WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Stefan Smołka. Powroty do przeszłości: 1958. Ożywczy ferment w niższych ligach - jak dziś (felieton)

Rok 1958. Z drugiej ligi żużlowej po zaciętej walce awansowały dwa zespoły. Zwycięzcą rozgrywek okazał się Start Gniezno. Jest to jeden z tych przykładów z historii, jak można na fali entuzjazmu piąć się wciąż w górę (vide dzisiejszy Motor Lublin).
Stefan Smołka
Stefan Smołka
Materiały prasowe / archiwum Stefana Smołki / Wanda z Cracovią w Nowej Hucie

KUP bilet na 2019 PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland!
W roku poprzednim bowiem ten sam Start bił się jeszcze w najpodlejszej z żużlowych dywizji. Awansował z pozycji lidera grupy północnej III ligi, by po roku świętować zasłużony awans do elity, znów z pozycji zespołu zwycięskiego. W prastarej polskiej stolicy była przede wszystkim świetna atmosfera, a do tego dobra organizacja. Gniezno mogło się pochwalić dwójką świetnych braci, starszym Teodorem i młodziutkim Andrzejem Pogorzelskimi. Ale jeszcze lepszy od nich był wtedy Czesław Odrzywolski, ówczesny lider Startu. Do awansu ponadto swój wkład wnieśli Stanisław Gierdal, Henryk Cieślewicz, Juliusz Ptaszyński, Henryk Ryczkowski, Bogdan Wróblewski, Marian Kwarciński i Bolesław Ciesielski. To była drużyna z perspektywami.

Start na - nomen omen - mecie sezonu minimalnie wyprzedził zeszłorocznego spadkowicza, sławny i budzący wciąż respekt team żużlowy z maleńkiego Rawicza (dużo większy postrach i grozę budziło znajdujące się w tym miasteczku ciężkie więzienie, także dla więźniów politycznych). Wśród kolejarzy zabrakło już Florka Kapały, ale na wysokości zadania stanęli Jan Kolber, z jedną z wyższych średnich biegowych, niewiele mu ustępujący młody dwudziestotrzyletni Witold Świątkowski, dalej znany w Wielkopolsce i na Kujawach powojenny motocyklista Henryk Ignasiak, Franciszek Cieślawski, Mieczysław Mendyka. To nazwiska znanych i podziwianych w kraju jeźdźców. Awans był zasłużony, ale nie uchroniło to jednak rawickiego ośrodka od upadku rok później. Cóż, małemu zawsze pod górkę.

Tramwajarz z Ostrovią szły do końca równo, ale obie ekipy musiały zadowolić się miejscami niedającymi awansu. Na pokładzie łódzkiego tramwaju miejsce znaleźli weterani szos i polskich żużlowych torów, jak piękni trzydziestoletni Witold Kołeczek, Jan Krakowiak, Eugeniusz Wróżyński, a ponadto Paweł Mirowski, Włodzimierz Sumiński, Jan Strzelecki, Stanisław Gołofit. Żużlową Łodzią potężnie zakołysało rok wcześniej, kiedy to Tramwajarz spadł z najwyższej ligi. Oczywistą przyczyną degradacji był bolesny brak lidera łódzkiej paczki Włodzimierza Szwendrowskiego, który nie mógł przystąpić do sezonu 1957 z powodu aresztowania i w końcu wyroku sądowego za śmiertelne potrącenie pieszego podczas nocnego rajdu jedną z łódzkich ulic. To jest plama na honorze znakomitego skądinąd żużlowca. Swoje wycierpiał, winy odpokutował, ale nie da się tego wymazać z pamięci - tylko tyle. Inna sprawa, iż fatum trwa. Łodzianom nie udało się powrócić do żużlowej ekstraklasy do dziś, a minęło 60 lat.

W Ostrowie AD 1958 powiało nadzieją. Co prawda nie było jeszcze powrotu do ekstraklasy medalistów DMP z 1949 i 1950 roku, ale nazwiska wojowniczych motocyklistów pobudzały wyobraźnię. Kazimierz Bentke wykręcił znakomitą średnią 2,50 na wyścig, co dawało mu jedno z czołowych miejsc w lidze. Z trudem po kontuzji do swojej wysokiej klasy próbował nawiązać niesłychanie bojowy Andrzej Krzesiński, po swoim powrocie z wojskowej służby w stolicy. Wspierali ich najsilniej rutynowani Kazimierz Kurek, Władysław Grabowski i Piotr Poprawa, nieco od nich młodszy Ludwik Jaskulski oraz debiutujący Tadeusz Jankowski. Wierny czytelnik i komentator WP SportoweFakty posługujący się Nickiem "Kaźmirz Bendke", mówiąc o powojennych żużlowych idolach tamtego czasu, używa określenia "bohaterowie kosmiczni". W rzeczy samej - to było coś więcej niż sport - to była religia.

ZOBACZ WIDEO Kołodziej o tym, jaki ma problem z Hampelem: "Nadziewam się na jego szprycę"

Za ostrowianami w II lidze uplasowała się warszawska Skra, mocny po wojnie żużlowy bastion stolicy. Najlepszym zawodnikiem warszawskiej drużyny w omawianym sezonie 1958 był Maciej Korus, a obok niego punktowali Wiktor Brzozowski, Wacław Kucharek, Zbigniew Witwicki, Tadeusz Zowczak i Mieczysław Staszczak. Po roku upadł ten klub (wtedy także sekcję żużlową warszawskiej Legii praktycznie wygnano ze stolicy, przenosząc ją do Gdańska). Zasłużony przedwojenny ośrodek sportowy SKRA, dawny OM TUR Okęcie, z ciekawą bazą, do dziś traktowany jest, niestety, jak piąte koło u wozu. Obudź się Warszawo, stolico polskiej bolesnej dumy!

Stal Gorzów powoli pięła się ku szczytom. Uderza historyczna stabilność tego ośrodka, notowana do dziś, co jest dowodem budowania na niezwykle solidnym fundamencie. Tak się dzieje, gdy są oddani działacze z wizją na lata, jest dobra organizacja, są zachęty do ciągłego naboru młodzieży i jest wreszcie szkolenie na poziomie. Czołowymi żużlowcami gorzowskiej Stali byli wtedy Tadeusz Strercel, Mieczysław Cichocki, Jerzy Flizikowski, natomiast na lidera wyrósł już młody (21 lat) Edmund Migoś, późniejszy reprezentant kraju, indywidualny mistrz Polski. Nie możemy zapominać też o braciach Edwardzie i Marianie Pilarczykach i debiutującym Jerzym Padewskim. Co ciekawe, w innych klubach znakomicie rozwijały się już wówczas kariery zawodników, którzy w Gorzowie Wielkopolskim zaczynali, a mianowicie Stanisława Rurarza (Śląsk, a potem Włókniarz) i braci Stanisława (Śląsk świętochłowicki) oraz Mariana Kaiser (Legia warszawska), do którego w 1958 roku dołączył inny gorzowski wychowanek Bronisław Rogal.

Tabelę drugiej ligi zamknęły dwa kluby śląskie, a raczej śląsko-dąbrowskie, CKS Czeladź i KKS Katowice. Konkurencja Rybnika i Świętochłowic w regionie była jednak nie do ogarnięcia. Oba wymienione kluby zostały z rozgrywek wycofane, Czeladź dopadły dyscyplinarne sankcje, za zamieszki na stadionie, nad którymi działacze nie potrafili zapanować, a nawet w których wraz z niektórymi zawodnikami wprost uczestniczyli. To temat na osobne opowiadanie. Dość, że najbardziej krewki z żużlowców, a zarazem trener, Paweł Dziura, do niedawna gwiazda rybnickiego Górnika, został zawieszony na trzy lata, a miał już prawie 50 lat. Wzburzone trybuny w Czeladzi wskazywały, że lud tzw. Czerwonego Zagłębia także domaga się igrzysk. Zawodnicy czeladzkiej ekipy mocno związani byli z regionem, bracia Michał i Stanisław Czerny z Będzina, Dominik Gracyalny, Józef Herman, Waldemar Szczechla, Wiesław Kołodziejski, Julian Machura, Jerzy Borkowski, do których dołączyli wychowankowie innych klubów, jak wspomniany Dziura z Rybnika, Mirosław Kolenda z Ostrowa, Franciszek Hudała z Żor koło Rybnika, zaczynający w Katowicach, czy Witold Kamiński, wychowanek bydgoskiej Gwardii. Czeladzki KS jeszcze później wystartował do rozgrywek sezonu 1959, ale z mizernym skutkiem, aż w końcu nastąpił definitywny upadek.

Eksperyment katowicki nie powiódł się i już na początku sezonu zespół KKS się rozpadł. Tworzyli go głównie ludzie związani ze Świętochłowicami, Zygfryd Makuła, Roman Staneczko i Marian Wieleba, gdzie też via Kraków powrócili, gdy pomysł żużla w Katowicach spalił na panewce. Odtąd potężna aglomeracja GOP i Zagłębia nie miały już żużlowego ośrodka, za chlubnym wyjątkiem Świętochłowic i Rybnika, miast ludnościowo mniejszych niż Katowice, Sosnowiec, Gliwice, Zabrze, Bytom, Chorzów.

Ciekawe były również rozgrywki w trzeciej lidze sezonu 1958, co zresztą skłoniło później rozsądnych włodarzy polskiego żużla do ustanowienia od 1960 roku tylko dwóch lig zamiast trzech. Wygrały i zgodnie awansowały Unia Tarnów i Wanda z Nowej Huty. Tarnowianie mieli lepszy bilans małych punktów, a szli jak burza - awansowali w drugim roku istnienia, w trzecim znów awansowali - już do najwyższej klasy. Nazwiska autorów sukcesu już też sporo mówią. Na czele stał Albin Tomczyszyn, ze swą nader bogatą żużlową przeszłością - wrocławską, ostrowską, rzeszowską. Najsilniej wspomagali go tarnowscy pionierzy, Marian Curyło, Władysław Kamiński, Benedykt Bogdanowicz i Zygmunt Pytko. Do tego przybyły z Rzeszowa Jan Różański, Alfred Wieczorek z Katowic, Józef Śledź, Adolf Jagoda oraz młodziutki dwudziestolatek Adam Ciepiela, też z rzeszowskimi korzeniami.

Dalsza część felietonu na drugiej stronie ->

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (8):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Daniell_ 0
    Niestety, mail wraca... z informacją, że nie ma takiego adresu. Jakaś literówka?
    Kaźmirz Bendke Uprzejmie proszę o kontakt jenegab@o2.pl pozdrawiam
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • mais oui 0
    Z przyjemnością przeczytałem kolejny artykuł pana Smołki. Wielu wymienionych w tekście zawodników oglądałem na własne oczy, pamiętam doskonale Rurarza, Pogorzelskiego, Migosia, Padewskiego, Jaskulskiego, Mendykę, Waloszków, Bieleckiego, Jaroszewicza, Mirowskiego, Bentkego.
    Z jednym stwierdzeniem niezbyt się zgadzam. Polonia Bydgoszcz przez lata dominowała w regionie, Stal Toruń długo była przeciętnym klubem drugoligowym a w Grudziądzu po upadku Olimpii nie było żużla. Reaktywował się dopiero gdzieś pod koniec lat siedemdziesiątych jak filia klubu toruńskiego.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Kaźmirz Bendke 0
    Uprzejmie proszę o kontakt jenegab@o2.pl pozdrawiam
    Daniell_ A jeśli Pan Jan, czyli "Kaźmierz Bendke", po lekturze tego artykułu zajrzy także do komentarzy, to niech wie, że napisałem do niego na tablicy z prośbą o kontakt w pewnej sprawie, żużlowej
    [ pokaż odpowiedzi ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (8)
Pokaż więcej komentarzy (8)
Pokaż więcej komentarzy (8)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×