WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Kosił trawnik o drugiej w nocy i nie przyjął łapówki. Choć w Gorzowie jeździł krótko, został jej legendą

Był pracoholikiem i możliwe, że taki styl życia dał mu w kość - zastanawia się mechanik Mateja Ferjana Paweł Nizioł. Słoweniec jeździł dla Stali Gorzów w latach 2007-2008. Niegdyś poinformował, że otrzymał propozycję łapówki, z której nie skorzystał.
Marcin Malinowski
Marcin Malinowski
Newspix / Piotr Nowak / Matej Ferjan

KUP bilet na 2019 PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland!

Edward Jancarz, Zenon Plech, Bogusław Nowak, Antal Kocso to tylko kilka z wielu nazwisk, z którymi mniej lub bardziej kojarzy się Stal Gorzów, o których można by powiedzieć, że byli lokalnymi bohaterami. Jest jednak jednak jeden obcokrajowiec, który na długo zapisał się w pamięci fanów tego zespołu, w tym w mojej, choć jeździł w nim raptem dwa sezony.

Matej Ferjan, bo o nim mowa, w swojej karierze zwiedził wiele polskich klubów, w żadnym z nich nie zagrzewając na długo miejsca. Jeździł w Grudziądzu, Zielonej Górze, Częstochowie, Opolu, Ostrowie Wielkopolskim, Krośnie, Gnieźnie, Rzeszowie i oczywiście w Gorzowie, w którym to chyba najbardziej się zadomowił.

Solidny i uczciwy

Sezon 2007 w I lidze był dla niego jednym z lepszych, bo tylko w czterech osiągnął średnią powyżej dwóch punktów na bieg. Kolorytu temu osiągnięciu dodawał fakt wywalczenia ze Stalą awansu do Ekstraligi po pięcioletniej banicji. I to nie w byle jakich okolicznościach, bowiem przed decydującym, trzecim finałowym starciem z Intar Lazur Ostrów doszło do próby przekupstwa. Słoweniec miał otrzymać 25 tysięcy euro, ale o całej sprawie poinformował swój klub.

ZOBACZ WIDEO Tomasz Gollob o jeździe na wózku: "To jest dla mnie jak motorek, niczego nie ujmuje"

10 Years Challenge: Stal Gorzów mogła upaść, a weszła na szczyt

Wydarzenie to wspomina Paweł Nizioł. - Słabo to wyglądało, bo wysłali mu... SMS-a. Wracaliśmy wtedy z zawodów w Niemczech i pokazał nam wiadomość w busie. Powiedziałem mu, żeby nawet nie próbował. Myślę, że i bez tego nie przyjąłby tej łapówki - powiedział nam ówczesny mechanik Ferjana.

"Żółto-niebiescy" wygrali 49:41, a Matej zdobył 10 punktów z dwoma bonusami. Gdy sprawa przekupstwa wyszła na jaw z miejsca stał się bohaterem i na zawsze został pozytywnie zapamiętany.

Pracowitość przeradzająca się w pracoholizm

Jednak nie tylko powyższa sytuacja wpłynęła na taki, a nie inny obraz słoweńskiego żużlowca. Matej Ferjan dał się poznać jako niezwykle pracowity człowiek. - Jeździł niemalże we wszystkich większych europejskich ligach poza angielską. Tego podróżowania było naprawdę sporo. Jeździliśmy w trójkę i zmienialiśmy się za kółkiem - opowiadał Nizioł.

Przy tym wszystkim był niezwykle skrupulatny i zawsze miał określony plan. - Pisał sobie na kartce, co ma do zrobienia i po prostu musiał to wykonać. Kiedyś dowiedziałem się, że o drugiej w nocy kosił trawnik w swoim domu pod Gorzowem. Zawsze solidnie dbał o sprzęt. Nazwałbym go nawet pracoholikiem - stwierdził mechanik.

Stanisław Chomski. Znający żużel od podszewki i stawiający na innowacje (analiza menedżerów)

Wielka staranność cechowała go już wiele lat wcześniej, bo to właśnie ona dała mu awans do cyklu Speedway Grand Prix, w którym startował przed dwa sezony jako stały uczestnik. - Szału nie zrobił, ale sam awans to już jest wielki wyczyn - podkreślał majster.

Ogromna sympatia kibiców i szok po niespodziewanej śmierci

- Matej był bardzo sympatycznym i życzliwym człowiekiem. Nigdy nie odmawiał kibicom wspólnego zdjęcia, złożenia autografu czy rozmowy. Zawsze w miarę możliwości służył pomocą kolegom w parku maszyn, podpowiadał jakie dobrać ustawienia itd. Był również bardzo związany z Gorzowem, ponieważ mimo odejścia po sezonie 2008 ze Stali, zamieszkał w naszym mieście przy ul. Dekerta - tak wspominali go fani zrzeszeni w Stowarzyszeniu Kibiców Stali Gorzów. Sam widywałem jego busa na jednym z gorzowskich osiedli.

Słowa te zostały napisane jednak w nieprzyjemnych okolicznościach, bowiem w siódmą rocznicę śmierci Słoweńca. 11 maja 2011 Matej Ferjan zmarł z powodu przedawkowania środków odurzających. Wszyscy byli w głębokim szoku, a wiadomość ta na tyle poruszyła gorzowian, że odprawiona została nawet msza w jego intencji. Na początku 2018 roku żużlowiec doczekał się także upamiętnienia w innym mieście, w którym startował. W Grudziądzu znalazł się na muralu obok podobizn Roberta Dadosa, Grzegorza Knappa, Lee Richardsona i Jarosława Skarżyńskiego.

Był ulubieńcem Pogorzelskiego. Legenda, którą ukształtowały inne legendy

Powyższe tylko pokazuje, jak dużym szacunkiem cieszył się ten zawodnik. - Być może przesadził i ten pracoholizm go pokonał. Wszyscy go jednak miło wspominają, bo był zawsze otwarty i przyjacielski. Kiedy już nie byłem jego mechanikiem, to nadal przyjeżdżał do mnie po sprzętowe porady, widywaliśmy się. Informacja o jego śmierci zaszokowała mnie tak, jak całą resztę - przyznał Paweł Nizioł.

"Pamięć o Mateju będzie trwać zawsze. Dziękujemy Matej za wszystko! Spoczywaj w pokoju!". Te kilka zdań napisane przez kibiców w siódmą rocznicę śmierci Mateja Ferjana mówią same za siebie. Nie jeździł w Gorzowie długo, ale na zawsze zapisał się w pamięci jako lokalny bohater.

Jak wspominasz Mateja Ferjana?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (22):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
Pokaż więcej komentarzy (19)
Pokaż więcej komentarzy (22)
Pokaż więcej komentarzy (22)
Pokaż więcej komentarzy (22)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×