Po bandzie: Gdzie są Vaculik, Pawlicki i Lebiediew?! [FELIETON]

- Wolał być drugim w mieście, niż pierwszym na wsi. Mógł wybrać żywot gwiazdy kina alternatywnego, na zapleczu PGE Ekstraligi, jednak ciągnęło go do żużlowego Hollywood - pisze w swoim felietonie Wojciech Koerber.

Wojciech Koerber
Wojciech Koerber
Martin Vaculik WP SportoweFakty / Michał Krupa / Na zdjęciu: Martin Vaculik
"Po bandzie" to cykl felietonów Wojciecha Koerbera, współautora książek "Pół wieku na czarno" i "Rozliczenie", laureata Złotego Pióra, odznaczonego brązowym medalem PKOl-u za zasługi dla Polskiego Ruchu Olimpijskiego.

***

Nie wierzyliście w promotora cyklu Grand Prix, tymczasem rzuciło mi się gdzieś w oczy, że na Łotwie chwile chwały przeżywa Andrzej Lebiediew. Zapraszają go ponoć telewizje śniadaniowe i zakłady pracy, gdzie zapewne odpowiada na dyżurne pytania mniej zorientowanych, jak to jest nie mieć w zawodowym życiu hamulców. A całe to zamieszanie wiąże się, rzecz jasna, z powołaniem na stałego uczestnika elitarnych indywidualnych mistrzostw świata 2024.

Nie sprawdzałem, czy cała Łotwa istotnie oszalała na punkcie speedwaya, niemniej to, załóżmy, wzmożone zainteresowanie należałoby złożyć na karb działalności amerykańskiego promotora rozgrywek. Przestaliście w niego wierzyć, tymczasem to z jego strony majstersztyk - rozbujać zainteresowanie i pozyskać dla dyscypliny nowy kraj w martwym sezonie. Aż strach pomyśleć, jaki szał ogarnie Łotwę latem, gdy zaczną warczeć na dobre. Zresztą, czytałem też, że bilety na tegoroczną, warszawską rundę Grand Prix schodzą o niebo lepiej niż ostatnio. Cholera wie, może to też efekt zapotrzebowania napływającego z Rygi, Daugavpils i okolic. A więc oni to zrobili! Rozsławili żużel zimą!

ZOBACZ WIDEO: Żużel. Rewelacyjne informacje od Patricka Hansena. Zdradził, kiedy wsiądzie na motocykl

A zostawiając pierwiastek ironii na boku, powiem Wam, że za tego Lebiediewa od dawna mocno trzymam kciuki. Bo nie chciał być pierwszym na wsi, tylko wolał być drugim w mieście. Bo mógł wybrać żywot gwiazdy kina alternatywnego, na zapleczu PGE Ekstraligi, jednak ciągnęło go do żużlowego Hollywood. Przed kilkoma laty najlepsza liga świata z zimną krwią go wypluła, lecz on się na nią nie obraził, tylko szukał drogi powrotu. Jak nie od frontu, to przez piwnicę. Inne kluby z elity nie chciały go zabrać na swój statek, by zapewnić kolejną ekstraligową podróż, więc sam sobie na nią zapracował. Z Wilkami Krosno. Pokazał, że ma duszę i charakter sportowca.

Drobne obawy mogą mieć tylko w Lesznie, bo gdy kontraktowali Andrzeja, nie mieli świadomości, że biorą na swój pokład uczestnika GP 2024. A do tego zapracowanego członka SEC 2024. No ale są pewnie w żużlu większe problemy niż fakt, że posiada się w swoich szeregach kierowcę z aspiracjami.

Tymczasem żużel zauważono też na Słowacji, gdzie Martin Vaculik wbił się w dziesiątkę najpopularniejszych sportowców tego kraju, zajmując miejsce w połowie stawki - piąte. Zatem medal IMŚ na żużlu wciąż coś znaczy. A przynajmniej w krajach, gdzie jest dziewiczy. Otóż Słowacja została jedenastą nacją, która doczekała się swojego człowieka na pudle globalnych rozgrywek.

Bardziej niż wyniki plebiscytu na słowackiego sportowca roku - to tylko niewymierna zabawa - cieszy mnie nastawienie Martina. W rozmowie z Eweliną Bielawską wręcz bije od niego radość na samą myśl o nadchodzącym sezonie. Choć Vaculik ma już 34 lata, to zapewnia, że z roku na rok czuje się lepszym zawodnikiem. Zresztą nie musi nas do tego przekonywać przy pomocy wywiadów, przemawiają za niego wyniki, choćby ten brązowy medal. Zawodnik Stali Gorzów wierzy też, że skokowy wzrost formy dopiero przed nim.

Przeglądając branżowe portale zwróciłem też uwagę na wywiad z Piotrem Pawlickim. Wyjaśnia w nim m.in., skąd pomysł na obskoczenie w bieżącym roku trzech najbardziej wymagających lig. "Kiedy idzie ci źle, gdy zdobywasz mało punktów albo słabszy dzień, to nie masz czasu, aby o tym rozmyślać, bo musisz jechać na kolejne spotkanie i skupić się na tym, co przed tobą" - miał zauważyć młodszy z braci. Jakże różnią się te słowa od planów Vaculika. Mianowicie Słowak zakłada, że będzie tylko lepiej, a przecież na żużlu jest jak na wesołym miasteczku - raz góra, raz dół. Za to Polak szuka rozwiązań na wypadek chandry i słabszych dni. Choć, oczywiście, nie można tych słów nadinterpretować i wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Bardziej to pokazuje, jak sukces buduje, a brak sukcesu każe pozostać powściągliwym, by nie narazić się na śmieszność. Jak słabsze momenty odkładają się w głowie i każą poszukiwać remedium na problemy.

Nasi doświadczeni skoczkowie sięgali w ostatnich latach po najcenniejsze medale i trofea, złota mistrzostw świata nie wyłączając. A dziś zaczynają o nich powstawać złośliwe memy, co jeszcze niedawno było niemal społecznie zabronione.

Na szczęście sezon domysłów i kłótni akademickich dobiega końca. Niebawem się okaże, gdzie jest Vaculik, gdzie jest Pawlicki czy gdzie jest Dudek, którego niektórzy widzą już w Zielonej Górze, za to Piotr Baron wciąż go widzi w Toruniu. Swego czasu Maciej Janowski wytrzymał na obczyźnie ledwie dwa sezony, w Tarnowie, po czym uznał, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Nie wiem, czy jest osobą bardziej sentymentalną od Dudka, choć wtedy był osobą o dekadę młodszą. W każdym razie po powrocie bez wątpienia pomógł zbudować potęgę WTS-u, choć za główne sznurki do dziś pociąga Andrzej Rusko. Na tyle umiejętnie, że w ciągu dwóch sezonów (2021-22) klub po stronie wpływów zanotował 8 mln zł. Grubo.

Na dziś nie jest to może ośrodek seryjnie produkujący złote krążki, niemniej z pewnością kura znosząca złote jajka. Niekiedy media wypuszczają jakieś cytaty szefów, że chętnie by ten biznes już oddali, tylko nie ma komu. Bzdura, jeśli byli w klubie chętni z aspiracjami, to już ich nie ma.

Takiego biznesu się nie oddaje. A miłości życia nie porzuca.

Wojciech Koerber

Zobacz także:Wyjątkowa nagroda od byłego trenera kadry znów najcenniejsza. Osiągnęła dużą kwotęTakiej akcji w Walentynki jeszcze nie było! "Marketingowy top na dziś"

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×