Szymon Mierzyński: Komedia z Paulo Sousą idzie na konto Zbigniewa Bońka [OPINIA]

Zamieszanie wokół Paulo Sousy to kompromitacja samego selekcjonera, ale nie tylko. Osobistą porażkę może zapisać na swoje konto Zbigniew Boniek, który dopuścił, by selekcjonerem reprezentacji Polski został kompletnie niepoważny człowiek.

Szymon Mierzyński
Szymon Mierzyński
Zbigniew Boniek WP SportoweFakty / Łukasz Trzaskowski / Na zdjęciu: Zbigniew Boniek
Portugalczyk zrobił "prezent" kibicom kadry i prezesowi PZPN Cezaremu Kuleszy, prosząc o rozwiązanie kontraktu na trzy miesiące przed turniejem barażowym, którego stawką jest wyjazd na mundial. Argument? Propozycja z "jednego z najlepszych klubów świata", a w tym gronie są jego zdaniem Internacional Porto Alegre i Flamengo Rio de Janeiro.

Najpierw nie dowierzano w te doniesienia, teraz sprawa jest już jasna, bo kuriozalny wniosek Paulo Sousy potwierdził Cezary Kulesza (więcej TUTAJ). Selekcjoner połasił się więc na ofertę z Ameryki Południowej i dla spełnienia tego planu jest gotów rzucić walkę o wyjazd z reprezentacją Polski na mistrzostwa świata.

Postawa Portugalczyka jest nie tylko niepoważna. To przejaw zwyczajnego braku szacunku do federacji, w której obecnie pracuje i skrajne tchórzostwo. To on w połowie listopada zgodził się na absencję Roberta Lewandowskiego w zamykającym grupową część eliminacji meczu z Węgrami, w efekcie przegraliśmy 1:2 i straciliśmy rozstawienie w losowaniu półfinałów barażów.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: jak Lewandowski to trafił?! Kapitalny strzał!

Sousa przyłożył rękę do tej kompromitacji, szanse na wyjazd do Kataru znacznie spadły, a teraz nie chce brać odpowiedzialności na swoje barki. Woli ucieczkę do pracy w klubie, zaś wyjazdowym starciem z Rosją niech zajmie się ktoś inny.

Sytuacja, do jakiej doszło w trakcie świąt Bożego Narodzenia, jest beznadziejna pod każdym względem. Można oczywiście zatrzymać Sousę, zmusić go do poprowadzenia kadry w barażach, lecz po pierwsze jego motywacja w walce o najważniejszy turniej czterolecia dla Polski będzie już bardzo wątpliwa, po drugie żaden z piłkarzy nie będzie traktować poważnie człowieka, który w najważniejszym momencie był gotów zdezerterować.

Można też pozwolić Sousie odejść, tyle że jego następca zostanie wrzucony na bardzo głęboką wodę - z perspektywą raptem trzech dni treningów przed półfinałem z Rosją i bez elementarnej znajomości zespołu od środka.

Cezary Kulesza ma twardy orzech do zgryzienia, a tego bałaganu narobił mu Zbigniew Boniek. Zatrudnienie Sousy było przecież jego autorską decyzją. Rozmowy toczono w takiej tajemnicy, że nie wiedziała o nich nawet spora część pracowników PZPN. "Bello di notte" rozczulał się nad CV Sousy, w rozmowie z "Piłką Nożną" mówił, że takiego nie miał od 30 lat żaden polski trener, a dziś może tylko za swój wybór świecić oczami.

Już zatrudniając Sousę, Boniek próbował gasić pożar po tym jak przestrzelił z Jerzym Brzęczkiem. Dziś zresztą Brzęczek może się śmiać do rozpuku. Wymieniono go na selekcjonera, który miał być gwarantem sukcesu na Euro, tymczasem spektakularnie je zawalił, a przed następnym dużym turniejem jest gotów ewakuować się do Brazylii.

Szymon Mierzyński

Zobacz inne teksty Szymona Mierzyńskiego

OGLĄDAJ MECZE REPREZENTACJI W PILOCIE WP (link sponsorowany)

Czy Cezary Kulesza powinien się zgodzić na odejście Paulo Sousy?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×