę lat temu powiedziałby mi, że zwieńczenie i ukoronowanie tych wszystkich lat będzie właśnie takie, to wziąłbym to w ciemno. O tym mówią sami działacze. Żal zaprzepaszczonej szansy w rozgrywkach ligowych, ale jestem przekonany, że częstochowski zespół nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jestem pewny, że w następnych latach, być może w nowym składzie, z powiewem świeżej krwi znów stanie do walki o najwyższe laury. Zdobyty Puchar Challenge jest najlepszą rekompensatą i taką klamrą pragnę zamknąć sezon 2011/2012 w moim odczuciu w wykonaniu Tytanu AZS Częstochowa.

Podsumowania sezonu 2011/2012:

==> Okiem kibica Resovii Rzeszów
==> Okiem kibica Skry Bełchatów
==> Okiem kibica ZAKSY Kędzierzyn-Koźle
==> Okiem kibica Jastrzębskiego Węgla
==> Okiem kibica Delecty Bydgoszcz

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (2)
  • menes Zgłoś komentarz
    zabronić możliwości sponsorowania klubów przez państwowe firmy a poziom w ligach wyrówna się i będzie trochę więcej sportu a nie ,,biznesu'' pod stołem...
    • fininch Zgłoś komentarz
      Kocham ten klub za to że potrafi kreowac gwiazdy z młodych zawodników. Pomimo skromnego budżetu ciągle utrzymuje się w PlusLidze i zajmuje niezłe pozycje. Na mistrzostwo kraju nie ma
      Czytaj całość
      raczej co liczyc, ale wydaje mi sie ze w tym zespole chodzi o cos innego. O to zeby grac z pasją, tworzyc POLSKĄ siatkówke ! i za to ich kocham ! a wy za co ich kochacie ?:P
      Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
      ×
      Sport na ×